Matka lubiła opowiadać o wspaniałym nauczycielu , z którym zetknęła się w Seminarium Nauczycielskim.
Nauczał tam muzyki i nazywał się pan profesor Koterbski.
Był ojcem późniejszej znanej piosenkarki- Marii.
Był wzorem wytwornego i w dodatku niezwykle przystojnego dżentelmena.
Nigdy w czasie lekcji nie wychodził z roli. Był dostojny , zawsze zrównoważony i bardzo opanowany . Do wszystkich odnosił się z szacunkiem i powagą.
Ubierał się elegancko i zawsze roztaczał miły zapach jakiejś dobrej wody kolońskiej.
Do uczennic zawsze zwracał się per pani, mimo, że nie wszystkie dziewczyny były pełnoletnie w czasie edukacji.
Uczennice uwielbiały go i otaczały wielką estymą. Muzyki uczyły się pilnie, by mu nie sprawić przykrości.
Gdy kroczył ulicami Białej, wyróżniał się z tłumu smukłą elastyczną sylwetką , ozdobioną wytwornym kapeluszem i ogólną wielką elegancją .
Gdy mijał którąkolwiek swoją uczennicę, nawet najbiedniejszą czy najmłodszą, pierwszy się kłaniał, zdejmując kapelusz.
Czasami odwiedzała go w szkole jego żona z małą córeczką, która przypominała żywe srebro. Wbiegała do klasy wnosząc żywiołową dziecięcą radość. I wówczas uczennice widziały piękny czuły uśmiech swojego ukochanego profesora.
Była samą radością .
Potem wyrosła z niej piękna zdolna rozśpiewana pannica, która do starości zachowała młodość. To Maria Koterbska, nasza rodzinna bardzo ulubiona piosenkarka.
Ile w tym naszym uwielbieniu było projekcji opowieści Mamy o jej ojcu, niezwykłym nauczycielu a ile zachwytu nad talentem Marii, trudno powiedzieć….

jak zwykle pięknie napisane – zaraz przed oczami staje Pan Profesor i biegająca Maria
Cudne piosenki i to po niej zawsze zostanie .
Niesamowicie pięknie przedstawiona postać prof.Koterbskiego.
Oj Zosiu, czym Ty jeszcze nas zaskoczysz?