Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 20 ) . WYMARZONA ONKOLOGIA…


Minęło trochę  czasu, zanim jakoś wewnętrznie dojrzałam by wrzucić opowieści pamiętnikowe Leszka. Inne tematy a może codzienność była powodem mojej opieszałości w tym temacie. Wybacz więc, Leszku ….wracam do Ciebie J

Oto słodko – gorzka ( jakie u Leszka bywają ) opowieść o życiu zawodowym i naszych realiach ….zapraszam :

Wiecie, jak trudno po studiach było zostać  w Poznaniu bez stałego zameldowania.

Pomógł mi dr Wąsiewicz, późniejszy kierownik Katedry Medycyny Społecznej na Dąbrowskiego w Poznaniu, który przyjął  mnie na etat w Pogotowiu Ratunkowym Powiatowym, a zaraz potem Profesor Wojnerowicz.  

1 września 1971 –  pierwszy dzień  na onkologii. Starsi o rok koledzy Paweł Murawa, Włodek Antkowski, Adam Madeja – robili mnie na szaro przy każdej okazji. Ale co miało według Nich mnie przestraszyć to tylko wzmacniało….

             PROFESOR WOJNEROWICZ (wówczas Docent) mój Szef pchał wszystkich do nauki. Pozwolił odrobić roczny staż  kiedy byłem u Niego na etacie .

Kusił mnie ginekolog, śp. dr Szlapka w Raszei. gdzie po stażu miałem tam przez pół roku dyżury.  Starał się zrobić ze mnie ginekologa, ale onkologia nie dawała spać. Nauczyłem się od Niego jak odbierać trudne porody i jak delikatnie trzeba się obchodzić  z macicą po porodzie.

 Przydało mi się to później,  na dyżurach w Środzie Wielkopolskiej, kiedy przed przyjazdem Ordynatora, Dr Dubiela z Poznania – kolegi Stryjka i Cioci ze studiów – musiałem łyżeczkować położnicę w trzecim dniu po porodzie. To takie miękkie ciasto, gdzie nie czuje się dna. Przebić łatwo. Leci krew jak z garnka, kobieta coraz bledsza a krew też dopiero jedzie z Poznania. A położne – patrzą – pomagają swoim doświadczeniem – Panie doktorze, tylko nie za głęboko. Zrobiłem. Bez pchania, na płaskiej dłoni, samym ciężarem łyżki, z nieco mocniejszym naciskiem przy wyciąganiu. Nie tylko pacjentka, ale i ja też przeżyłem przed przyjazdem krwi i Ordynatora. Zdziwiony nie chciał wierzyć że udało mi się nie przebić  macicy. Z nauk dr Szlapki i pozostałych którym asystowałem przy porodach przydało mi się również odebranie porodu pośladkowego w Środzie. Z palcem w jego buzi. Bez uszkodzenia dziecka.

Byli wspaniałymi Nauczycielami i życzliwymi kolegami dla takiego nieopierzonego doktorka. 

     Profesor Wojnerowicz pozwolił szybko odrobić wszystkie staże dzięki czemu już  po 2 latach miałem jedynkę  u prof. Drewsa. Po trzech latach po studiach. Była to szybka jedynka.  ( jedynka – tak popularnie mówiło się o pierwszym stopniu specjalizacji , który zwykle zdobywało się przez 3 lata . Dopiero potem przystępowało się do tzw. dwójki, która tez trwała co najmniej dwa lata. A bywało że znacznie dłużej , gdy były problemy z oddelegowaniem na staże. Na marginesie niedawno w Polsce zlikwidowano dwustopniową specjalizację , wracając do systemu powojennego  – przyp. Z.K. ) .

Od razu rozpocząłem staże do dwójki z chirurgii onkologicznej. Więcej mnie nie było niż byłem na Garbarach-  bo po kolejnych 2 latach już zdałem – i zostałem najmłodszym  specjalistą chirurgii onkologicznej  w Polsce.

I to dzięki Ojcu naszej Koleżanki ( dla niewtajemniczonych – Eli Wojnerowicz, naszej koleżanki z roku na poznańskiej Akademii Medycznej  – przyp. Z.K. )  która zawsze bardzo mi się podobała ale miała godniejszych i bardziej przystojnych absztyfikantów. Kręcił się koło Niej  najprzystojniejszy Andrzej Pawlak nasz kolega, późniejszy mąż Eli, więc szans nie miałem. J   

            Profesor Wojnerowicz na zawsze zostanie dla mnie ideałem Szefa, mimo swojego trudnego charakteru. Jemu również zawdzięczam zrobienie wszystkich staży do drugiego stopnia z chirurgii ogólnej.  Dzięki Niemu po latach mogłem prawie od razu po krótkim stażu u Profesora Fibaka zdawać dwójkę z chirurgii ogólnej bez której w Anglii nie mógłbym pracować. Chyba że na zmywaku, co zresztą podsumował  Maciek, Brat Moich Córek, Który Nie Jest Moim synem. Wspaniały, dowcipny facet . 

