Drogi Leszku !
Najpierw będzie o rozterkach ” redaktora „, – oczywiście to ostatnie określenie podaję w cudzysłowie – bo jestem tylko skromną gospodynią tego blogu 🙂
Od dzisiejszego świtu, a właściwie od wczorajszego dnia przeżywałam wahania w rozmyślaniach i podjęciu decyzji bo : po pierwsze wydało mi się, że nie powinnam pisać nic od siebie – Twój tekst jest napełniony wszystkim co ważne – otwiera tak dużo dalszego myślenia , że każde moje słowo może być profanacją. A po drugie – rozważałam – jaki nadać tytuł tej kartce z Twojego Pamiętnika – czy Twoją jajecznicę która ratowała ? życie , czy słowa Bartoszewskiego , które cytujesz ? .
Jednak ostatecznie ustaliwszy sama ze sobą 🙂 , że pomimo wszystko trochę pogadam i dam swój tytuł a cały Twój tekst znajdzie się pod zdjęciem – wydaję „na światło dzienne” tę znakomitą opowieść od Dobru które rodzi Dobro …..
Licząc na wyrozumiałość w tych kwestiach – bo pomimo bojowej natury jesteś Człowiekiem gołębiego serca – oddaję Ci głos :
WARTO BYĆ ŻYCZLIWYM (parafraza z prof. Władysława Bartoszewskiego) czyli :
JAK JAJECZNICA RATOWAŁA ? ŻYCIE
Nigdy nie wiemy jak nasze zachowanie może wpłynąć na nasze lub czyjeś losy. Jak nie wcześniej to może i po latach.
Na początek listopada moja córka miała termin porodu. W połowie miesiąca pojedyncze skurcze, wydawało się, że wody odeszły, ale nie została przyjęta do porodu. Bardzo dobra I życzliwa ginekolog dr B. opiekująca się córką, dała skierowanie na stymulacje, bo było już po terminie. Przyjęta do Raszei (tak w skrócie nazywają poznaniacy szpital im. Raszei – przyp. Z. K. ), ale dyżurny ginekolog zignorował Jej wskazania I kazał czekać. To był czwartek rano. Dzwoniłem do Niego z Londynu, przedstawiłem się, poprosiłem o opiekę, powiedziałem o skierowaniu ale zostałem zignorowany.
Załatwiłem sobie zastępstwa I w czwartek wieczorem poleciałem z Londynu do Poznania. Na szczęście Pani dr B. zdecydowała że sama w piątek zacznie stymulację porodu.
Zatrzymałem się w “Hotelu Włoskim” I od razu wykupiłem pokoje dla Jej Mamy, z którą byłem rozwiedziony – by zamieszkała wspólnie z Córką z mojego pierwszego małżeństwa oraz dla mojego Syna z Żoną. Jako samotny, odrzucony “byk” ( pozostałość po ksywie “Krowa” ze szkoły ) miałem osobny pokój.
W piątek szczęśliwy poród, piękna Wnuczka. Planowany wypis na poniedziałek. W sobotę hucznie obchodziliśmy razem z teściową I mężem Córki “18”-te urodziny mojej byłej Żony a w niedzielę Jej imieniny. Wnuczka była dla Niej najwspanialszym prezentem.
W poniedziałek rano okazało się że Wnuczka ma szmery I musi mieć ECHO serca. Konsultująca kardiolog dziecięcy, dr . G była poza Poznaniem na konferencji, a dopiero w czwartek przychodzi dr M. Córka z Wnuczką muszą pozostać w szpitalu.
Ja miałem bilet powrotny na wtorek po południu. Muszę wrócić koniecznie, ale przecież szmery u Wnuczki nie pozwolą mi wyjechać, a nie mogę być dłużej nieobecny. W Anglii pacjenci są zapisywani z dużym wyprzedzeniem I co najmniej ponad 20-tu miałoby przełożony termin z mojej winy. Przedłużenie przyjęcia pacjenta z podejrzeniem nowotworu ponad 2 tygodnie oznacza, że szpital nie dostanie za tego pacjenta pieniędzy. Straty tysięcy funtów dla szpitala z mojej winy. Nie ma usprawiedliwienia. Typowy “paragraph 22”.
