Na medycznej ścieżce. Wątpliwości diagnostyczne.

 

Do naszego szpitala lekarze kierowali też dzieci, u których występowały objawy zapalenia opon mózgowo- rdzeniowych.  

Bywało, że  obraz chorobowy bywał niejednoznaczny i wielokrotnie w Izbie Przyjęć mieliśmy dylemat czy w ogóle takie dziecko kwalifikować do przyjęcia . Dotyczyło to zwłaszcza niemowląt, gdzie objawy bywały nikłe, zmienne i zdarzało się, że nawet doświadczeni lekarze odsyłali je do domu.

Byłoby proste, gdyby można było wszystkich podejrzanych o jakieś schorzenie przyjmować do szpitala na obserwację. Jednak nigdy nie ma takich możliwości, szpitale są przepełnione, co jest wielką udręką lekarzy dyżurnych a i szpital zwłaszcza dla małego dziecka jest ogromnym stresem.

Któregoś dnia w czasie mojego dyżuru przywieziono małe dziecko, odesłane właśnie przed kilkoma godzinami z powodu niejasnych i nie budzących niepokoju starszej mądrej lekarki. Oczywiście po tym czasie objawy były już tak rozwinięte, że nie miałam wątpliwości. Demonstrowało opisywany jako klasyczny tzw. spokojny niepokój, jakieś jakby przyczajenie w oczach, widoczne było wypukłe, tętniące ciemię. Po nakłuciu lędźwiowym wypływał płyn mózgowo-rdzeniowy pod dużym ciśnieniem i był całkowicie mętny. Udało się uratować to dziecko, wyszło bez żadnych pozostałości zaburzeń neurologicznych i rozwijało się potem pięknie.

Widywałam chłopczyka, gdy przybywał do poradni przyszpitalnej.

Matka mnie poznawała i  wyrażała mi wdzięczność, obdarowując pięknymi słowami, uważała, że to ja uratowałam jej dziecko.

Było mi miło, że pamięta. ale ja wcale tak się nie czułam, bo dobrze wiedziałam, że rozpoznanie choroby w takim stadium nie było trudne.

Od tamtego czasu  pozostał we mnie lęk na zawsze, by czegoś nie przegapić odsyłając pacjenta z Izby Przyjęć do domu.

Może chronił mnie jakiś Anioł Stróż, bo nie miałam takich przypadków.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *