Mijały dni i lata w majątku Rodziewiczów, nieopodal Rakowa…
Rodzice są dumni z swojego jedynaka. Mały Bolesław jest żywym , zainteresowanym domem, obejściem i światem dzieckiem. Prosi Ojca, by mu czytał książki, pokazywał litery i cyfry. Jest pojętny i szybko łapie sens czytanych tekstów.
Mama go często przytula i syn uczy się czułości.
Ale gdy mama zasiada do fortepianu, Bolesław zapomina o bożym świecie. Siada na małym stołeczku nieomal u stóp matki i słucha. To niebywałe, ale ten niewielki chłopiec potrafi słuchać godzinami.
Gdy mama jest zajęta domowymi sprawami, Bolek przysuwa stołeczek do krzesła, które stoi przy fortepianie , wdrapuje się na nie i próbuje sam grać. Małe nieporadne paluszki układa na wielkiej klawiaturze tak, że dźwięki, które wydają klawisze są delikatne i harmonijne. Któregoś dnia matka prosi ojca , stają w drzwiach i słuchają. Ich syn komponuje. …
Rozmawiają o tym z zaprzyjaźnionym księdzem, który często zagląda do ich domu. Ksiądz deklaruje pomoc i chłopiec rozpoczyna naukę gry na fortepianie u prawdziwego nauczyciela muzyki. Ćwiczy zapamiętale gamy , etiudy, sonatiny. Wkrótce już gra tak jak jego matka. Grają na cztery ręce. Jak zawsze wspólny koncert kończy polonez albo mazurek Chopina. …
Ale rodzinna sielanka nie trwa długo, ojciec gdzieś wyjeżdża , służba mówi szeptem , że do powstania przystąpił a matka zaczyna chorować.
Początkowo syn nie rozumie, że coś im zagraża. Małe dziecko nie ma skąd czerpać informacji, które wykorzystałaby jego wyobraźnia. Dom staje się smutny, okna zasłonięte ciemnymi zasłonami, bo słońce za ostro świeci. Fortepian coraz częściej milczy. W domu pojawiają się obcy ludzie, o nerwowych ruchach i niespokojnych oczach. W powietrzu unosi się nieznany przenikliwy zapach. Dziecko się błąka po salonach, próbuje się przytulać do matki, ale ktoś mu zabrania. Więc najlepiej się czuje, gdy na swoim stołeczku przesiaduje w kącie salonu i czyta ukochane książki .
Pewnego dnia pozwalają mu wejść do sypialni rodziców. Na wielkim łożu leży wychudzona ukochana matka, słabym ruchem wyciąga dłoń do syna. Ta dłoń opada, mały przybiega przerażony i tuli się do tej dłoni , do piersi matki, całuje policzki. Nadal nie rozumie, dlaczego policzki są takie chłodne, usta zimne i dlaczego matka już się do niego nie odzywa.
Na siłę ktoś odciąga chłopca od umierającej matki. Nie wie dlaczego, ale gwałtownie przychodzi zrozumienie.
W kilka sekund przebył odległość z niewinnego i nieświadomego dzieciństwa w świat dorosłych. Wreszcie dotarła do niego brutalna prawda. Jego matka umarła. Jeszcze próbuje ją wołać, płacze i wierzga nogami. Wynoszą go do salonu, gdzie ulubiona stara niania próbuje go utulić…..
Gdy niebawem dociera wieść , że zginął jego ojciec, Bolek zostaje sam w wielkim pustym domu.
Po naradzie rodzinnej zostaje podjęta decyzja , że wychowaniem sieroty zajmie się na swoją prośbę , ksiądz, stary przyjaciel rodziny- Eustachy Karpowicz. Któregoś dnia przyjeżdża i zabiera chłopca do siebie, na plebanię
Ta decyzja była najlepszym rozwiązaniem, ksiądz zapewnił chłopcu edukację, a plebania zastępowała ciepły rodzinny dom.
Wkrótce Bolek został organistą w rakowskim Kościele. Tam były prawdziwe organy, chłopiec miał ciepły głos, i wiernym się wydawało , że to gra i śpiewa prawdziwy anioł który prowadzi ich bezpośrednio do Boga……


