Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 6 ). Duma i radość z pracy nauczyciela

 

Pamiętnik Jana Konopielko ur. 12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia 1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul….

                                                                              Jan Konopielko

                                                                               Nauczyciel w  Sukniewiczach,

                                                                                pow. Oszmiański

Mój życiorys. Część druga  spisywana od stycznia 1982 roku

Od strony  31-

ROK 1982-  STYCZEŃ.

Minęło już czterdzieści cztery lata od chwili, kiedy przestałem opisywać swoje życie- swój życiorys- swoje wspomnienia. Opisałem to do momentu przyjazdu do mojej pierwszej szkoły w Bilach- Gm. Dziewiewiszki pow. Oszmiański- do filii trzyklasowej szkoły w Konwaliszkach.

      Po przyjeździe do tej szkółki kierownik macierzystej szkoły który mnie towarzyszył w drodze,  przekazał szkołę i dokumenty wraz z dziennikiem lekcyjnym.

     Jadąc już przez wieś Bile dowiedziałem się od kierownika szkoły- mojego przełożonego, że tu jest druga szkoła- szkółka litewska, a ja mam pracować w polskiej szkole.

      Odjechał kierownik do swojej szkoły, a ja ze swoim bagażem zostałem sam.

Po paru minutach zgłosił się do mnie gospodarz tego domu. On mieszkał z rodziną w drugiej części pomieszczenia. W rozmowie z nim- gospodarzem- ustaliliśmy, że będąc u nich na całodziennym stołowaniu, płacąc im po 20 zł miesięcznie. A już w tymże dniu skorzystałem z kolacji na którą mnie zaprosił gospodarz.

Pierwszą noc spędziłem – spałem w szkole na stole na materacu wypchanym sianem.

 Noc nie minęła bez wrażeń, bo myszy harcowały po ławkach i przeskakiwały przeze mnie.

     W drugim dniu pobytu w mojej nowej szkole znalazłem sobie mieszkanie, oddzielny pokój z dwoma dużymi oknami, ale bez pieca. Umówiłem się płacić gospodarzowi po 15 złotych miesięcznie, gdy postawi piec.

Wracam więc od gospodarza, gdzie mam mieszkać, do szkoły , koło której już się kręcą dzieciaki. Witam się z nimi, mówiąc i „ dzień dobry”. Mówię, że będę ich nauczycielem, że jutro mają wszystkie przyjść do szkoły o godzinie 8.00 rano. Paru chłopców większych proszę o pomoc w przenoszeniu mi rzeczy do domu, w którym będę mieszkał. Z chęcią ze mną idą i urządzam przy ich pomocy łóżko- stawiam dwie ławki drewniane obok ściany i pokrywam je deskami, których dostarczył mi właściciel tego domu. Przybijamy gwoździami i już mamy łóżko. Na to łoże kładę siennik- materac- wypchany sianem. Wyciągam prześcieradło i zaścielam- pokrywam całość , a na wierzch tego wszystkiego kładę- rozścielam koc. I już mam łóżko gotowe- posłane. Gospodarz przynosi taborety dwa i jakiś stolik.

To jest umeblowanie w moim  pokoju.

Po obiedzie odwiedzam wieś i jej okolice.

Dowiaduję się, że najbliższa stacja kolejowa jest w Bieniakoniach o 10 km odległa, znajduje się ona między stacją Lida i…..

Do szkoły macierzystej w Konwaliszkach mam 3 km.

W tychże Konwaliszkach jest Kościół Katolicki, w którym duszpasterzem jest ks. Brzozowski, mój dawny znajomy, bo pierwszą Komunię przyjmowałem z jego rąk w 1916 roku w Popowcach Gm. Wojstom pow. Wilejski. Z przyjemnymi myślami , że już jestem nauczycielem , wróciłem do swego pokoju i po spożyciu kolacji położyłem się do spania na „ madejowym łożu” i już  tu myszy  nie trwożyły mojego błogiego snu.

     W drugim dniu mojego pobytu w tej szkole nastąpiło moje I- sze spotkanie z uczniami- dwiema uczennicami i dziewięciu uczniami- chłopakami. A więc była to bardzo  mała grupka dzieciaków- tylko 11. Zapisałem ich do dziennika lekcyjnego. Podzieliłem ją na grupy. Do I-szej klasy zaklasyfikowałem 3 chłopaków , do II kl.- czterech uczniów ( dwie dziewczynki i dwóch chłopaków) i do III kl. – 4 chłopaków. I i II klasę połączyłem w jedną zmianę, która miała się uczyć od godz. 8 rano do 11, a III klasa – czterech chłopców , miała przychodzić do szkoły na drugą zmianę.

   Poinformowałem ich o podręcznikach, które mieli do nabycia. Niektórzy już mieli takie książki, a nawet zeszyty z przyborami do pisania i rysowania.

Rozmowa, którą prowadziłem z uczniami była z początku nieśmiała a dopiero następnego dnia ożywiła się i poczułem się i ja także raźniej.

Po trzech godzinach lekcyjnych puściłem dzieciaków do domu, a ja również w dobrym nastroju wracałem do swego gołego pokoiku.

                  Przygotowanie się do lekcyj.

   Nie zważając na to, że miałem bardzo mało uczniów w klasie do lekcji przygotowywałem się bardzo solidnie. Każdą jednostkę lekcyjną opracowywałem: pisałem temat lekcji, plan jej, pytania nauczyciela i odpowiedzi ucznia. Przede mną na stoliku leżały wszystkie podręczniki , których używały dzieci do nauki w szkole. Znajdował się również i program nauczania do którego coraz to zaglądałem, by lekcję ułożyć poprawnie- metodycznie.

     Opracowywałem każdą lekcję dla każdej klasy. Robiąc te konspekty pamiętałem, że będą one oceniane przez Komisję egzaminacyjną przed którą będę zdawał egzamin praktyczny po dwóch, trzech latach pracy w szkole.

Dotychczas byłem tylko nauczycielem tymczasowym , a po egzaminie praktycznym stawałem się nauczycielem stałym.

Przygotowanie do lekcyj zabierało mi dużo czasu, nieraz trzy i więcej godzin dziennie. Pracę tę wykonywałem z przyjemnością. Z przyjemnością też prowadziłem lekcje. Szczególnie lubiłem lekcje śpiewu, bo ja grałem na skrzypcach piosenki ( zaplanowane, a dzieciaki prędko je przyswoiły i z ochotą śpiewały).

    Po miesiącu pracy zapoznałem się z młodzieżą tutejszej wsi i okolicy. Założyłem tu Koło Młodzieży Wiejskiej i zorganizowałem chór młodzieżowy. Urządzaliśmy przedstawienia i zabawy, wieczorki taneczne.

Wieczorki odbywały się niemal każdej niedzieli.

Na nich sam bawiłem się- tańczyłem i uczyłem kulturalnie tańczyć młodzież.

Po dwóch miesiącach pracy nadeszły ferie zimowe. Do domu nie pojechałem na Święta Bożego Narodzenia , ale przesłałem paczkę z podarkami dla wszystkich, dla całego rodzeństwa z życzeniami świątecznymi.

Święta Bożego narodzenia spędziłem u księdza w Konwaliszkach. Z nim jeździłem końmi na sankach do kościoła o 10 km, gdzie ksiądz także odprawiał nabożeństwa. Pod koniec świąt wróciłem do domu i urządziłem choinkę dla dzieci , a dla młodzieży- zabawę.

Myślami w czasie Świąt byłem u swej ukochanej siostrzyczki- Helusi, która tak zawładnęła moją duszą i moim sercem, że nawet wszelkie pokusy nie imały się mnie przez minione prawie cztery lata (Helusia została żoną  Jana i przez kolejne ponad 50 lat wyjąwszy 12 przymusowej  rozłąki w czasie katorgi Jan poza nią świata nie widział – przyp.Z.K.) .

