Powrót do Japonii. Wodne ciekawostki.

ladyinanonsen.png

„Pani w Onsen”. Z Wikipedii.

 

 

Nieomal na palcach wyszłyśmy z japońskiej sypialni, Stefan zasunął drewniano pergaminowe drzwi i wróciłyśmy do rzeczywistości.

Dalej miało być zwykle, tak jak u nas. Ale jakże się pomyliłyśmy. Dalej czekały nas niespodzianki. Pomimo tego, że od tamtej pory minęło już kilkanaście lat i wiele tu się zmieniło, nadal byłybyśmy zdziwione tym co zobaczyłyśmy.

   Gościnny Gospodarz zaprowadził nas tym razem na górę i pokazał łazienkę.

Mówił, że to drugie po sypialni ołtarzykowej najważniejsze miejsce w domu. Japończycy uwielbiają wodę i kąpiele. Myją się najpierw poza wanną pod prysznicem lub kranem a dopiero potem, już detalicznie wyszorowani wchodzą do wanny. Kąpiel w brudnych mydlinach to dla Japończyka wzór barbarzyństwa. Woda w wannie powinna mieć ok. 45 stopni. W wannie przesiadują godzinami. Żona Stefana ponadto uczęszcza do łaźni, w naszym mniemaniu by oszczędzić własną wodę, a może po prostu tak lubi. Łaźnie publiczne powstały w Japonii w 1591 roku, kiedy to Słowianie chyba nie grzeszyli umiłowaniem czystości. W Kraju kwitnącej Wiśni  łaźnie spełniają także rolę klubów towarzyskich. Są to miejsca spotkań i wodnych rozkoszy. W łaźniach spędzają wspólnie czas ludzie pracujący w jednej korporacji. Tam pękają jakieś bariery, tworzą się więzy międzyludzkie i ponoć potem praca przebiega  w dobrej atmosferze. Jedynie w tym miejscu można wszystko powiedzieć szefowi. Chociaż, ostrzegał Stefan gdybyśmy chciały przenieść ten zwyczaj do naszej ojczyzny- szef jest też tylko człowiekiem i bywa, że dobrze pamięta to, co usłyszał w niby luźnej atmosferze. Nam to nie groziło, bo trudno sobie wyobrazić wspólne kąpiele ze współpracownikami. Ale różne zwyczaje do nas docierają, więc może i ten kiedyś przyjdzie. …

      Tak sobie gawędząc , jeszcze o gorących źródłach nad Pacyfikiem, do których wybierają się rodzinnie, obejrzałyśmy jego wannę , która była jakby zwykła. Trochę  intrygował umieszczony obok niej pulpit z  mnogością różnych tajemniczych przycisków. Nawet nie próbowałyśmy pytać o funkcje, bo i tak ogarnięcie tego przekraczało nasze trochę zmęczone japońską wyprawą umysły …  i wtedy Stefan zaproponował skorzystanie z toalety…oczywiście chętnie przystałyśmy, bo już była na to pora. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *