Na medycznej ścieżce. Rozmowy z chłopcem w śpiączce.

Rozmowy z chłopcem w śpiączce

 

Nie zapomnę  Anuli w innej akcji.

Do Oddziału Neuroinfekcji przyjęto kilkunastoletniego nieprzytomnego chłopaka.

Przebył ospę wietrzną a zaraz po wygaśnięciu okresu zakaźnego stracił przytomność. Takie dzieci , ale jeszcze w okresie kiedy zakażały, były hospitalizowane w innym szpitalu zakaźnym, który mieścił się przy ul. Wolskiej.

Rozpoznano u niego zapalenie opon mózgowo rdzeniowych i mózgu. Długo był w śpiączce. W każdej wolnej chwili widywałam Anulę, gdy wchodziła do sali, gdzie leżał.

Gdy nie było jej w gabinecie lekarskim, zaglądaliśmy do sali, gdzie leżał ten chłopiec.

Ona przesiadywała na stołeczku, obok jego łóżka, masowała mu ręce, nogi i stale coś mu opowiadała.

Nie było wówczas pań rehabilitantek, które przejmowałyby tę rolę.

Pielęgniarki były stale zajęte zabiegami a my działaniem przy innych pacjentach i papierologii..

A może po prostu nie miałyśmy takiej potrzeby, by częściej przebywać z pacjentem, ograniczając codzienny kontakt do dwurazowych lub częstszych w miarę potrzeby u niego wizyt .

Podziwiałam Anulę  za takie samarytańskie podejście do pacjenta. W tamtych czasach nie myślano o tym, że  pacjent w śpiączce słyszy  i że rozmowa z nim jest terapią.

Anula wiedziała o tym swoim szóstym zmysłem. .

Któregoś dnia wpadła do gabinetu lekarskiego z radością i ogniem w oczach i zakomunikowała, że właśnie G….k , ( bo takie nosił nazwisko ten chłopiec w śpiączce)   otworzył oczy….

Chłopiec powoli odzyskiwał świadomość i poprawiał się jego stan ogólny.

Anula nadal przy nim trwała.

Dziwowałyśmy się , że tak postępuje ale widziałyśmy też efekty jej  działania….

Dopiero po latach zrozumiałam ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *