Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz. ” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” ( 14 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

   

 

 

 

Cz.14

 

<<…     Lekarzem naczelnym nadal była dr Anna Braude- Hellerowa;  pracowali tu także dr Hanna Hirszfeldowa, dr Henryk Makower, dr Anna Margolisowa, dr Adina Szwajger i inni. Przez cały czas nie ustawał w pracy i opiece, w każdej sytuacji, Henryk Kroszczor.

     Do szpitala napływało coraz więcej chorych dzieci z durem brzusznym, a następnie z durem plamistym. Ich liczba rosła w sposób zastraszający. W krótkim czasie zabrakło miejsc i kładziono je po dwoje, troje do jednego łóżka. Śmiertelność była bardzo wysoka, nie tylko z powodu epidemii, ale i z głodu. Dziennie umierało ponad 40 dzieci. Rankiem wozy wywoziły z kostnicy stosy wyniszczonych trupów dziecięcych.

     Po wojnie dr Margolisowa omawiając ten okres powiedziała” „ Dzieci przybywały tu do szpitala już nie po to, by je leczyć, nie po to, by im dać jeść, lecz po to, by móc umierać z godnością człowieka”.

      Zamykanie domów, ulic, dezynsekcja, kwarantanny, kąpieliska nic nie dawały, gdyż w obliczu szalejącej epidemii potrzeby w tym zakresie były znacznie większe.

      Wobec maksymalnego przeładowania chorymi wszystkich pomieszczeń szpitalnych kierownictwo zdecydowało się w lipcu 1941 r. utworzyć filię szpitala przy ul. Leszno 80 ( róg Żelaznej), w dawnym schronisku dla uchodźców. Były tam nieprawdopodobne brudy, z zastraszającą liczbą pluskiew. Przystąpiono do sprzątania i wyczyszczenia pomieszczeń, by można było przewieźć tu część chorych. Profesor Hirszfeld pisał : „ Zwiedzając oba te szpitale , znajdujące się pod kierownictwem wspaniałego człowieka, dr A. Braude – Hellerowej, miałem  wrażenie, że było  lepiej  nie przedłużać życia tym biednym dzieciom. Były to ruiny ludzkie, dzieci sieroty, dzieci ulicy, z największej nędzy, mające za sobą straszliwą przeszłość, a jeszcze straszniejszą przyszłość”. Nie trwała długo  współpraca tych dwóch szpitali….>>

 

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz. ” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” ( 13 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

   

 

 

 

Cz.13

    

 <<…..  Już w październiku 1939 Niemcy wydali zarządzenie zabraniające lekarzom Żydom leczenia chrześcijan i odwrotnie- w  szpitalach żydowskich nie wolno było leczyć chrześcijan ani chorych Żydów umieszczać w innych szpitalach warszawskich.

     Od początku okupacji władze niemieckie przydzieliły do szpitala komisarza, lekarza Schrempfa, który zachowywał się brutalnie, grożąc miejscowym lekarzom pistoletem. Następnym komisarzem został lekarz z Inowrocławia, dr Wacław Korzenny. Był on bardziej ludzki, pomagał w trudnych sytuacjach, w zdobywaniu żywności, leków dla dzieci, szczepionek dla pracowników, w przedłużaniu pracy, zdobywaniu „ lewych „ dokumentów.

    Zimą 1939/40 r. pojawiły się pierwsze przypadki tyfusu plamistego. Wskutek nędzy, głodu i ciasnoty po upływie krótkiego czasu wybuchła epidemia. Profesor Ludwik Hirszfeld pisał w tym czasie: „ Szaleje dur plamisty. Epidemia porywa swe ofiary nieoczekiwanie. Wytwarza specjalny nastrój paniki. Duru plamistego boją się i Niemcy”. Już w lutym 1940 r. pojawiają się zachorowania na dur brzuszny, zwłaszcza wśród dzieci żydowskich, wyniszczonych głodem. Pisze dalej prof. Hirszfeld: „ Tysiące żebraków, cisną się wszędzie, niesamowite sceny, przypominające Indie. Matka karmi wyschłą piersią niemowlę, a przy niej trupek starszego dziecka. Albo umierający, albo udający umierającego, rozciągnięty na całą szerokość trotuaru….twarz wykrzywiona bólem, spuchnięta z głodu, nieraz odmrożone kończyny”. Warszawa dobrze pamięta ten okres z napisami na ulicach i domach: „ Teren skażony. Wejście wzbronione”…..>>

Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz. ” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” cz .7

Po niewielkiej przerwie wracam do wrzucania fragmentami artykułu dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz na temat historii dawnego Szpitala im. Dzieci Warszawy przy ul. Siennej/ Śliskiej. Tekst ten, zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie”  jest zamieszczony w rozdziale Szpitale Warszawskie w tomie CXXXIV : nr 2/1998  „ Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” , który jest rocznikiem zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego i ukazuje się od 1837 roku.

Poprzednie odcinki można znaleźć w zakładce pt. Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz a na zakończenie postaram się go wrzucić w tym miejscu w całości….

Cz.7   

 

<<…    W roku 1909 szpital na krótki okres przerwał pracę. Należało przeprowadzić gruntowny remont, a wnętrza w miarę możności i środków unowocześnić.

    Ogólna liczba leczonych tu dzieci w latach 1878-1915 wynosiła do 149; przeciętny odsetek zgonów- 12. W ambulatorium szpitala lekarze udzielali bezpłatnych porad w zakresie różnych specjalności dzieciom chorym zgłaszającym się z miasta. Ogółem w ciągu 38 lat udzielono 1 009 725 porad. Zgodnie z założeniem fundatorów, że szpital ma służyć leczeniu „ dzieci żydowskich i innych wyznań” , w ambulatorium leczono 30% dzieci chrześcijańskich w zakresie chorób wewnętrznych. Oprócz leczenia wykonano także 35 tys. szczepień przeciw ospie prawdziwej. Działalność ta stanowi niewątpliwie ogromny wkład pracy profilaktycznej w walce z jedną z najgroźniejszych chorób.

    W roku 1914 w szpitalu mieścił się przez krótki okres lazaret wojenny. W czasie I wojny światowej w budynku głównym leczeni byli chorzy z chorobami zakaźnymi.

    Sytuacja finansowa szpitala w 1916 roku stawała się coraz trudniejsza. Część członków rodziny Bersohnów zmarła, do zarządu szpitala powoływano ludzi nowych. Nie było źródeł dalszego finansowania szpitala. I tak z braku środków doszło do ostatecznego zamknięcia w 1923 r. Pogorszyło to i tak bardzo zły stan szpitalnictwa dziecięcego w Warszawie….>>

 

 

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej- Jakubowicz. Kilka słów o autorce( 2 )

 

Dopiero teraz , gdy nawiązałam kontakt z dr Moniką Czachorowską , dowiedziałam się , że dr Baśka, bo tak ją nazywałyśmy, żyje i można z Nią pogadać.

Dr Monika, która ma z nią stały kontakt przestrzegała mnie, że Baśka jest chimeryczna ( o czym zresztą wiedziałam), obecnie w dość kiepskiej formie fizycznej, ale zachowała wielką jasność i lotność umysłu. Zadzwoniłam więc z niejakim lękiem, mając w sobie niepokój, że nie zechce ze mną rozmawiać, może nie przypomni mnie albo nie wyrazi zgody na publikację spisanych przez Nią dziejów szpitala . Okazało się, że moje lęki były nieuzasadnione. Po tylu latach doskonale mnie pamiętała, wiedziała, że mam dużo dzieci , że kiedyś nawet zorganizowała spotkanie koleżeńskie w swoim mieszkaniu przy ul. Zajęczej, na którym też byłam. Tak więc opowiedziałam Jej o moich poszukiwaniach śladów naszego szpitala, o tym, że znalazłam o Niej informacje w necie ( o których napiszę później ) i przedstawiłam swój plan zamieszczania jej art. w moim blogu. Szkoda, by pozostał gdzieś w niedostępnej zwykłym ludziom bibliotece. Początkowo chciałam założyć odrębny blog pod Jej nazwiskiem, ale napotkałam jakieś niespodziewane przeszkody techniczne, więc zrezygnowałam i dobrze zresztą . Mój pomysł zaakceptowała w pełni, pozostawiła mi tzw.  wolną rękę w podejmowaniu decyzji, jednym słowem uzyskałam Jej aprobatę . Nie ukrywam, że sprawiło mi to wielką radość, bo materiał jest znakomity i niebawem przystąpię do wrzucania go fragmentami.

Ostateczną rozmowę odbyłam z Panią Dr Moniką Czachorowską, zaakceptowała  mój pomysł  i zgodziła się, by tutaj również się znalazł  Jej bardzo ciekawy artykuł….ale to będzie później….