Więc telefon do ważnego K., powiedziałem że jestem lekarzem, że Stryjek był tam kiedyś ordynatorem chirurgii dziecięcej. Odpowiedź zaskoczyła. Nie ma ostrych wskazań, nie ma potrzeby przywiezienia niemowlęcia na badanie, ma czekać do czwartku.
To kto jest najważniejszym kardiologiem dziecięcym w Poznaniu? Jakaś profesor Aldona Śliwińska. Jestem za stary by znać młodych poznańskich lekarzy. Moje pokolenie prawie w całości się już wykruszyło. Telefon do sekretariatu, ale Pani profesor w poniedziałek nie ma czasu. Przyjmuje prywatnie ale zapisy są a kilkanaście dni naprzód. Podałem nazwisko I sekretarka ostatecznie umówiła mnie z Nią w Klinice w sekretariacie na popołudnie zaznaczając, że mam być punktualnie, bo Pani Profesor ma wykład.
Na trzęsących nogach wchodzę do gabinetu, bez większych nadziei przedstawiam swoja gorącą prośbę o pilne ECHO w Klinice. Przecież Pani Profesor najlepiej ocenia szmery u noworodka które w 90% mijają po kilku dniach (przewód Botalla ), ale nie można wykluczyć poważnej wady. Ważna jest dynamika I dlatego ECHO pozwala na rozpoznanie zagrożeń i ew. wskazań do interwencji.
- Proszę usiąść.
Siadam na brzegu fotela z podkurczonymi nogami obawiając się odmowy. Musze jutro wracać, a ECHO dopiero za 3 dni. Pada pytanie:
- Czy Pan ma coś wspólnego z doktorem Milanowskim?
- Tak, On I mój Ojciec byli braćmi i przez całe studia mieszkałem u Stryjków na Obozowej.
- Proszę Pana, opowiem Panu pewna historię, zaczęła Pani Profesor. Po skończeniu studiów dyżurowałam w Pogotowiu I na pierwszy dzień stażu na chirurgii dziecięcej po nocnym dyżurze, zmęczona, śpiąca zgłosiłam się do ORDYNATORA. Ten popatrzył na mnie, spytał dlaczego jestem zmęczona . – Dziecko, Ty przecież musisz odpocząć, powiedział . Wezwał
- salową, poprosił o przygotowanie dla mnie JAJECZNICY I jakiegoś tapczana żebym wypoczęła.
Jak to usłyszałem – usiadłem głęboko rozparty w fotelu, założyłem nogę na nogę i powiedziałem, że teraz to już za tą jajecznicę nie może Pani Profesor odmówić mojej prośbie. Kazała zgłosić się wieczorem tego samego dnia do Jej prywatnego gabinetu.
Wypis na własne życzenie. W Jej poczekalni długa kolejka, przyjęcie poza kolejnością, badanie kliniczne, ECHO I od razu rozpoznanie. Fizjologia. Cała Rodzina szczęśliwa. Żadnych pieniędzy nie chciała przyjąć. Spokojnie mogłem wracać do pracy.
Poszliśmy do Cioci, Profesor Milanowskiej pochwalić się Wnuczką i podziękować za Jej Męża, śp. Dr Zbigniewa Milanowskiego. Była już bardzo chora. Odeszła po 3 miesiącach, ale ta wiadomość ogromnie Ją ucieszyła. Myślę, że wówczas jeszcze raz pomyślała jakiego miała wspaniałego męża.
Zdjęcia przyrody jak i wszystkie w tym blogu – własne




Prof. zw. dr hab. Aldona Siwińska (Klinika Kardiologii Dziecięcej, Nefrologii i Nadciśnienia Tętniczego Wieku Rozwojowego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu) to moja dobra Koleżanka z Rady Wydziału Lekarskiego I. To „chodząca dobroć” – bardzo miła dla wszystkich, a w szczególności dla pacjentów. Lubi dokumentować wszelkie wydarzenia robionymi przez siebie zdjęciami.