Po pewnym czasie zaczęły mi się także tworzyć zagłębienia od długopisu w palcach prawej ręki. Pisania bowiem było bardzo dużo, należało zapisywać wszystkie dane z wywiadu i badania przedmiotowego oraz rozpoznanie licznych zwykle chorób a także zalecone leczenie, badania dodatkowe i terminy następnej wizyty .
Oczywiście zapomniałabym o wypisywaniu zwolnień na 3 egzemplarzach sławnych druków L4. Te karteluszki były przedzielone dość zużytymi kalkami, więc nasze skrobanie musiało być dokładne i przy użyciu dużej siły.
W efekcie mój charakter pisma całkowicie się degenerował i wkrótce przestałam się dziwić, że mam kłopoty z odczytaniem poprzednich wpisów dokonanych przez innego lekarza, który podobnie jak ja po prostu bazgrolił.
A czytałam wszystkie te informacje sumiennie.
Wkrótce i mój charakter pisma, uprzednio starannie deformowany w czasie studiów, gdy należało w szybkim tempie zapisywać treści rozlicznych wykładów, w czasie pracy w przychodni nabrał zadziwiającego kształtu i wkrótce sama miałam trudności z przeczytaniem własnego pisma. Przestałam się dziwić dziwnym znaczkom w historiach chorób. W późniejszym okresie lekarze, którzy pisali starannie, równym nieomal kaligraficznym pismem budzili moją zadumę i odwieczne pytanie- jak to jest możliwe, że w takich warunkach uratowali swoje pismo.
Muszę nadmienić, że dziennie przyjmowałam średnio 20- 25 pacjentów, a w czasie gdy szalały infekcje nawet 60 i 80.
