To nie bajka…

Uff, przeżyliśmy atak hakerów, którzy jak się okazało zainstalowali wirusy zaburzające pracę poczty i mozilli w ogóle a w dodatku umożliwiały im korzystanie z mojego internetu…leczenie kosztowało sporo moich nerwów a także uszczupliło portfel…i jak powiedział” pan od komputera”- z tego żyjemy. No cóż, takie czasy, taki klimat…Teraz mam używać internetu sporadycznie, wyłączać gdy inne prace z komputerem się wykonuje i w ogóle lepiej nie oddychać…Nawet bałam się do blogu zaglądać, ale przełamałam lęki i oto jestem…

 

To nie bajka…

 

SAM_6070.JPG

 

 

 

 Całkiem niedawno przeczytałam w Wyborczej artykuł Izabeli Żbikowskiej zatytułowany

„ Ostatni polski pegeer hula”.  

      Jest to zadziwiająca opowieść o jedynym przetrwałym PGR-rze i przypomina bajkę . Dlatego tutaj pozwalam sobie ją streścić.

    Dla młodych moich należy się wyjaśnienie , że w poprzedniej epoce Państwowe Gospodarstwa Rolne w skrócie PGR-y były wzorowane na radzieckich kołchozach ( kolektywnych chaziajstwach ).

Gdy na szczęście upadł realny socjalizm, upadły i one. Na nieszczęście nikt się  nie zajął losem ludzi,  którzy tam mieszkali, pracowali i nagle zostali na lodzie.  Pozostawieni sami sobie  stworzyli enklawy zagubionych w naszej rzeczywistości bezrobotnych .

Na tym tle opowieść o Kombinacie Rolnym Kietrz położonym na Opolszczyźnie wydaje się bajką nie z tej ziemi.

    Powstał on w 1961 roku z połączenia dziewięciu innych podobnych gospodarstw.  Jego zadaniem  było wyżywienie górników ze śląskich kopalń. Po znamiennym 1989 roku gospodarstwo przekształcono w spółkę z o.o. ze stuprocentowym udziałem skarbu państwa i dziś Kietrz jest największym producentem buraków cukrowych w Polsce i Unii.

     Jeszcze w czasach komuny wieloletni dyrektor Aleksander Marszałek zwany przez pracowników „ wielkim” lub „ budowniczym” zdecydował, by w szczerym polu postawić elewatory, nowoczesne budynki dla bydła , laboratorium. Wybudowano też osiedla dla pracowników ,”.. wprowadzał innowacje i sam opieprzał ludzi, gdy coś mu się nie podobało.. Najbardziej nie lubił nieporządku. Podobno do jednego z profesorów wizytujących PGR powiedział : K…, zaraz masz to posprzątać, wskazując na zmiętą paczkę po papierosach, którą naukowiec rzucił na ziemię…”

   W nowych czasach, kiedy uważano że PGR są niechlubnym reliktem przeszłości, na rozparcelowanie ziemi, prywatyzację a także zakup ziemi przez Niemców nie zgodził się solidarnościowy rząd…

    Teraz ten Kombinat zajmuje 8,5 tys ha i właściwie należy go zwiedzać jeepem a okolicę można podziwiać z wysokości silosów które wyglądają jak wielkomiejskie bloki . Dziennikarce umożliwiono by  wdrapała się na sam szczyt. Widać stamtąd horyzont wypełniony polami, a we wnętrzu  silosów widziała nie tylko ziarno ale różne wentylatory, termometry i jak jej objaśniono- przekaźniki danych. U  podnóża silosów w małym budyneczku  dyżuruje pracownik, który nieustannie sprawdza co się dzieje ze zgromadzoną kukurydzą i reguluje temp, a także może wyrzucić złą część ziarna z silosu….

      Pola uprawne są monitorowane niezależnie od pogody czy pory dnia przez satelitę ( zakupiono własną stację GPS) a bydło przez kamery.

Dlatego traktory używane do zasiewów są kierowane nawigacją i precyzyjnie unikają zasianych już partii pola a także nawożą ziemię, która aktualnie tego wymaga.

Monitoruje się też skład gleby. Co pewien czas na pola wyjeżdżają pojazdy podobne do quadów z lufami skierowanymi w dół, które pobierają próbki ziemi. Te dane trafiają do laboratorium gdzie są komputerowo opracowywane a wyniki udzielają jasnych instrukcji, w którym miejscu ziemia jest gotowa na przyjęcie odpowiedniego ziarna. Tu siać rzepak, tu kukurydzę, a tu trzeba coś poprawić w składzie.

     To tyle o uprawach, ale gdy czytam opowieść o krowach , przecieram oczy.

Hoduje się tu ponad 3000 krów przeznaczonych ostatecznie na ubój albo tylko na mleko.

Wszystkie są traktowane po ludzku- co tam mówię, ludziom takich warunków brakuje….

Otóż zauważono, że krowy są bardzo delikatne, boją się ostrych krawędzi. Dlatego obory i korytarze mają łuki zamiast kątów prostych. Ponieważ nie widzą barwy czerwonej, lampki umożliwiające stały nadzór, które się palą w nocy mają ten kolor, by nie przeszkadzać krowom w spaniu..

Zwierzęta te nie lubią hałasu, dlatego pracownicy w dojarni włączają  im łagodną muzykę zagłuszającą  dźwięki, które mogłyby  im przeszkadzać. Chętnie słuchają muzyki klasycznej a w święta Bożego Narodzenia obowiązkowo kolęd…

Znudzone przebywaniem w oborach krowy mogą sobie same fundować masaż grzbietu, ustawiając się pod specjalnie zamontowanymi w tym celu ogromnymi szczotkami. Chętnie z tego korzystają…

Ale to nie wszystko. Każda krowa ma na sobie urządzenie zwane edometrem które analizuje liczbę ich kroków. Jeśli zrobi ich więcej w ciągu dnia, to znaczy, że ma ruję i szuka byka a jeśli mniej- to może ma kłopoty zdrowotne.

     Dziś z ziemi kombinatu  utrzymują się 302 rodziny. Nigdy nie było zwolnień grupowych. Zmniejszanie liczby pracowników a zwiększanie mechanizacji odbywa się w sposób naturalny. Jeśli ktoś odchodzi na emeryturę, nie przyjmuje się nikogo na jego miejsce a zastępuje go maszynami. Nie ma już tradycyjnych traktorzystów- kierowców. Ciągniki prowadzi automatyczny system, którym nadzoruje i jeśli trzeba  coś w nim zmienia , operator- analityk w kabinie….

     I oto  koniec tej niewiarygodnej opowieści o tym co w Polsce, nie w jakimś bardzo cywilizowanym zachodnim kraju …..

Można?, jak widać można. Tylko dlaczego tak się stało przed wielu laty, kiedy wolność przyszła, że ten PGR został uratowany a inne padły? Jak pisze dziennikarka, uratował go rząd solidarnościowy. Dziwne, że nie uratował innych, czyżby tak zaniedbane nie rokowały nadziei na przyszłość, czy może działały tam jakieś inne siły. Nie wiem, i komentować nie będę dalej. Poczytam sobie jeszcze raz tę bajkę, nie bajkę przecie….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *