Stare dobre małżeństwo, czyli o czym mówią chmury.
Obserwuję obrazy malowane na niebie i rozmyślam…
Wokół mnie szeroka przestrzeń kotliny górskiej nasycona zapachami wielkich traw i szumnymi dźwiękami dzwonków fiołkowych.
Właśnie w trawach tych leżę i czekam na obraz, który dzisiaj namalują mi chmury. Dziwię się, gdy obrazy czasami się powtarzają. Widać, że nie tylko wiatr i słoneczne blaski, ale też okoliczne szczyty narzucają swoje pomysły chmurom. A chmury jak to chmury, ulotne, elastyczne, wrażliwe do bólu, spełniają wszelkie te pomysły. Układają się w dziwne wzory, a potem już w obraz i moje myślenie…
Tego dnia widzę wyraźnie, jak grzbietem góry idą powoli dwaj wędrowcy. Przygarbieni, strudzeni suną w kierunku szczytu Skalitego. Tam czeka wolność i rozpłynięcie w niebieskich przestworzach.
Dla mnie są parą starych ludzi. On i i dziwnie bujnowłosa ona. Nie wiem, które z nich prowadzi. Czy tak jak w życiu, czasem kobieta, czasem mężczyzna. To nie jest ważne. Ważne, że są razem. Że chcą być razem.
Teraz czas zatrzymuję i cofam. Widzę ich, młodych pięknych długonogich roześmianych i zakochanych. Wybrali siebie, a może los zdecydował. Nie wiem. Może tylko przypadek. Spotkali się na jakimś obozie sportowym czy w pociągu, na ulicy może na plaży. Coś się takiego wydarzyło, że ich oczy się rozpoznały, nie mogły się rozstać i zapomnieć. Przyciągały się wzajemnie jak magnes. Potem ciała bardzo tęskniące były. Noce parne i szepty miłosne.
Może były jakieś rozstania, ale i powroty.
Ich dzieci urodzone rosły.
Oni się starzeli, nie widząc swoich coraz bardziej niezdarnych ruchów, zmarszczek i przygarbionych sylwetek.
Życie już prawie za nimi, nie chcą go powtarzać. Już wszystko było.
Teraz idą bardzo wolno. Może to ich ostatni szczyt do zdobycia, a potem tylko wolność i rozpłynięcie w niebieskich przestworzach…
Tekst własny zamieszczony kiedyś w MM- Gorzów pod nickiem Łuka- Klarka,


Oczywiście, że to dobrze i przyjemnie patrzeć w chmury, czy gwiazdy. Ale współczesny człowiek coraz mniej patrzy – także z powodu narastającego zanieczyszczenia atmosfery. A druga sprawa: jak się patrzy w niebo, a ma już sporo lat, to można nagle upaść z powodu niedostateczności krążenia mózgowego – zwłaszcza jak się ma już zaawansowane zmiany zwyrodnieniowo-dyskopatyczne w obrębie kręgosłupa szyjnego, które uciskają na tętnice kręgowe. A upadki w zaawansowanym wieku to gigantyczny problem geriatryczny. Przepraszam autorkę, że tak zakłóciłem piękno jej wywodu literackiego moim spojrzeniem neurologa.
No tak, dla kogo takie opowieści. Skojarzenia. Starzy nie mogą gapić się w niebo , bo upadną a mlodzi wpadaja pod samochody żyjąc w smartfonowym świecie…. A może jednak ktoś się zatrzyma i popatrzy w niebo gdzie Natura A może sam Pan Bóg rozpościera przed nami swój spektakl ..
Może …
Tak jak Ty Zosiu, lubie patrzeć w chmury. To niesamowite obrazy, z których tak dużo można odczytać.
Pięknie opisujesz, jak zawsze .
Przepiękny tekst. Dumna z Mamy 🙂
Zosiu – wiele aspektów wynika z Twojego pięknego , obrazowego pisania;
_ wędrówka osób których życie splata się -wędrują , wspomagają siebie, podtrzymują i …
– jak Jurek naukowo podszedł do tego mogą wspólnie się potknąć (oby wspólnie ) i połamać – kilka bliskich mi osób właśnie na skutek upadku i złamania biodra straciło życie
– ale najważniejsze jest Twoje spoglądanie w niebo, rozmyślania i to, że znalazłaś w tym pędzie życia chwilę spokoju na leżenie w trawie