Zmartwychwstanie Pańskie…..

Sięgam po wpisy sprzed lat…..Nic się nie zmieniło, poza pandemią i izolacją…..już nie ma spotkań tak licznych, ale życie płynie do przodu. Mama Chłopców o których piszę dalej czasem dzwoni, piękną kartkę przysłała. Właśnie Ojciec chłopców po operacji glejaka, chemii i radioterapii. Chłopcy pogodni choć dializy etc……To Rodzina, gdzie mieszkają Anioły. Tylko dlaczego nie należą do grupy Stróżów ? Tego nigdy się nie dowiemy. Pani Agnieszka z pokorą mówi, że taki los dostała, a może – dodaje z zadumą – może Stwórca miał jakiś cel, zadanie dla niej – i kończy – jestem szczęśliwa, bo mamy w domu Miłość i ludzie nas kochają….

Pomyślmy o Nich…..proszę, szczególnie gdy nam jest źle. Pomyślmy o matkach świętych za życia …… może nasze zjednoczone myśli zdziałają cuda ? ???

Opublikowane w 1 kwietnia 2018 przez Zofia Konopielko

WIELKANOC – noc CUDU ….

Liczba odsłon 215

Już świta, deszcz za oknem- właśnie dokonuje się CUD- za godzinę REZUREKCJA- ZMARTWYCHWSTANIE ……

Po wczorajszej wspólnej Uroczystości -fantastycznej –  przesuniętej w fazie z racji planów wszystkich naszych rodzin, by dalej jechać – gdzie zgromadziło się 19 osób- wszystkie w ciągu naszych 50 ( niebawem) lat małżeństwa się od nas  wywodzą lub ” przylegają ” – myślę o innych ….sięgam do wpisu sprzed 2 lat- bo ta RODZINA jest stale w moich myślach- choć wiem, że te myśli  im nie pomogą- że muszą sami dźwigać swój KRZYŻ ….tak już jest stworzony ten  świat..

Życzenia Wielkanocne

Miało być jak zwykle. Zwykłe lapidarne życzenia. Takie jak np. :

Z okazji nadchodzących wielkimi krokami wiosennych Świąt Wielkanocnych życzę Wam, Kochani, Zdrowia, Szczęścia i Radości.

Ale będzie trochę inaczej.

Będzie o Michasiu i Czarku. Moich dawnych pacjentach, już dawno pełnoletnich, którzy z okazji każdych Świąt nadal przysyłają mi kartki. Pisze  ich Mama, bo im  Los zaraz po urodzeniu odebrał wzrok.  Za to hojnie obdarował  chorobami licznych narządów ale  dla równowagi dała uśmiech, łagodność, pogodę ducha. Dał też Im Rodziców, którzy zasługują na miano Świętych za życia.

Nigdy  nie zapomnę tej Rodziny. Widzę Ich twarze, zachowanie, twarze” pokerowe” rodziców „ ubrane w pogodę ducha” i wesołe baraszkowanie misiowatych chłopaków. Przybywali ze swojej maleńkiej wsi oddalonej o przeszło 100 km , starym Maluchem, zawsze punktualni, skromnie, ale ładnie ubrani . Dzieci zadbane. Pewnie bardzo oczekiwane, duma, że synowie, najpierw Czarek – po dwóch latach Michaś. Taki sam , niestety ten sam zespół. Gdyby chociaż dziewczynka, byłaby zdrowa, ale byłaby nosicielką tego tragicznego genu. Ale co dalej? Jakie miałaby dzieci…… ci młodzi wtedy rodzice może nie wiedzieli, że tak może być, że dwaj ich synowie  będą tak samo chorzy-  poradnictwo genetyczne było wtedy skromne. Potem porada taka już nic nie dała- rozpoznanie suche na kartce-  zespół taki i taki. Jaskra wrodzona, operacja, głębokie  niedowidzenie, wada nerek, teraz już dializy, niewielkie opóźnienie w rozwoju,  deformacje kostne bo otyłość i nerki niewydolne i jeszcze ta padaczka….wszystko poukładane, jednakowe, przewidywalne, tylko co dalej? Walka, próba jakiegoś leczenia tylko objawowego, w które zresztą nie wierzyli, wizyty systematyczne u różnych specjalistów. Dobrze, że CZD byli w jednym gmachu, potem już pełnoletność synów i jeżdżenie z nimi po okolicznych miastach z każdym problemem i czasem listy do mnie, że działają, że walczą i jest jak jest, i bez żalu i słowa skargi. Niezwykli. I jeszcze pole nie obsiane i bydlęta głodne…..

Tylko te spracowane dłonie

Gdy wszyscy wchodzili do gabinetu w CZD, to jakoś jaśniało. Pomimo tragizmu sytuacji czuło się ich siłę, jakieś pogodzenie z losem ale i w tym siłę.

Wówczas przychodziło myślenie, z symbolicznym „ biciem się w piersi” że mam brak pokory, że narzekania, że nasze problemy wobec tamtych maleńkie i że to jest grzech , wielki nasz  grzech – wyolbrzymiać, przewidywać najgorsze i się żalić.

Nigdy tego od nich nie słyszałam.

Pewnie płakali w ukryciu, że roli nie będzie miał kto uprawiać, że gospodarzami nigdy nie będą ich synowie i że tak ich los doświadczył. Pewnie płakali Ci Rodzice. W skrytości, bo sąsiedzi patrzyli.

Ale do mnie przynosili swoją łagodność uśmiech zatroskany i jak wspomniałam wielką siłę.

A cóż ja im mogłam dać, tylko uśmiech dawałam.

Uśmiech , którym zakrywałam ból ściśniętego serca, i pytanie  gdzieś w środku zamknięte, nigdy nie wypowiedziane przy wielu też innych rodzicach przewlekle chorych dzieci.  Dlaczego?  Gdzie jest ten ponoć sprawiedliwy Bóg?

.

I to by było na tyle. Za dużo napisałam, za obszernie, zbyt emocjonalnie i przez to chaotycznie. Ale jestem z Nimi, szczególnie w takim dniu kiedy to Chrystus Zmartwychwstał…..

Pomyślmy więc o Nich, Kochani , w tę cudną radosną Wielkanoc, przy okazji dzielenia się jajkiem i składania życzeń . I potem gdy owies zielony i pisanki i baranek na świątecznym stole i szynki i baby wielkanocne. …

Pomyślny   o Tamtych Ciężko Doświadczonych. O Czarku i Michasiu i o wielu innych którym cierpienie dano i o ich Rodzicach- Świętych za życia.

Może jednak dobry Bóg popatrzy i zobaczy, posłucha i usłyszy  a w swej Łaskawości da Im siłę i pozwoli  przetrwać …..

Trzymam w ręce pocztówkę od Chłopaków , a tam napisano, że nadzieja jest….

” Radosnych Świat Wielkanocnych wypełnionych nadzieją budzącej się do życia wiosny „….

WIELKANOC – noc CUDU ….

Już świta, deszcz za oknem- właśnie dokonuje się CUD- za godzinę REZUREKCJA- ZMARTWYCHWSTANIE ……

Po wczorajszej wspólnej Uroczystości -fantastycznej –  przesuniętej w fazie z racji planów wszystkich naszych rodzin, by dalej jechać – gdzie zgromadziło się 19 osób- wszystkie w ciągu naszych 50 ( niebawem) lat małżeństwa się od nas  wywodzą lub ” przylegają ” – myślę o innych ….sięgam do wpisu sprzed 2 lat- bo ta RODZINA jest stale w moich myślach- choć wiem, że te myśli  im nie pomogą- że muszą sami dźwigać swój KRZYŻ ….tak już jest stworzony ten  świat..

 

 

Życzenia Wielkanocne

Miało być jak zwykle. Zwykłe lapidarne życzenia. Takie jak np. :

Z okazji nadchodzących wielkimi krokami wiosennych Świąt Wielkanocnych życzę Wam, Kochani, Zdrowia, Szczęścia i Radości.

Ale będzie trochę inaczej.

Będzie o Michasiu i Czarku. Moich dawnych pacjentach, już dawno pełnoletnich, którzy z okazji każdych Świąt nadal przysyłają mi kartki. Pisze  ich Mama, bo im  Los zaraz po urodzeniu odebrał wzrok.  Za to hojnie obdarował  chorobami licznych narządów ale  dla równowagi dała uśmiech, łagodność, pogodę ducha. Dał też Im Rodziców, którzy zasługują na miano Świętych za życia.

Nigdy  nie zapomnę tej Rodziny. Widzę Ich twarze, zachowanie, twarze” pokerowe” rodziców „ ubrane w pogodę ducha” i wesołe baraszkowanie misiowatych chłopaków. Przybywali ze swojej maleńkiej wsi oddalonej o przeszło 100 km , starym Maluchem, zawsze punktualni, skromnie, ale ładnie ubrani . Dzieci zadbane. Pewnie bardzo oczekiwane, duma, że synowie, najpierw Czarek – po dwóch latach Michaś. Taki sam , niestety ten sam zespół. Gdyby chociaż dziewczynka, byłaby zdrowa, ale byłaby nosicielką tego tragicznego genu. Ale co dalej? Jakie miałaby dzieci…… ci młodzi wtedy rodzice może nie wiedzieli, że tak może być, że dwaj ich synowie  będą tak samo chorzy-  poradnictwo genetyczne było wtedy skromne. Potem porada taka już nic nie dała- rozpoznanie suche na kartce-  zespół taki i taki. Jaskra wrodzona, operacja, głębokie  niedowidzenie, wada nerek, teraz już dializy, niewielkie opóźnienie w rozwoju,  deformacje kostne bo otyłość i nerki niewydolne i jeszcze ta padaczka….wszystko poukładane, jednakowe, przewidywalne, tylko co dalej? Walka, próba jakiegoś leczenia tylko objawowego, w które zresztą nie wierzyli, wizyty systematyczne u różnych specjalistów. Dobrze, że CZD byli w jednym gmachu, potem już pełnoletność synów i jeżdżenie z nimi po okolicznych miastach z każdym problemem i czasem listy do mnie, że działają, że walczą i jest jak jest, i bez żalu i słowa skargi. Niezwykli. I jeszcze pole nie obsiane i bydlęta głodne…..

Tylko te spracowane dłonie

Gdy wszyscy wchodzili do gabinetu w CZD, to jakoś jaśniało. Pomimo tragizmu sytuacji czuło się ich siłę, jakieś pogodzenie z losem ale i w tym siłę.

Wówczas przychodziło myślenie, z symbolicznym „ biciem się w piersi” że mam brak pokory, że narzekania, że nasze problemy wobec tamtych maleńkie i że to jest grzech , wielki nasz  grzech – wyolbrzymiać, przewidywać najgorsze i się żalić.

Nigdy tego od nich nie słyszałam.

Pewnie płakali w ukryciu, że roli nie będzie miał kto uprawiać, że gospodarzami nigdy nie będą ich synowie i że tak ich los doświadczył. Pewnie płakali Ci Rodzice. W skrytości, bo sąsiedzi patrzyli.

Ale do mnie przynosili swoją łagodność uśmiech zatroskany i jak wspomniałam wielką siłę.

A cóż ja im mogłam dać, tylko uśmiech dawałam.

Uśmiech , którym zakrywałam ból ściśniętego serca, i pytanie  gdzieś w środku zamknięte, nigdy nie wypowiedziane przy wielu też innych rodzicach przewlekle chorych dzieci.  Dlaczego?  Gdzie jest ten ponoć sprawiedliwy Bóg?

.

I to by było na tyle. Za dużo napisałam, za obszernie, zbyt emocjonalnie i przez to chaotycznie. Ale jestem z Nimi, szczególnie w takim dniu kiedy to Chrystus Zmartwychwstał…..

 

Pomyślmy więc o Nich, Kochani , w tę cudną radosną Wielkanoc, przy okazji dzielenia się jajkiem i składania życzeń . I potem gdy owies zielony i pisanki i baranek na świątecznym stole i szynki i baby wielkanocne. …

Pomyślny   o Tamtych Ciężko Doświadczonych. O Czarku i Michasiu i o wielu innych którym cierpienie dano i o ich Rodzicach- Świętych za życia.

Może jednak dobry Bóg popatrzy i zobaczy, posłucha i usłyszy  a w swej Łaskawości da Im siłę i pozwoli  przetrwać …..

Trzymam w ręce pocztówkę od Chłopaków , a tam napisano, że nadzieja jest….

” Radosnych Świat Wielkanocnych wypełnionych nadzieją budzącej się do życia wiosny „….

Zamiast życzeń…..

P5021620.JPG

 

 

Kochani!

I jak tu nie wierzyć, że kiedyś przyjdzie Światło.

 

Wtedy Chrystusek Frasobliwy spod naszego beskidzkiego domku wstanie,  poprowadzi drogą krętą i wyboistą , pokaże Piękny Odmieniony Świat i Dobrych Ludzi a na końcu Pełną  Jasność  Spełnionego Życia  !!!

 

I z takimi myślami oraz Optymizmem pozdrawiamy Was

 

Wielkanocnie

 

P5011537.JPG

 

P5011520.JPG

 

P5011421.JPG

 

P5021607.JPG

 

P5021583.JPG

 

P5021547.JPG

Życzenia Wielkanocne.

SAM_3558.JPG

 

SAM_3562.JPG

Tegoroczna pocztówka od dawnych pacjentów…..jestem z nimi….

 

 

 

Życzenia Wielkanocne

 

Miało być jak zwykle. Zwykłe lapidarne życzenia. Takie jak np. :

Z okazji nadchodzących wielkimi krokami wiosennych Świąt Wielkanocnych życzę Wam, Kochani, Zdrowia, Szczęścia i Radości.

 

Ale będzie trochę inaczej.

Będzie o Michasiu i Czarku. Moich dawnych pacjentach, już dawno pełnoletnich, którzy z okazji każdych Świąt nadal przysyłają mi kartki. Pisze  ich Mama, bo im  Los zaraz po urodzeniu odebrał wzrok.  Za to hojnie obdarował  chorobami licznych narządów ale  dla równowagi dała uśmiech, łagodność, pogodę ducha. Dał też Im Rodziców, którzy zasługują na miano Świętych za życia.

Nigdy  nie zapomnę tej Rodziny. Widzę Ich twarze, zachowanie, twarze” pokerowe” rodziców „ ubrane w pogodę ducha” i wesołe baraszkowanie misiowatych chłopaków. Przybywali ze swojej maleńkiej wsi oddalonej o przeszło 100 km , starym Maluchem, zawsze punktualni, skromnie, ale ładnie ubrani . Dzieci zadbane. Pewnie bardzo oczekiwane, duma, że synowie, najpierw Czarek po dwóch latach Michaś. Taki sam , niestety ten sam zespół. Gdyby chociaż dziewczynka, byłaby zdrowa, ale byłaby nosicielką tego tragicznego genu. Ale co dalej? Jakie miałaby dzieci. Nie wiedzieli, że tak może być, że dwaj będą tak samo chorzy, poradnictwo genetyczne było wtedy skromne. Potem już nic nie dało. Rozpoznanie suche na kartce. Zespół taki i taki. Jaskra wrodzona, operacja, głębokie  niedowidzenie, wada nerek, teraz już dializy, niewielkie opóźnienie w rozwoju,  deformacje kostne bo otyłość i nerki niewydolne i jeszcze ta padaczka….wszystko poukładane, jednakowe, przewidywalne, tylko co dalej? Walka, próba jakiegoś leczenia tylko objawowego, w które zresztą nie wierzyli, wizyty systematyczne u różnych specjalistów. Dobrze, że CZD byli w jednym gmachu, potem już pełnoletność synów i jeżdżenie z nimi po okolicznych miastach z każdym problemem i czasem listy do mnie, że działają, że walczą i jest jak jest, i bez żalu i słowa skargi. Niezwykli. I jeszcze pole nie obsiane i bydlęta głodne.

Tylko te spracowane dłonie

Gdy wszyscy wchodzili do gabinetu w CZD, to jakoś jaśniało. Pomimo tragizmu sytuacji czuło się ich siłę, jakieś pogodzenie z losem ale i w tym siłę.

Wówczas przychodziło myślenie, z symbolicznym „ biciem się w piersi” że mam brak pokory, że narzekania, że nasze problemy wobec tamtych maleńkie i że to jest grzech , wielki nasz  grzech – wyolbrzymiać, przewidywać najgorsze i się żalić.

Nigdy tego od nich nie słyszałam.

Pewnie płakali w ukryciu, że roli nie będzie miał kto uprawiać, że gospodarzami nigdy nie będą ich synowie i że tak ich los doświadczył. Pewnie płakali Ci Rodzice. W skrytości, bo sąsiedzi patrzyli.

   Ale do mnie przynosili swoją łagodność uśmiech zatroskany i jak wspomniałam wielką siłę.

A cóż ja im mogłam dać, tylko uśmiech dawałam.

Uśmiech , którym zakrywałam ból ściśniętego serca, i pytanie  gdzieś w środku zamknięte, nigdy nie wypowiedziane przy wielu też innych rodzicach przewlekle chorych dzieci.  Dlaczego?  Gdzie jest ten ponoć sprawiedliwy Bóg?

.

I to by było na tyle. Za dużo napisałam, za obszernie, zbyt emocjonalnie i przez to chaotycznie. Ale jestem z Nimi, szczególnie w takim dniu kiedy to Chrystus Zmartwychwstał…..

 

Pomyślmy więc o Nich, Kochani , w tę cudną radosną Wielkanoc, przy okazji dzielenia się jajkiem i składania życzeń . I potem gdy owies zielony i pisanki i baranek na świątecznym stole i szynki i baby wielkanocne. …

Pomyślny   o Tamtych Ciężko Doświadczonych. O Czarku i Michasiu i o wielu innych którym cierpienie dano i o ich Rodzicach- Świętych za życia.

Może jednak dobry Bóg popatrzy i zobaczy, posłucha i usłyszy  a w swej Łaskawości da Im siłę i pozwoli  przetrwać …..

 

Trzymam w ręce pocztówkę od Chłopaków , a tam napisano, że nadzieja jest….

 

” Radosnych Świat Wielkanocnych wypełnionych nadzieją budzącej się do życia wiosny…..”

 

SAM_3525.JPG

 

SAM_3530.JPG

 

SAM_3540.JPG

 

SAM_3533.JPG

 

SAM_3508.JPG

Pozdrowienia i życzenia z michałowickiego domu i z ogródka…

 

Powrót do Japonii. Uczta.

SAM_9200.JPG

Gospodarze i stół…

 

SAM_9198.JPG

Krzyż na ścianie i nasze głowy…

 

 

Siedzę sobie jak zwykle od o świcie przed komputerem. To najpiękniejsze chwile dnia. Najbardziej refleksyjne, ciche i pełne optymizmu- że się wstało, co w pewnym wieku  już się zauważa, że przed sobą wiele godzin na czytanie spacery i jakieś zwykłe proste domowe czynności. Tak więc przy porannej  kawie wracam do Japonii.

Właśnie za progiem Święta Wielkanocne. Tak jak wtedy. Tylko w tym 2002 roku spędziłam je w dalekim Kraju Kwitnącej Wiśni, co ogólnie nie było miłe, bo zawsze rodzinnie we własnym kraju i domu. Ale tak się ułożyło, ze Japończycy zmienili termin kongresu, by pokazać swoje kwitnące wiśnie, czego nie dało się przewidzieć dużo wcześniej. I ogólnie wyszło super. Bo pełne wiosennego kwiecia parki i ogrody zobaczyłyśmy i ucztowanie Japończyków pod tymi drzewami.

A w dodatku spotkanie w domu poznanego w samolocie Polaka i jego japońskiej żony. To było niezwykłe, bo właściwie to się nie zdarza, by będąc zagranicą odwiedzić dom mieszkańców.

A teraz tak się stało i dalej było tak:

     Gdy już zwiedziłyśmy ten polsko- japoński dom zostałyśmy zaproszone do dużego pokoju z otwartą kuchnią w tle. Żona gospodarza jeszcze urzędowała w swoim gospodarstwie i uśmiechała się do nas zza blatu. Wyglądała pięknie. Obok niej stał młodzieniec , jeden z trzech synów ale widząc nas umknął. No cóż, typowe zachowanie bardzo młodego człowieka. Zauważyłyśmy tylko jego japońską urodę- no cóż, silne geny zdominowały jakąś słowiańszczyznę ojca.

Naprzeciwko wejścia do pokoju na ścianie wisiał krzyż. Rozpoznałyśmy, że pewnie przyjechał z Polski, bo takie można kupić w naszych okolicach górskich. Nieregularne, patykowate kształty krzyża były znajome i spowodowały , że poczułyśmy kawałek naszego dalekiego kraju i byłyśmy  jak w domu.

Gospodarz zaprosił nas do stołu. Po chwili do nas dołączyła jego żona i  każdej z nas wręczyła  kolorowe jajko. Przecież to była Wielkanoc a ona gorliwą katoliczką. Stefan przetłumaczył co powiedziała. A powiedziała, że te jajka specjalnie dla nas poświęcono w jej kościele. Ten moment bardzo nas wzruszył …

Siedzieliśmy więc wszyscy przy obszernym stole, nakrytym kolorowym obrusem. I wtedy dopiero zauważyłyśmy półmiski z wędlinami oraz jeden wypełniony z górką niewielkimi morskimi stworami. Na wszystkie jego strony zwisały trzęsące się nóżki, wąsiki ale na szczęście nic się nie ruszało. Gospodarz podniósł się z krzesła, gdzieś poszedł  i po chwili przyniósł chrzan w słoiczku z polską nalepką i wódkę gruzińska oznajmiając, że bez tego nie da się zjeść tego co na tym półmisku. Wódę rozlał, umoczyłyśmy usta, bo właściwie to nie pijemy i spróbowałyśmy jednego takiego stwora, oczywiście popijając alkoholem i jakoś kęs przeszedł . Tradycji stało się zadość. Na więcej nie miałyśmy już ochoty. Jadłyśmy zresztą niewiele, bo ciekawsze było słuchanie tego co opowiadał nasz profesor.

    Wskazał on na wiszącą na ścianie dość dużą tabliczkę z japońską wielką literą czy jednoznakowym słowem. Nie wiem, nie rozróżniam a na pytania czasu nie było.  Stefan  objaśnił z powagą i dumą, że to praca maturalna syna. Młodzi obowiązkowo uczą się przez całe lata takiego pisania . Ważny jest każdy szczegół, kąt układania pędzelka sposób naciskania by uzyskać odpowiednie cieniowanie  i potem muszą wykonać własnoręcznie taki napis. Praca jest oceniana surowo.

Jak już pisałam Stefan jest profesorem uczelni w Nagoi. Dlatego to, co opowiadał było bardzo ciekawe, bo wieści otrzymywałyśmy z pierwszej ręki. Tak więc było o jego studentach i systemie edukacji. Nauczanie w Japonii ma na celu wytworzenie umiejętności pracy w grupie. Studenci nie tylko najsłabsi, co jest i u nas normą ale o dziwo też wybijający się aktywnością ponad grupę są tępieni, a nawet czasem eliminowani. W ten sposób Japończycy osiągają sukcesy w dalszej zespołowej pracy i kraj wygląda jak wygląda.

Wspominał też z wielką troską, że wśród młodzieży japońskiej niepokojąco wzrasta liczba samobójstw . Nie umiał tego wytłumaczyć. Wprawdzie tradycje odbierania sobie życia  są stare jak Japonia. Ale teraz chyba jest ogólnie słabsza konstrukcja psychiczna młodego pokolenia i ciągły pęd korporacyjny powoduje depresje. Jego uczelnia zatrudnia trzech psychologów, którzy przez dni i noce opiekują się studentami.

     W pewnej chwili odezwał się dobitnie i wyraźnie, chociaż po japońsku jakiś  obcy głos. Rozejrzałyśmy się, ale poza nami nikogo nie było. Stefan od razu zauważył nasze zadziwienie i oznajmił z uśmiechem , że to powiedziała wanna. Informowała, że już jest napełniona wodą i zaprasza. Ponoć dyspozycje można jej wydać siedząc sobie w kuchni czy pokoju, mówiąc o tym, żeby się już przygotowała do kąpieli. Należy też powiedzieć jaka ma być temperatura wody i jej poziom. I usłyszał ją teraz jego syn i właśnie idzie się kąpać. Trochę się zdziwiłyśmy, bo wiedziałyśmy, że raniutko matka z synami była już na basenie, ale pewnikiem wody Japończykowi nigdy za mało….

Wielkanoc….Wielkanoc….

drzewo kwitnące, kwiecień11.JPG

 

Kwitnący sad na Górce w Busku.   Optymizm……

 

 

 I dzieją się Święta Wielkiejnocy.

Za oknem słychać już dzwony, śpiewy i ptaki wtórują jak mogą ogólnej radości. A ja siedzę przed komputerem , wśród docierających do pokoju sanatoryjnego  odgłosów Rezurekcji z niedalekiego kościoła i rozmyślam.

Święta te tak bardzo przez nas co roku oczekiwane , to jednocześnie przeżywane do bólu głowy spiętrzenie wydarzeń z życia Jezusa.

To nieprawdopodobna kumulacja emocji – od Drogi Krzyżowej gdzie skrajne cierpienie , udręka, umieranie, składanie do grobu, cisza. 

I wreszcie dzisiejsza  eksplozja radości, że Zmartwychwstał . To tylko trzy dni .

I aż trzy dni by uwierzyć , że  zostały odkupione nasze winy. 

Życzenia sobie nawzajem składamy z nadzieją, że się spełnią.

Wesołych Świąt mówimy a myślimy o spokojnym dookolnym świecie, o Miłości wzajemnej wszystkich ludzi , o zdrowiu , dostatku i spełnieniu innych może tylko drobnych albo nawet dziwnych marzeń….

                      Alleluja!!! Kochani…..

 

 

grĂłb1.JPG

 

 

 

GrĂłb.JPG

 

Z kościoła im.Brata Alberta w Busku. Chrystus w grobie z autentycznej miejscowej gipsowej skały….

 

 

 

koszyczek.JPG

 

Koszyczek Wielkanocny który przywiozły do Buska nasze najstarsze wnuczki- Weronika i Dorota….niedługo Wspólne Śniadanie….