Śladami mojego Taty . Staśka, moja przyszła babcia i dzieciaki rakowskie

Właśnie taka była. Niewysoka, energiczna, bardzo ruchliwa zdominowała swoje rodzeństwo i oczywiście rodziców.

Wstawała bardzo wcześnie, lubiła oglądać niebo przybierające różowe barwy a potem rozświetlone refleksami słońca walczącego z chmurami. Wybiegała przed dom i wpatrywała się w ten teatr na niebie.

Nie przepadała za teatrzykiem lalkowym swojej mamy. Uważała, że wymyślanie bajek nie jest zajęciem dla niej. …Ale gdy dzieciaki przybywały na ich stryszek, a działo się to codziennie, bo Michalina- matka Staśki systematycznie prowadziła zajęcia z dziećmi Rakowskimi, Staśka stawała w sieni u podnóża schodków i z marsową miną sprawdzała stan czystości dzieciarni.

Walczyła z ich brudnymi głowami, koszulkami oraz butami. Jeśli miały buty, musiały je zdejmować i codziennie  sprawdzała stan higieniczny ich nóg. Stopy dzieci były zwykle były czarne, gdyż rzadko je myły i właściwie nie korzystały z butów. Zresztą większość butów w ogóle nie miała. Może była w każdym domu jakaś jedna para, którą zakładały kolejno, gdy wybierały się do kościoła.

Ponieważ Stanisława, czyli Staśka, nigdy nie przepuściła brudasa na stryszek, dzieciaki same zaczęły się myć. Ich rodzice byli zdziwieni, że przed studnią ustawiała się kolejka ich pociech. Potem się zorientowali, że odbywało się to przed planowanym wyjściem do domu Michaliny i Bolka. Powoli poprawiał się stan higieniczny całej wsi. Ludziska zaczęli dostrzegać , że właściwie jest przyjemnie, gdy nogi pachną szarym mydłem a spod pach nie wydziela się przykra woń.

Tak więc Staśka odniosła sukces.

Śladami mojego Taty. Pasja Michaliny.

 

 

Tak więc Bolek wreszcie odkrył prawdziwą pasję swojej żony.  

Jeszcze przed ślubem, gdy studiował Księgę imion, znalazł informację na temat tego, co przynosi dziewczynie imię Michalina.

Właśnie wtedy zaintrygowała go informacja, że do pełni jej szczęścia jest potrzebny nie tylko zwykły rodzinny dom, ale także możliwość realizowania swojej pasji a nawet praca zawodowa.

I dlatego zastanawiał się, czym go zaskoczy Michalina. Krótko mówiąc spodziewał się z jej strony jakiejś niespodzianki. Był przygotowany na różne pomysły, nawet parokrotnie chciał zapytać, ale unikała takich rozmów, znajdując jakieś błahe wymówki, a najczęściej zmieniała temat rozmowy.

Ale, jak mówili jego dziadowie, co się odwlecze to nie uciecze i przyszedł wreszcie moment wyjaśnienia zagadki.

Gdy weszli razem na stryszek, zobaczył królestwo Michaliny.

W centralnym punkcie stała najprawdziwsza miniaturowa scena, teraz zakryta miękką, czerwoną kurtyną ze zwisającymi z obu jej stron złotymi sznurkami zakończonymi miękkimi pomponami.

Pod ścianami siedziały dość duże, kolorowe, szmaciane lalki.

Poubierane odświętnie, ze sznurkowymi włosami, w kapeluszach, chustkach lub wiankach na głowach przytulały się do szmacianych chłopaków o szczeciniastych rozwichrzonych włosach.

U ich stóp leżały niewielkie materiałowe pieski, smok, koty. Był też jeden papierowy wilk i mały kogucik z gliny .  

To było królestwo jego żony, jej własne niezależne tajemne terytorium.

Teraz odkrywał inne oblicze Michaliny.

W jej oczach zobaczył nieznane mu do tej pory uśmiechnięte ogniki.

Wprawdzie miała trochę niepewną minę, patrzyła badawczo na męża, może bała się, że wykpi jej pasję.

Dlatego mu nigdy o tym nie opowiadała, bo to była w  końcu tylko zabawa. Zabawa lalkami, szmacianymi zwierzątkami, jednym słowem – kukiełkami.

Jednak Bolek nie zlekceważył tego, co ją interesowało. Był poważny, zaskoczony ale uśmiechał się radośnie i oglądał teatrzyk Michaliny z podziwem.

Podziwiał jej pomysłowość.

Bardzo mu się podobał teatrzyk Michaliny, ale najbardziej to, że już zdążyła zainteresować swoją pasją małe dzieci sąsiadów. Jak to się stało, przecież mieszkała tutaj od tak niedawna… 

 

Ze zbiorów własnych