Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 23 ). Wspomnienia Ojca .

 

Wrzuciwszy kilka słów o „Klątwie” , odbiegłam nieco od głównego tematu – ale on stale jest we mnie –bo dzięki słowu pisanemu, które pozostawili – żyją – stają się Nieśmiertelni  Główni Bohaterowie poprzednich blogowych opowieści.

Na „ scenie „ tego swoistego blogowego teatrum  –  już są : dr Stanisław Michałek – Grodzki i dr Zofia Szamowska – Borowska . Właśnie „spotkali się” w Szpitalu Ujazdowskim gdy nastał tragiczny czas wojenny. Ona, młodziutka sanitariuszka, on ordynator chirurgii plastycznej – może jej nie widzi – a może widzi, bo pewnie wszystko wie i bacznie obserwuje, nawet sanitariuszki jak pracują  – nie wiem . Niebawem dotrze to tego Szpitala prof. Tadeusz Marcinkowski ….

Tymczasem odwracam głowę w stronę drzwi, bo skrzypnęły –  bo właśnie wszedł na scenę blogowego teatrum  bardzo skromny, nieco utykający Człowiek – już czuję Jego siłę spokoju – tak jak kiedyś w poznańskim tramwaju i patrzę w jego duże wyraziste przenikliwie patrzące dobre oczy – prawdziwe oczy Ojca . Milczymy,  a nasze Milczenie ma treść – między nami jest Dobroć i Łagodność Ojca Jurka, ciepło Ojcowskie które czuję do tej pory. To jak „ Pieśń bez słów „, którą oddać może tylko muzyka …..

…. To Pan prof. Tadeusz Marcinkowski. Wręcza mi – oczywiście w wyobraźni – niewielką w poręcznym formacie książkę liczącą 193 strony, w miękkiej bladoszarej aczkolwiek świetlistej okładce . Jak dobrze Jurek, że mi ją wypożyczyłeś – mówię do Jego Syna . Otwieram książkę – strony zapisane na papierze beżowo szarym –  szacunek – jak do starodruków czuję. Wracam do okładki – Kopernik – zdjęcie – nie Autor – dlaczego – potem wyjaśnienie – czytam  :  Tadeusz Marcinkowski „ W stronę medycyny – moja droga dość wyboista „ Oficyna Wydawnicza „ BIOS”, Goleniów, 1992 .

Czytam całość łapczywie, potem wracam do szczegółów, na mapie wyszukuję wspomniane miasteczka i wsie, postanawiam je odwiedzić – pewnie skończy się na wędrówce wirtualnej – choć Bzura pociąga mnie jak magnes. Bo tam się tyle działo  …… tyle stron pamiętnika zajęło. Bitwa nad Bzurą.

Ale spokojnie mówię do siebie – przepisuj co się da, bo na razie skanu nikt nie zrobił – więc tylko Twoje przepisywanie w internecie będzie . I pomimo tego, że oczy odmawiają posłuszeństwa no i kręgosłup nie lubi siedzenia –  przepisuję , ale niewielkie fragmenty …. Profesor, który w 1936 roku rozpoczął studia medyczne tak opowiada o czasie przed i po wybuchu drugiej wojny światowej :

( … ) OBÓZ LEGII AKADEMICKIEJ

Zajęcia wojskowe dla studentów odbywały  się wtedy w ramach Legii Akademickiej. Otrzymaliśmy nowe sukienne mundury i płaszcze z biało – czerwonymi obszywkami na naramiennikach ( „strzelec z cenzusem „) ( … ) . Przed wielkimi wakacjami zachęcano nas do wyjazdu na obozy wojskowe, ale nie było to obowiązkowe. ( … )

 ( … ) w ciągu wakacji letnich 1939 roku  miałem mniej roboty w Poznaniu , chętnie przyjąłem ofertę wyjazdu na taki obóz , zwłaszcza że było to moim zdaniem celowe z uwagi na sytuację polityczną na świecie.  ( … )

( … ) Korzystając z rozkazu wyjazdu postanowiłem pojechać do Lwowa drogą okrężną , aby jak najwięcej zwiedzić po drodze muzeów i zabytków ( … )

WRZESIEŃ 1939 ROKU

Spadły już pierwsze bomby. Pierwszą śmiertelną ich ofiarę zobaczyłem na ulicy Strumykowej, w pobliżu przejścia pod mostem kolejowym – w kierunku Łazarza. Był to kolejarz. Przyklęknąłem przy nim, by zobaczyć, czy jeszcze żyje. Był martwy.

      Kręciłem się po mieście, starając się być użyteczny. Z ramienia Legii Akademickiej odbieraliśmy z domów mundury wojskowe naszych kolegów i zanosiliśmy na ulicę Bukowską do koszar, gdzie kwitowano odbiór , pakowano je prowizorycznie, zrzucano z okien i w pośpiechu pakowano na wozy.

      Zgłosiłem się do ładowania wagonów – towarów z magazynów wojskowych . Ileż się nachodziłem z pakami gwoździ, śrub i różnego rodzaju żelastwa –  ( … )

( … ) byłem bez obiadu, wygłodniały i spragniony, lecz starałem się o tym nie myśleć. Aby tylko Niemcy nie zagarnęli tego żelastwa ( … )

( …. ) Innego dnia kopałem rowy przeciwpancerne na Ławicy. W czasie tej pracy byłem świadkiem zestrzeliwania niemieckiego bombowca : triumfował nasz myśliwiec. Działo się to niemal nad naszymi głowami. Ludzie bili brawa.

       W tym miejscu należy  dodać, że tuż przed wojną werbowano ochotników do obsługi

( jednoosobowej ) torped śmierci. Torpeda taka po trafieniu w okręt nieprzyjacielski wybuchała, a obsługujący ją ochotnik ginął. Otóż ja również byłem kandydatem do takiej obsługi … ( …. )

( … ) Wreszcie 4 września pojawiło się na murach dworca kolejowego obwieszczenie, że mężczyźni zdolni do służby wojskowej winni na własną rękę podążać do Warszawy . Pobiegłem szybko do domu, aby się pożegnać  i właściwie tak jak stałem, czym prędzej pognałem z powrotem na dworzec . ( ….)

( … ) Różnymi pociągami i pieszo podążałem w stronę Warszawy . Miałem ze sobą pistolet FN i prawie 50 naboi, gdyż postanowiłem, że nie dam się Niemcom wziąć do niewoli żywy. ( … )

W międzyczasie następują wstrząsające opisy tego co się działo po drodze – bombardowanie Gniezna i innych miast, tragedie ludzkie i trupy, trupy, trupy ….

( … ) Wiele razy znajdowałem się pod obstrzałem sztukasów . Szedłem nocą i dniem, rzadko tylko trochę odpoczywając. Doszedłem do  Iłowa. W miasteczku tym udało mi się kupić trochę chleba i sweterek . Ten ostatni sprzedała mi sympatyczna Żydówka za 2 złote, mówiąc, że sprzedaje mi sweter tak tanio, bo idę do wojska walczyć .

          Po kilkudniowej wędrówce dostałem się do Giżyc  i zgłosiłem w jednostce wojskowej , mając nadzieję, że zaraz otrzymam karabin i pójdę na front. Okazało się, że nie jest to takie proste. Kiedy jeszcze powiedziałem oficerowi, że jestem studentem i skończyłem trzy lata medycyny, z miejsca skierował mnie do majora Bielińskiego, lekarza szpitala polowego .  Ten przyjął mnie do pracy w charakterze sanitariusza. Moim pierwszym obowiązkiem było prowadzenie listy rannych , umieszczonych w dwóch stodołach i opiekowanie się nimi . Zabrałem się ochoczo do wypełnienia tego polecenia, widząc, że w końcu mogę się do czegoś przydać . Jedna ze stodół stała w końcu podwórza , równolegle do szosy, prowadzącej z Sannik do Sochaczewa – druga – po prawej stronie od wejścia na podwórze – prostopadle do tejże drogi. Ta ostatnia miała jakiś oryginalny dach ( z drewnianych gontów ) w kształcie stożka. W niej było moje właściwe miejsce pracy; leżało tam między innymi paru ciężko rannych.

      Giżyce to miejscowość położona mniej więcej w połowie drogi z Sochaczewa  do Sannik. W toku ciężki walk wieś ta znalazła się prawie w centrum rejonu objętego bitwą nad Bzurą – największą bitwą września 1939 roku. ( … )

( …. ) Sala operacyjna znajdowała się w pałacyku – po lewej stronie drogi – patrząc w kierunku Sannik . Po przeciwnej stronie od tej drogi znajdowały się – na dość dużym terenie stodoły , w których leżeli ranni. ( …. )

( …. ) Stosy trupów ułożonych jeden na drugim , a między nimi  – odcięte ręce i nogi. Były tam i zwłoki osób cywilnych. Jakaś ciężko ranna staruszka, bodaj że z przestrzeloną krtanią, jeszcze nie skonała ; słychać było charczenie . Robiło to wstrząsające wrażenie.

      Prawdziwe piekło powstało dopiero w czasie nalotu i po nim ( ….. )

Okropny był nalot bodajże 17 września , w niedzielę  ( … )

( … ) Wiele koszul i kalesonów z rozbitych wozów podarłem na bandaże. ( … )

( …. ) Wiedzieliśmy, że zbliża się najgorsze . Pomagałem przy zakopywaniu karabinów . Wiele broni i amunicji powrzucaliśmy wprost do stawu. Już zaczęło świtać, gdy poczułem ogromne zmęczenie . Z pobliskiego pola walki dochodziły głuche okrzyki : „ Hurra! … „  Przypuszczalnie była to walka na bagnety. Zobojętniały na wszystko i zmęczony zakopałem się w stertę plew i zasnąłem nad ranem na jakąś krótką chwilę .

    Rano 18 września zaczęło się ostrzeliwanie przez artylerię niemiecką ( … )

( …. ) Właśnie  klęczałem przy rannym i poprawiałem mu opatrunek na głowie. Nagle – okropny trzask i …. Pełno kurzu, to plewy uniosły się w powietrze. Dachu już nie było. Jęki. Poruszam się i dotykam pleców, bo coś mnie uderzyło, ale nic, tylko noga trochę jakby odrętwiała. Ktoś został zabity, kilku powtórnie rannych . Prowizorycznie  ich opatruję . Widzę, że z nogi cieknie mi krew.( … )  cdn.

 

Dalej jest przejmująca opowieść , z której też postaram się przepisać fragmenty – o wielokrotnych operacjach stopy w czasie których bezskutecznie próbowano usunąć odłamki , o zakażeniu rany,  braku zgody na amputację nogi i cudowne wyleczenie jodyną . Jak opowiadał Jurek – ponoć Jego Tata do końca swoich dni uwielbiał stosować jodynę  ,

Też jest opowieść o Szpitalu Ujazdowskim , ale to w kolejnych   odcinkach Pamiętnika ….. bo na dziś dość wrażeń…..

PS.

* pogrubioną czcionką zaznaczam oryginalne fragmenty  tekstów Tadeusza Marcinkowskiego

*przyroda – zdjęcia jak wszystkie w blogu – własne

3 Replies to “Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 23 ). Wspomnienia Ojca .”

  1. Z doskonałą narracją prowadzoną przez Zosienke pamiętniki mojego Ojca nabierają jeszcze większego blasku. Dokładnie zwiedzilem Muzeum Bitwy Nad Bzurą jedno w Kutnie a drugie Sochaczewie przez co tamte tragiczne wydarzenia robią na mnie ogromne wrażenie. Wówczas było w naszym kraju więcej ludzi zdecydowanych do odważnej walki o Ojczyznę. Teraz, jak sądzę, byłoby ich znacznie mniej. Nasze pokolenie miało wielkie szczęście że nie zaznało wojny ale czy następne też zaznaja pokoju to już nie mam takiej pewności obserwując to co się dzieje we współczesnej polityce.

  2. Znałem pana Profesora wtedy docenta Medycyny Sądowej . Pracowałem też w tym gmachu i miałem długo swoje zajecia , zreszta bylem samotny. Prof . Przebywał w Zakładzie do późnych godzin wieczornych gdy wszyscy już dawno wyszli z pracy. Spokojny Dobry Człowiek A o tym że bardzo mądry mówiło się w całej Akademii . Bardzo dobrze, że Syn przypomina nam sylwetkę swego Ojca. Sympatyczny ten blog.

  3. Niesamowity pamiętnik bezpośredniego świadka Bitwy nad Bzurą moją rzeką. Dziękuję za zamieszczenie w blogu który zawsze czytam bo lubię Twoje pisanie i zawsze czegoś się dowiem pozdrawiam Jaga

Pozostaw odpowiedź Jaga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *