Śladami mojego Taty. Ganek cioci Broni w Trzciance.

Gdy pogadaliśmy z wujem Bolesławem, krawcem nad krawcami,  Ciocia Bronia zapraszała nas do dalszych części domu, których nie zapamiętałam. Ale  tylko czekałam na zgodę rodziców, by pójść dalej i dotrzeć do zaczarowanego zakątka. A był to ganek. Posadowiony od strony ogrodu, pięknie kończył długi bieg ceglanego korytarza. Ganek był okazały. Zanurzony w winnych gronach i wielkiej zieleni. Był ograniczony białym szerokim murkiem przeciętym w części centralnej szerokimi schodami prowadzącymi do rajskiego ogrodu. Ale najbardziej niezwykłe i czarowne były dwie drewniane ławki, a właściwie tylko szerokie deski mieszczące się w bocznych zachyłkach murku. Uwielbiałam tam siedzieć. Zatapiałam się w takiej ławce, moja głowa ledwie wystawała nad brzegiem murku. Było przytulnie, miło i bezpiecznie. Taka cudna wymarzona kryjówka. Nad głową szumiały winne liście, a przede mną korony starych drzew skrzypiały tajemniczo. Mogłam tam przesiadywać tak długo, jak tylko można było, tzn. do momentu, gdy nadchodziła pora powrotu do domu.

Gdy projektowałam nasz dom w Michałowicach, wiedziałam , że musi być, podobnie jak w domu cioci Broni- ganek a w jego wnętrzu po bokach ławeczki. Tylko na murek Mirek się nie zgodził się , bo uznał, że będzie trudny w pielęgnacji. Jest więc poręcz metalowa, ale miejsce nie zostało pozbawione uroku. Stąd mamy rozległy widok na mazowiecką nostalgiczną równinę.

 Gdy powstał nasz dom,  kilkuletni wówczas Michał, mój wnuczek , powiedział, że dziadkowie są szczęśliwi, bo mają lotnisko. Faktycznie stąd widać kulistą wieżę unoszącą się nad Okęciem.

 I oczywiście często na niebie pokazują się lądujące wielkie cielska samolotów….dokąd ci ludzie się spieszą….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *