Z wielkim już brzuchem odbywałam zajęcia z medycyny sądowej. Brzuch z wiercącym się maleństwem( Ewunią ) opierałam o stół , nieopodal leżącego na nim nieboszczyka .
Asystent okazał się niespodziewanie ludzki. O dziwo, sam z własnej woli zwolnił mnie z sekcji niemowlęcia. Nie zapomnę mu tego.
Już nie wiem co było bardziej okropne, czy leżące na stołach sekcyjnych zwłoki topielców , często zdeformowane wielomiesięcznym przebywaniem w wodzie, zanim je wydobyto czy wisielców , których zawsze było kilku po nocy wietrznej czy wreszcie wielkie muchy, które unosiły się nad całością. Nie wiem, jak się dostały do tych pomieszczeń , przecież były siatki w oknach.
Wrażenia z sal sekcyjnych medycyny sądowej były znacznie silniejsze niż te w anatomicum. Ale tamte, w czasie pierwszego roku studiów były naszym pierwszym zetknięciem się z medycyną, teraz byliśmy już zahartowani. I odruchowo nie zwracaliśmy uwagi na niemiły widok czy zapach ale koncentrowaliśmy się na istocie sprawy. A celem sekcji sądowych było ustalenie przyczyny zgonu. I to było naszym zadaniem wiodącym, które próbowaliśmy wykonać prowadzeni przez asystenta- lekarza medycyny sądowej.
Nie zapomnę , gdy po otwarciu czaszki denata , lekarz ten polecił nam byśmy zbliżyli nos do jej wnętrza i powąchali . To samo mieliśmy uczynić gdy otworzyliśmy jamę brzuszną. Z tych przestrzeni unosił się dziwny zapach. Powiedziano nam, że to jest zapach narkomana.