     Dni i miesiące mijały po Świętach szybko. Cały byłem pochłonięty pracą w szkole nad przygotowaniem do Święta 3 maja. Na zebraniu Rady Pedagogicznej postanowiono, że ja wygłoszę na placu sportowym przemówienia o 3 maju. Bez protestu przyjąłem propozycję, ale nie bez dreszczyku w sercu. Przecież ja jeszcze nie występowałem na trybunie przed publicznością.

Praca nad wystąpieniem:

  Najpierw ułożyłem plan ogólny do przerobienia, a następnie zapełniłem go materiałem- treścią ogólną. Gdy już miałem tak szkic w pamięci przystąpiłem do napisania treści szczegółowego tekstu. Nie szło to łatwo. Przekreślałem te zwroty i całe zdania. A gdy już stwierdziłem, że treść i forma jest możliwa zaczynałem czytać głośno. Wszystko to odbywało się w moim pokoiku i jak sam stwierdziłem, mój głos naruszał spokój moich gospodarzy mieszkających na drugim końcu ich domu.

     W następnym dniu uczyłem się tego przemówienia w lasku znajdującym się niedaleko od wioski. Szło to jak z kamienia- co pewien czas musiałem zaglądać do tekstu. Głos mój był dźwięczny i donośny. Słysząc to idący chłop koło lasku przestraszył się i opowiadał we wsi, że nasz „Pan” chyba zwariował, bo krzyczy i krzyczy w lasku. Ta repetycja powtarzała się przez parę dni. Chodziło mi o to, żeby to przemówienie wygłosić z pamięci bez kartki w ręku.

     Nadszedł dzień 3  maja. Przybywam z garstką swoich dzieci do Kościoła. Po nabożeństwie wychodzi tłum ludzi z kościoła i podąża w kierunku trybuny. Ja już jestem przy trybunie. Serce bije mi coraz mocniej. Koleżanki stojące obok pokpiwają  ze mnie, że się denerwuję, ale ja udaję zucha i uśmiechem odpowiadam im. Pada komenda „ Baczność” i harcerstwo śpiewa „ Jeszcze  Polska nie zginęła”. Podnoszę się na trybunę i zaczynam mówić. Setki oczu zwrócono w moim kierunku, ale ja już nikogo nie widzę. Tylko mówię i mówię raz głośniej raz ciszej , rozbrzmiewa mój głos. Wreszcie wznoszę : „ Niech żyje 3-ci maja”. Głośno powtarzają uczniowie i biją brawa. Po zakończeniu przyjmuję gratulacje od koleżanek i kolegów. Wyrażają uznanie za piękną mowę. Ksiądz przebywający w tym czasie w swoim mieszkaniu odległym o 50 m, słyszał wyraźnie moją orację i przy spotkaniu wyraził mi wyrazy uznania.

      Początek mojej kariery był na tym polu zabierania głosu publicznie bardzo udany i ośmielił mnie i często zacząłem występować z wypowiadaniem swoich zdań na konferencjach nauczycielskich.

    Ferie wielkanocne spędziłem w domu rodzinnym i u mojej Helusi…

c.d.n.

4 Replies to “Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 6 ). Duma i radość z pracy nauczyciela”

  1. Zdjecie z Albumu rodzinnego moich teściów – Heleny i Jana Konopielko . Nie podano daty, a moze widnieje na odwrocie ale nie chce odklejać. Na pewno jest to okres międzywojnia i na pewno Jan i Polska Szkola na Kresach no i uczniowie …wzruszenie

  2. Dziękuję za ciag dalszy. Niezwykle te wspomnienia. Jak będzie kontynuacja to proszę o jeszcze. Szacunek dla takich ludzi.

Pozostaw odpowiedź Lidia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *