Po drugim roku medycyny ciocia Bajki uznała, że pokoik, który zajmowałyśmy, może wynająć robotnikom uzyskując znacznie większy czynsz. Bajka zdecydowała się na zamieszkanie w akademiku.
A mnie zaprosiła koleżanka z grupy, Marylka Durkiewicz do swojego lokum przy ul. Siewierskiej. Oczywiście Marylka nie była właścicielem domu, ale mnie zachęcała i zaprotegowała.
Mieszkałyśmy na pięterku, w pokoju, gdzie znajdowały się 4 łóżka i niewielkie biurko. Dodatkowym” walorem „tego pokoju, był fakt, że stanowił przejście do kolejnego dwuosobowego.
Tak więc mieszkało tam razem ze mnę 6 dziewczyn. Dla dopełnienia tych komfortowych warunków miałyśmy do dyspozycji łazienkę z wielką wanną. Na szczęście z kranów zwykle płynęła zimna woda, więc poranna kolejka przed drzwiami posuwała się szybko.
Na Siewierskiej czułam się bardzo dobrze, bo uwielbiałam takie życie, nieomal zbliżone do kołchozowego, bo przypominało mi słodkie czasy kolonijne.
Po zajęciach na uczelni, każda z nas zajmowała miejsce postoju , rozkładając się na łóżku , jak na tratwie unoszonej wielką wodą . I w tej pozycji, otoczone książkami , zakuwałyśmy , zakuwałyśmy….
Ponieważ ja dobiłam do owego „okrętu jako ostatni majtek”, przydzielono mi miejsce najbardziej strategiczne. Moje łoże znajdowało się na rozdrożu, tuż obok drzwi wejściowych oraz drzwi do drugiego pokoju, więc miałam świetne warunki dla trzymania ręki na pulsie naszej ekipy podróżującej po meandrach wiedzy….
