zdjęcie własne. Nikła tęcza na horyzoncie – jakby Jana nadzieja wschodziła na powrót do domu …….
W 1955 roku w Kazachstanie susza wszystko zniszczyła.
Nie było trawy na polu.
Tu osiedle jedno od drugiego odległe jest o 40 – 50 km.
Szkoły także znajdują się jedna od drugiej na wyżej wspomnianej odległości.
Nasz sowchoz Telmana ( nazwisko rewolucjonisty niemieckiego) miał w tym czasie trudności z pitną wodą.
Przywozili ją codziennie beczkami z gospodarczej części sowchoza znajdującego się o 4 km od administracji gospodarczej.
Całą ozdobą tej okolicy jest jezioro długie na 12 km i szerokie 2-3 km.
Za jeziorem widnieją skały, z których będą budowane domy, szkoły itp.
Żeby tych skał nałupać , trzeba niemało wylać potu.
Odległość do nich okrężną drogą wynosi 4-5 km.
Prawda, że niedaleko, ale trzeba pamiętać, że tu słońce nieraz w lipcu i sierpniu mocno przypieka.
Temperatura często dochodzi do 40 i więcej stopni ciepła.
A więc jajko w piasku można upiec.
Pracować, jak w kamieniołomach , tak i na budowie można tylko od godziny 6- tej do 10- tej i od 14- tej do późnej nocy, kiedy jest widno.
Zarobić na tej budowie można od 30-50 rubli, ale długo człowiek nie pociągnie przy tej robocie.
Wracam znowu do samego osiedla.
Jest ono nieduże, ale może być o wiele większe.
Teraz stoi pięć domów prawdziwych : dom administracji sowchoza, trzy domki niedawno pobudowane i dom pod szkołę oraz parę mieszkań- jurt kazachskich, których dachy ledwie widoczne nad ziemią , a całe wnętrze znajduje się w ziemi, z malutkim okienkiem w samym stropie.
Ściany wnętrza takiego mieszkania w jurcie kazachskiej są z gliny i pomalowane wapnem.
Sufit zbudowany z czterech krokwi drewnianych, na które kładzie się chrust, a na nie narzuca warstwę gliny, którą się przykrywa ziemią.
Ziemię tę, żeby jej wiatr nie rozdmuchał, pokrywa się gliną zmieszaną ze słomą.
Zagładza się tę masę i już jest mocny, nieprzemakalny dach.
Sufit wewnątrz takiej ziemianki doprowadza się do równości, tj obłamuje się , albo obcina nożem sterczące gałązki i obmazuje się je gliną dobrze wyrobioną z krótką sieczką słomy. Wyschnięty sufit bieli się wapnem.
Podłogę robią z gliny i bielą ją wapnem.
Mieszkanie wygląda z wewnątrz przyzwoicie.
Po dwóch tygodniach , a nawet po jednym tygodniu wypoczynku , niektórzy byli łagiernicy już wyjeżdżają samochodami w góry.
Stamtąd przysyłają pełne samochody płyt kamiennych – materiału budowlanego.
Ja i po dwóch tygodniach nie ruszam do pracy, mnie niespieszno, czegoś oczekuję.
I oto po 10 dniach zabierają księgowego do pracy w rejonie.
Na miejsce wolne poszukują człowieka mającego średnie wykształcenie.
Spośród byłych więźniów nie ma nikogo, oprócz mnie.
Więc się zgłaszam do pracy w księgowości.
Pierwsze dni księgowego
Zdał mnie księgowy liczydła i księgi, w których mam notować ilość przywiezionych kamieni i wypłaconej gotówki pracownikom.
Przejrzałem te księgi.
Nic w nich nie ma trudnego.
Wszystko jasne.
Podobne notatki prowadziłem będąc kierownikiem szkoły siedmioletniej .
Jednak z liczeniem w swojej szkole nie spotkałem się , bo nie zachodziła potrzeba.
Teraz jednak trzeba nauczyć się przesuwania tych kuleczek.
Zabieram ze sobą koc i liczydło.
Idę na wzgórek stepowy.
Rozściełam koc, kładę liczydło , wyciągam się na słoneczku
i z a c z y n a m n a u k ę l i c z e n i a n a l i c z y d ł a c h.
( Zaznaczam, że nie mam pojęcia o liczeniu na liczydłach i nie znam żadnych zasad uczenia się.
Mogłem pójść do pani księgowej w pegeerze- sowchozie- ale wstydziłem się .
Zaczynam od dodawania: odsuwam dwie kuleczki i chcę dodać 9 kuleczek do 2+8=10 kuleczek, a więc jedna dziesiątka i jedna kuleczka zostaje w jedności, równa się 1 d. i 1 jedn=11, próg trudności przełamałem . 29+8= do 9 jedn.+ 8 jedn. = 17 jedn.= 1 d. i 7 jedn. =1 dziesiątkę dodaję do 2 dziesiątek = 3 dziesiątki + 7 jedn.= 37.
36+ 36 =72= 6 jedn. + 6 jedn. = 12 jedn. Potem 3 dziesiątki+3dziesiątki+1 dziesiątka+ 2 jedn. = 7 dziesiątek i 2 jedn. Czyli 72.
Tym samym sposobem nauczyłem się odejmowania.
Codziennie poświęcam teraz pięć- sześć godzin na tę zabawę, na pozór dziecięcą, ale póki do niej człowiek nabierze wprawy trzeba się dobrze napracować.
Ta nauka- samouka.
Ale kto wytrwa, to osiągnie cel- nauczy się liczenia na liczydłach.
Trwała ta nauka przez cztery- pięć tygodni.
Z każdym dniem szło coraz lepiej.
I stałem się księgowym.
Otrzymywałem za tę pracę 450 rubli miesięcznie.
Dobra to zapłata.
Tak wysokie wynagrodzenie otrzymują tylko na dalekim południu albo na dalekim wschodzie.
Mnożenia i dzielenia nie uczyłem się na liczydłach.
c.d.n.


Jak widać pozytywnie myślący człowiek, wszystkiego się nauczy. Wydaje mi się że zaczynam widzieć koniec tułaczki.
Wiedział Jan, że ma się nie spieszyć do pracy. Mam tylko nadzieję że w tej pracy będzie miał spokój.