Na medycznej ścieżce. Zielone słuchawki …

 

 

Wrażenia z czasów tej praktyki  były tak silne, że zostawiły we mnie trwały, stale świeży ślad.

Do tej pory wspominam jedną pacjentkę, która była kobietę niezwykłą .

Opiekowałam się całą salą, ale jedna Osoba była szczególna.   Gdy codziennie wczesnym porankiem  wchodziłam do  sali mówiąc ogólnie dzień dobry, tylko Ona  witała mnie promiennym uśmiechem i dobrym słowem. Kiedy obcięłam włosy, od razu zauważyła i doradzała, żebym wróciła  do  poprzedniej fryzury , bo jest dla mnie  najlepsza. 

Jak dobrze zapamiętałam tę salę , miejsce po prawej stronie od wejścia, gdzie stało Jej łóżko.  Pani nie mogła wstawać, ba, nawet nie przewracała się na boki,  stale leżała nieruchomo na wznak .  Jej łóżko prześcielały pielęgniarki. Nie wiedziałam dlaczego.

Ale kiedyś poprosiła mnie, żebym jej  zmieniła opatrunek, bo bardzo cierpi. Pobiegłam do pielęgniarek z pytaniem, czy mogę . Otrzymałam wielki pakiet jałowej gazy i przystąpiłam do dzieła. Gdy podniosłam kołdrę, zobaczyłam na brzuchu chorej , luźno leżącą  przesiąkniętą ropą i krwią cuchnącą  gazę .   Wcześniej pielęgniarki mnie pouczyły, że  należy tylko ją  zdjąć  i położyć  nową.   Gdy uniosłam opatrunek  , z przerażeniem zobaczyłam  całkowicie otwarty brzuch  z widocznymi pętlami jelit, pomiędzy którymi znajdowała się ropa. Z ogromnym trudem zapanowałam nad mimiką , by nie pokazać przerażenia. Spokojnie położyłam na to miejsce świeżą gazę  i  przykryłam kołdrą.

Po  chwili  Pani pięknie podziękowała, jak zawsze spokojna, łagodna i uśmiechnięta. 

Potem zapytałam lekarza o jej stan i dowiedziałam się , że ma rozległą chorobę nowotworową , jest po bezskutecznej operacji, w dodatku powikłanej. I dodał, że lekarze nie widzą szans na przeżycie. Gdy po miesiącu praktyki żegnałam się z Nią, jeszcze żyła. Odeszłam z nadzieją, że może jednak zdarzy się cud. Przecież cuda się zdarzają.

Ona musiała  wierzyć w cuda, bo gdy przychodziłam do niej rano , by zapytać jak się czuje i zmierzyć ciśnienie , zawsze  się uśmiechała i mówiła :  o jak dobrze , że panią  widzę , pani ma zielone słuchawki, a zieleń to nadzieja.

Faktycznie miałam stary stetoskop który otrzymałam od wspomnianego już kiedyś dr Kaczmarka z Gorzowa. To były słuchawki z zielonymi gumowymi przewodami.  !!!

Po kilku dniach znajomości ta Pani powiedziała , że jest pracownikiem Uniwersytetu,  dantologiem . I zaraz spytała czy wiem, kim był Dante . Odpowiedziałam- tak Dante Alighieri, XIII wieczny poeta i filozof.  Ale w duchu pomyślałam- mój Boże, Dante, to przecież  autor  poematu zatytułowanego „ Boska Komedia” , który składa się z  trzech ksiąg o nazwach : Piekło, Czyściec i  Raj.  I nagle sobie uświadomiłam, że wędruję po prawdziwym piekle, bo dookoła rozgrywa się tak wiele  dantejskich scen.

A ta Kobieta znajduje się w epicentrum swojego życiowego piekła , ale pewnie już widzi drzwi, które niebawem przekroczy,  do kolejnej księgi zatytułowanej „raj „, i dlatego się  się uśmiecha ….

Od tej pory miałam już tyle innych słuchawek, ale stale widzę tamte, zielone .

I wyobrażam sobie  moją Pacjentkę, która wyzwolona z ziemskich cierpień spaceruje z Dantem po zielonych rajskich pastwiskach…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *