Może coś w tym jest?

 

P7280041.JPG

 

 

 

Przed kilkoma dniami „ Politykę „ sobie kupiłam, by pochmurność bezgórską w górach zamienić w leżakowanie pod kocem. W radio podają, że na północy Polski ładnie i ciepło, tu 16 stopni , wilgotność włazi w kości a w dodatku góry gdzieś diabli wzięli.

     I oto dorwałam artykuł , który początkowo mnie nie zainteresował, ale wróciłam i wyjęłam smaczniejsze kawałki. Nosi on tytuł „ Owczy plusk” i jest autorstwa Jarka Szubrychta.

Na wstępie czytam :  „ Wystarczy wiadro lodowatej wody, telefon z kamerą wideo i dostęp do Internetu, by świat stał się odrobinę lepszym miejscem…”

   Faktycznie już od pewnego czasu zauważyłam, że w TV ( nawet w dostojnych dziennikach ) pokazują  dziwne zwyczaje polewania się wodą, pomimo tego, że śmigus dyngus przed pół rokiem się odbywał. Robią to różni ludzie sławni, politycy  i celebryci takoż. Ponoć cele są szczytne, gdyż jest to akcja charytatywna i nie wypada wypaść z szeregu. Podobno tylko Donald Tusk się uchylił deklarując od razu wpłatę pewnej kwoty na ów szczytny cel, bez tej wodnej błazenady.

   Jak czytam w ww artykule, od ponad roku krąży w necie Cold Water Challenge i splash, czyli „plusk’ jako odmiana Ice Bucket Challenge .

Pierwszy taki swój film wrzucił do netu amerykański golfista Chris Kennedy 14 lipca łącząc zabawę z polewaniem zimną wodą z zachętą do datków na rzecz fundacji zajmującej się chorymi na stwardnienie zanikowe boczne. Potem ruszyła lawina.

Nie pomagają chłodne argumenty, że należy oszczędzać wodę, etc.

Ludziska się wciągnęli tak jak do wysyłanego i rozsyłanego  kiedyś internetowego łańcuszka szczęścia( czy grożącego nieszczęścia w razie nie wysłania dalej).

 Jak się okazuje zabawa ta nie jest nowa.

      Do dziś zachował się dokument z VI wieku, który rzekomo przywędrował do nas z zaświatów. „ Mówiono na nie –listy z nieba-. Miały być pisane przez samego Boga albo przez Jezusa czy Matkę Boską . Jak mówi prof. Waldemar Kuligowski, antropolog kultury z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu-„ Jest to zjawisko prawdopodobnie tak stare jak chrześcijaństwo”.

„ Listy z nieba” początkowo krążyły w Rzymie, i szybko zjawisko ich wysyłania rozprzestrzeniło się na inne kraje, docierając w XVI wieku do Polski. Listy miały często formę modlitwy- za świat, za rodzinę, za kraj…a nie wysłanie ich dalej- nie rozesłanie do kilku odbiorców było grzechem a nawet przynosić miało nieszczęście.

Oczywiście czytali i pisali ludzie którzy nie byli analfabetami, czyli pochodzący z co najmniej z klasy średniej.

Zjawisko opisał  w 1935 roku etnograf Jan Stanisław Bystroń w art. „ Łańcuch szczęścia”. Ponoć kościół je zwalczał , ale istniało też podejrzenie, że sporządzane były przez niektóre klasztory dla sprawdzenia poziomu wiary w społeczeństwie.

„ W połowie XII wieku krążył po Europie „ List prezbitera Jana do królów europejskich”, w którym ów Jan, tajemniczy władca potężnego wschodniego państwa, za rozsyłanie go obiecywał pomoc w walce z muzułmanami. Ponoć Marco Polo dwieście lat później stracił sporo czasu na poszukiwanie Janowego królestwa….niestety bez efektu”

„W XX wieku pojawiły się nowe warianty listów, odwołujące się nie do sił nadprzyrodzonych, ale dóbr materialnych. Nie tylko obiecujące bogactwo, ale wręcz gwarantujące jego zdobycie. Jak mówi prof. Kuligowski- należało przesłać komuś złotówkę i wysłać kopię listu z prośbą o kolejną złotówkę do pięciu znanych sobie adresatów. I dalej  autor artykułu cytuje Bystronia- „ w 1935 roku rozpętało się w Polsce absolutne szaleństwo, wyliczono, że zaangażował w się w tę grę milion Polaków. Przede wszystkim mieszkańców Wielkopolski, których zwykle posądzano o zdrowy rozum. Władze  próbowały nawet tego zakazać, ale bezskutecznie”.

„W czasach PRL również funkcjonowały podobne łańcuszki szczęścia, niektóre były zaczątkiem znanych nam piramid finansowych, pojawiły się też łańcuszki dla podlotków

( „jeśli roześlesz ten list do dziesięciu osób, to on zaprosi ciebie na randkę”. )…

    Kiedyś też otrzymywałam  takie pocztówki, bo o Internecie nikt nawet nie marzył. Nie wierzyłam w takie czary mary, ale przyznam, że czasami miałam wątpliwości…a nuż szczęście przejdzie obok. Ale zwyciężał zdrowy rozsądek i tu muszę się przyznać, wrodzone lenistwo. Ale koleżanki z zapałem skrobały kolejne pocztówki…

    Jak na razie  o polewaniu wodą jakoś w TV rzadziej- bo ileż można.

A swoją drogą co teraz wymyślą…pożyjemy, zobaczymy…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *