Teksty brata- Zenona Łukaszewicza. Wyjazd do Polski.

Lot nad własnym ziemskim losem ( 9 )

Wyjazd do Polski.   

 

    I wreszcie przyszedł czas wyjazdu. To był styczeń 1945 roku.

Podstawiono na tory kolumnę towarowych wagonów. Pozwolono wziąć ze sobą  kilka najpotrzebniejsze rzeczy. W wyznaczonym dla nas wagonie były jeszcze trzy rodziny. Każda rodzina zajmowała teren narożnikowy . Ja z matką przemyciliśmy tapczan, który leżał pod samym dachem wagonu, oparty na tobołach z odzieżą. W środku wagonu stała „ koza”, którą stale grzaliśmy i na której czasami coś ugotowaliśmy. Podczas długich postojów na różnych stacjach biegaliśmy po opał, często łamiąc kolejowe płotki. Gdy wiedzieliśmy, że postój będzie dłuższy, ludzie składali się na wódkę dla maszynisty. I to był skuteczny doping- zaraz potem ruszaliśmy w dalszą drogę.

Wędrówka do Polski trwała trzy miesiące. Przez ten czas skrzętnie skrywałem swój skarb- mały zgrabny pistolecik.

   Postój na granicy nad Bugiem okazał się nieco dłuższy. Przewidziano rewizje pograniczników. Ale też złożono się na wódkę i zakąskę , aby w jednym z wagonów urządzić mały poczęstunek pożegnalny. Może w ten sposób uniknie się szczegółowej kontroli, wszyscy myśleli. Ja swój skarb wsunąłem pomiędzy worki i tobołki z naszą odzieżą. Sposób okazał się skuteczny. Pogranicznicy szybko zaglądali do wagonów , śpiesząc  się zapewne na poczęstunek. Gdy zbliżyli się do naszego wagonu, osłupiałem z przerażenia. Podczas gwałtownego hamowania transportu mój skarb wyślizgnął się z ukrycia i leżał jak na dłoni. Ale na szczęście oni tego nie zauważyli, spiesząc na przyjęcie. Dostrzegła za to matka, która szybko schowała pistolecik i podczas przejazdu mostem na Bugu rzuciła w wodne odmęty. Już na polskiej ziemi trzeba było też wyrzucić z wagonu  jednego z oficerów, który zbyt mocno przysnął i przejechał granicę.

     Po długiej jeździe znaleźliśmy się w Lublinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *