
Trasa do Buska, zdjęcie sprzed 3 lat…
Przed 3 laty byłam w prastarym, od urodzenia polskim uzdrowisku- Busku Zdroju. Urzekło mnie długą historią, urodą i jakimś trudnym do nazwania ciepłem. Chciałam tam wrócić .
I nadszedł rok 2014 i mój sen o powrocie do Buska ziścił jaśnie wielmożny NFZ, przysyłając po dwuletnim oczekiwaniu skierowanie do tego właśnie uzdrowiska. Będę w sanatorium po raz pierwszy co jak na moje długie życie jest pewnym wydarzeniem.
Ucieszyłam się, że zostałam wyróżniona pobytem w najstarszym, magicznym obiekcie- w Sanatorium Mikołaj. Oczywiście już poczytałam w necie i teraz czekam na to , jak mnie przywita.
Nie wiem jakie warunki otrzymam, bo okazało się, że nie ma gwarancji na pokój tylko dla siebie, gdzie mogłabym spokojnie kontynuować pisanie do tego blogu o piątej rano, jak to mam w zwyczaju.
Wprawdzie do skierowania dołączono cennik pokojów sugerując możliwość wyboru : do pokoju jednoosobowego z łazienką dzienna opłata wynosi 30 zł, dwuosobowego- 20 zł i wieloosobowego bez łazienki w pokoju – 10 zł . Do tego dochodzi opłata klimatyczna dzienna ponad 4 zł i nie wiem co jeszcze.
Ja, naiwna, miałam nadzieję, że będę mogła wybrać dwójkę i dokwaterować sobie męża. Ale gdy tam zadzwoniłam, okazało się, że w ogóle nie ma miejsc dla osób bez skierowania z NFZ, a także nie ma żadnej gwarancji, że otrzymam tzw. jedynkę. Tak więc jadę w przysłowiowe ciemno, a mąż z bratową mają wynajęte pokoje w sąsiadującym z sanatorium pensjonacie Gosia. Tu cena noclegu w jedynce wynosi 40 zł- podaję, gdyby ktoś chciał tam się wybrać.
Tak więc po pierwszym rozczarowaniu tematem zakwaterowania, który okazał się piękną fikcją NFZ ,bo zabrakło informacji , że nie każde sanatorium gwarantuje możliwość wyboru. Ale człek się powinien cieszyć, że w ogóle sanatorium mu przyznano.
Tak więc postanawiam się cieszyć a nawet radować…. Prastare sanatorium Mikołaj ufnie i szeroko obejmę ramionami, jak mojego wnuka, też Mikołaja…A jak będzie? Zobaczymy.
Tak więc jutro rano w drogę ruszamy w stronę Kielc, a potem odbijamy na Busko…
Fajnie, że jeszcze raz powędruję szeroką aleją na szczyt Garbu gdzie rozsiadł się uroczy ryneczek . Innego dnia wdrapię się na inne wzgórze gdzie sanatorium Górka . Tam poszukam wspomnień z opowieści mojej dawnej ordynator Oddziału Neuroinfekcji nieistniejącego już Szpitala im. Dzieci Warszawy przy ul. Siennej w Warszawie- dr Moniki Czachorowskiej, która tu przez lata konsultowała tu dzieci po przebyciu polio i naszego przyjaciela, profesora ortopedii Witolda Ramotowskiego , który przyjeżdżał z Kliniki Ortopedii w Warszawie i operował dzieci z pozostałościami po przebyciu tej choroby.
I może wybiorę się na wycieczkę do Pińczowa, gdzie” już dnieje”….albo pobiegnę na spotkanie z Koziołkiem Matołkiem do Pacanowa, gdzie kozy kują…
Co jeszcze zobaczę, zwiedzę, czego doznam, jak będzie , opowiem detalicznie, zapraszając wszystkich do Buska….
A wszystko mam nadzieję udokumentować ładnymi zdjęciami….
Tak więc w drogę, komu czas….

Zdjęcie ze zdjęcia w przewodniku
