
Gospodarze i stół…

Krzyż na ścianie i nasze głowy…
Siedzę sobie jak zwykle od o świcie przed komputerem. To najpiękniejsze chwile dnia. Najbardziej refleksyjne, ciche i pełne optymizmu- że się wstało, co w pewnym wieku już się zauważa, że przed sobą wiele godzin na czytanie spacery i jakieś zwykłe proste domowe czynności. Tak więc przy porannej kawie wracam do Japonii.
Właśnie za progiem Święta Wielkanocne. Tak jak wtedy. Tylko w tym 2002 roku spędziłam je w dalekim Kraju Kwitnącej Wiśni, co ogólnie nie było miłe, bo zawsze rodzinnie we własnym kraju i domu. Ale tak się ułożyło, ze Japończycy zmienili termin kongresu, by pokazać swoje kwitnące wiśnie, czego nie dało się przewidzieć dużo wcześniej. I ogólnie wyszło super. Bo pełne wiosennego kwiecia parki i ogrody zobaczyłyśmy i ucztowanie Japończyków pod tymi drzewami.
A w dodatku spotkanie w domu poznanego w samolocie Polaka i jego japońskiej żony. To było niezwykłe, bo właściwie to się nie zdarza, by będąc zagranicą odwiedzić dom mieszkańców.
A teraz tak się stało i dalej było tak:
Gdy już zwiedziłyśmy ten polsko- japoński dom zostałyśmy zaproszone do dużego pokoju z otwartą kuchnią w tle. Żona gospodarza jeszcze urzędowała w swoim gospodarstwie i uśmiechała się do nas zza blatu. Wyglądała pięknie. Obok niej stał młodzieniec , jeden z trzech synów ale widząc nas umknął. No cóż, typowe zachowanie bardzo młodego człowieka. Zauważyłyśmy tylko jego japońską urodę- no cóż, silne geny zdominowały jakąś słowiańszczyznę ojca.
Naprzeciwko wejścia do pokoju na ścianie wisiał krzyż. Rozpoznałyśmy, że pewnie przyjechał z Polski, bo takie można kupić w naszych okolicach górskich. Nieregularne, patykowate kształty krzyża były znajome i spowodowały , że poczułyśmy kawałek naszego dalekiego kraju i byłyśmy jak w domu.
Gospodarz zaprosił nas do stołu. Po chwili do nas dołączyła jego żona i każdej z nas wręczyła kolorowe jajko. Przecież to była Wielkanoc a ona gorliwą katoliczką. Stefan przetłumaczył co powiedziała. A powiedziała, że te jajka specjalnie dla nas poświęcono w jej kościele. Ten moment bardzo nas wzruszył …
Siedzieliśmy więc wszyscy przy obszernym stole, nakrytym kolorowym obrusem. I wtedy dopiero zauważyłyśmy półmiski z wędlinami oraz jeden wypełniony z górką niewielkimi morskimi stworami. Na wszystkie jego strony zwisały trzęsące się nóżki, wąsiki ale na szczęście nic się nie ruszało. Gospodarz podniósł się z krzesła, gdzieś poszedł i po chwili przyniósł chrzan w słoiczku z polską nalepką i wódkę gruzińska oznajmiając, że bez tego nie da się zjeść tego co na tym półmisku. Wódę rozlał, umoczyłyśmy usta, bo właściwie to nie pijemy i spróbowałyśmy jednego takiego stwora, oczywiście popijając alkoholem i jakoś kęs przeszedł . Tradycji stało się zadość. Na więcej nie miałyśmy już ochoty. Jadłyśmy zresztą niewiele, bo ciekawsze było słuchanie tego co opowiadał nasz profesor.
Wskazał on na wiszącą na ścianie dość dużą tabliczkę z japońską wielką literą czy jednoznakowym słowem. Nie wiem, nie rozróżniam a na pytania czasu nie było. Stefan objaśnił z powagą i dumą, że to praca maturalna syna. Młodzi obowiązkowo uczą się przez całe lata takiego pisania . Ważny jest każdy szczegół, kąt układania pędzelka sposób naciskania by uzyskać odpowiednie cieniowanie i potem muszą wykonać własnoręcznie taki napis. Praca jest oceniana surowo.
Jak już pisałam Stefan jest profesorem uczelni w Nagoi. Dlatego to, co opowiadał było bardzo ciekawe, bo wieści otrzymywałyśmy z pierwszej ręki. Tak więc było o jego studentach i systemie edukacji. Nauczanie w Japonii ma na celu wytworzenie umiejętności pracy w grupie. Studenci nie tylko najsłabsi, co jest i u nas normą ale o dziwo też wybijający się aktywnością ponad grupę są tępieni, a nawet czasem eliminowani. W ten sposób Japończycy osiągają sukcesy w dalszej zespołowej pracy i kraj wygląda jak wygląda.
Wspominał też z wielką troską, że wśród młodzieży japońskiej niepokojąco wzrasta liczba samobójstw . Nie umiał tego wytłumaczyć. Wprawdzie tradycje odbierania sobie życia są stare jak Japonia. Ale teraz chyba jest ogólnie słabsza konstrukcja psychiczna młodego pokolenia i ciągły pęd korporacyjny powoduje depresje. Jego uczelnia zatrudnia trzech psychologów, którzy przez dni i noce opiekują się studentami.
W pewnej chwili odezwał się dobitnie i wyraźnie, chociaż po japońsku jakiś obcy głos. Rozejrzałyśmy się, ale poza nami nikogo nie było. Stefan od razu zauważył nasze zadziwienie i oznajmił z uśmiechem , że to powiedziała wanna. Informowała, że już jest napełniona wodą i zaprasza. Ponoć dyspozycje można jej wydać siedząc sobie w kuchni czy pokoju, mówiąc o tym, żeby się już przygotowała do kąpieli. Należy też powiedzieć jaka ma być temperatura wody i jej poziom. I usłyszał ją teraz jego syn i właśnie idzie się kąpać. Trochę się zdziwiłyśmy, bo wiedziałyśmy, że raniutko matka z synami była już na basenie, ale pewnikiem wody Japończykowi nigdy za mało….