W UK nie ma chirurgii onkologicznej, choć jest specjalizacja chirurgii piersi. Zajmuję się nią po zostaniu  członkiem Królewskiego Towarzystwa Chirurgów.

Właśnie Profesor Wojnerowicz był od lat 50 ubiegłego wieku –  prekursorem chirurgii piersi w Polsce, co po pół wieku zostało utworzone w Zjednoczonym Królestwie.

 Gdyby nie On, nie miałbym  na Wyspach czego szukać,  kiedy tzw. , „koledzy”- typu „lekarz lekarzowi wilkiem” , chcieli mnie w Lipnie wsadzić do ciupy. Ich wszystkich życie pokarało a ja dzięki ich „wysiłkom” wylądowałem na Wyspach i mogę realizować swoje umiejętności z chirurgii rekonstrukcyjnej i ogólnej. Tu nie przyjmuje się nikogo z kryminalną przeszłością. Straciłem 10 lat na walkę z korupcją moich  podwładnych i korupcją sądu w Lipnie. Nie chciałem się zgodzić na zmianę sędziny, która była siostrzenicą dyrektora szpitala ( też pokarany przez obżarstwo i wódkę  cukrzycą). Uważałem, że każdy sędzia jest powołany do sprawiedliwego sądzenia. O, głupi! Okazało się, że nie każdy, więc  ostatecznie sprawa oparła się o Sąd  w Strasburgu  i skończyła sromotną klęską oszczerców.  I tak to dopiero  Strasburg to „wynaDgrodził” kosztem wszystkich Polaków –  także Waszym. ( chyba chodzi o znaczne finansowe odszkodowanie przyznane Leszkowi , które zostało wypłacone ostatecznie z pieniędzy polskich podatników – przyp. Z.K. )

We wszystkich zawodach są skorumpowani  karierowicze ale patrzcie co się teraz dzieje z polskim sądownictwem!  Przestałem wierzyć w niezawisłość  sędziów. …. Dziś,  gdy nie ma trójpodziału władz nie miałbym szans.

2 Replies to “Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 20 ) . WYMARZONA ONKOLOGIA…”

  1. Leszek wymienił w swych wspomnieniach wiele osób z którymi ja również w mojej karierze zawodowej się stykałem. Eugeniusz Piotr Wąsiewicz (1933-2001) był doktorem medycyny, kiedy w 1976 roku został zatrudniony jako kierownik Zakładu Organizacji Ochrony Zdrowia (potem Zakładu Zdrowia Publicznego) Instytutu Medycyny Społecznej Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Rzecz w tym, że w 1975 roku ja ten Zakład stworzyłem i przez rok prowadziłem zajęcia z organizacji ochrony zdrowia na szóstym roku studiów lekarskich. W 1994 roku profesor Mieczysław Jeszke – dyrektor Instytulu Medycyny Społecznej Akademii Medycznej – przeszedł na emeryturę i Jego następcą został profesor E. P. Wąsiewicz a mi przypadła funkcja wicedyrektora tego Instytutu. Profesor Wąsiewicz zmarł niespodziewanie 25 lipca 2001 i wówczas mianowano mnie p.o. dyrektorem Instytutu, ale od 01.10.2001 r. Instytut Medycyny Społecznej przekształcono w Katedrę Medycyny Społecznej a mi powierzono funkcję kierownika tej Katedry. Profesor Wąsiewicz bywał „duszą towarzystwa” ale też miał dobre rozeznanie w funkcjonowaniu systemu opieki zdrowotnej, co i mi się udzielało. Jego zasługą, ale przede wszystkim śp. profesora Leszka Wdowiaka – dyrektora Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie – było to, że wiele osób uzyskało specjalizację ze zdrowia publicznego.
    Profesor Wąsiewicz w latach 1990-1997 był przewodniczącym Sądu Lekarskiego Wielkopolskiej Izby Lekarskiej (WIL) w Poznaniu a ja w tamtym okresie byłem zastępcą Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej WIL. U doktora Szłapki odbywałem staż podyplomowy z ginekologii i położnictwa w 1971 r. w Szpitalu im. Franciszka Raszei w Poznaniu. Wspominanego doktora Dubiela również znałem.

  2. Jurku bardzo dziękuje za obszerne informacje. Piszecie z Leszkiem kartę nie tylko ze swojego życia, ale też historie medycyny tamtych , już moze dawno zapomnianych lat. ….
    Trochę jest też goryczy , bo nie zawsze świat jest sprawiedliwy …

Pozostaw odpowiedź JTM Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *