Śladami mojego Taty. Już jadą…..

 

Wschód słońca. Zdjęcie własne.

 

 

Termin ślubu zbliżał się milowymi krokami.

W tym czasie młodzi pisali do siebie płomienne listy , zapewniając o miłości, tęsknocie  i oddaniu . Bolek zbierał wszystkie listy od Michaliny, zamykał w szkatułce a po latach wspólnie je czytali, wspominając ten okres z rozczuleniem.

 I wreszcie przyszły pierwsze śniegi,  mróz szczypał w nosy a w powietrzu unosił się zapach Bożego Narodzenia.  

Jak wszystko w życiu, czas płynął niestrudzenie.

Okres  przygotowań do ślubu dobiegał końca.  

 Bolek zastanawiał się, co powinien ofiarować Michalinie i jej rodzicom. Ten dylemat stał się tematem wielu  rozmów z księdzem. Obydwaj chcieli , by  prezent był oryginalny i upragniony. Aż któregoś dnia kapłan podał swój projekt. Bolek od razu zaakceptował pomysł i był szczęśliwy….

Cała parafia żyła nadchodzącym wydarzeniem. Może gdyby to dotyczyło tylko Bolka, zainteresowanie byłoby mniejsze. Ale planowany wyjazd ich księdza sprowokował do przyjrzenia się jego odzieży. I wówczas kobiety załamały ręce. Sutanna była spłowiała od słońca, przetarta na łokciach i pocerowana w wielu miejscach . Dobrze, że było jeszcze trochę czasu , więc śpiesznie przystąpiły do pracy. Wkrótce nowa sutanna była gotowa. Ksiądz nałożył ją niechętnie, bo uwielbiał swoją starą , w której czuł się dobrze. W dodatku uważał, że nie powinno się wydawać pieniędzy na nowe ciuchy, wolał oddawać je biednym parafianom. Nowa była sztywna, mało przyjazna, ale nie miał wyjścia, bo nie chciał sprawiać przykrości tym dobrym kobietom.

 Od dawna  w kuferku spoczywało  nowe ubranie Bolka, śnieżna,  wykrochmalona na sztywno koszula  oraz inne dodatki.

W dniu wyjazdu panowie wcześnie opuścili plebanię, a gdy czekali na bryczkę oglądali wschodzące słońce. Nie mieli ochoty na rozmowy, dzielili więc swoje milczenie. Często tak bywało, nawzajem znali swoje myśli i lubili przeżywać w samotności.

Niebawem usłyszeli stukot końskich kopyt i na podjazd przed plebanią powoli wtoczył się powóz. Wsiedli pospiesznie, bo mieli przed sobą jeszcze kilkanaście kilometrów drogi, a termin odjazdu pociągu był  dobrze znany. Były to czasy, gdy pociągi kursowały punktualnie, można było wg nich nastawiać zegarek i nikomu nawet się nie śniło, że może  być inaczej.

Dojechali do stacji, gdy już słychać było gwizd nadjeżdżającego pociągu. Lubili

podróże, więc z przyjemnością wsiedli do wagonu , na półce bagażowej ułożyli kuferek i zdjęli ciepłe zimowe płaszcze. I niebawem  ksiądz zagłębił się w studiowaniu  brewiarza, a Bolek podziwiał  przesuwający się krajobraz za oknem. Lokomotywa sapała, wypuszczając systematycznie kłęby dymu. Koła turkotały miarowo, więc wkrótce Bolek , wyczerpany wszystkimi emocjami  , niespodziewanie zasnął  . Spał mocnym, zdrowym, ożywczym , młodzieńczym snem , może nawet śniła mu się piękna Michalina.  Z głębokiego snu wyrwał go dopiero głos  konduktora , który meldował, że dojeżdżają do przesiadkowej stacji. Bolek już znał drogę, bo całkiem niedawno przemierzał ją ze swoją ukochaną. Ale wówczas byli tak bardzo zajęci rozmową i czuleniem się do siebie, że ta stacja wydawała mu się obca. Dobrze, że ksiądz wykazał się opanowaniem, upewnił się u konduktora, że ta stacja jest właściwa. A gdy ujrzeli napis na dworcowym budynku , odetchnęli z ulgą. Jednak te wątpliwości świadczyły o ich stanie emocjonalnym.

Po chwili nadjechał  kolejny pociąg, którym dotarli do celu.

Tam czekały na nich szerokie sanie, zaprzężone w dwa gniade konie. Woźnica z sumiastym wąsem powoli zlazł ze swojego miejsca, popatrzył badawczo spod pokrytych szronem brwi i pokazał w szerokim uśmiechu czarne popsute zęby. Nie miał wątpliwości , że  ksiądz i młodzieniec, to oczekiwani goście. Uchylił  więc brzeg kożucha i zaprosił do wsiadania. Otuleni miłym , ale nieco cuchnącym kudłatym nakryciem, poczuli się swojsko i spokojnie. Wydawało się, że konie unoszą sanie w powietrzu, dookoła była cudna wielka śnieżna przestrzeń i szybko zbliżała się ciemna ściana wysokiego lasu. Oczarowany jazdą Bolek wyobrażał sobie, że  las nagle się rozstępuje specjalnie przed nimi a świerki i sosny specjalnie wyciągają swoje kosmate ośnieżone łapy , by się przywitać . Gdy wyjechali na pustą przestrzeń, to wrażenie oczywiście zniknęło, powróciła rzeczywistość , a w dali już widać było zabudowania gospodarcze i niewielki dworek. Na widok tego dworku, serce Bolka przyspieszyło, widocznie czuł bliskość ukochanej, a może odczuwał lęk przed czekającymi go wydarzeniami. Nie miał czasu na analizę swoich odczuć, bo sanie ostro zahamowały i już zobaczyli lnianowłosą dziewczynę z narzuconą kolorową chustą na głowie , która wybiegała na ganek…

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *