Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz. ” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie” ( 13 )

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

   

 

 

 

Cz.13

    

 <<…..  Już w październiku 1939 Niemcy wydali zarządzenie zabraniające lekarzom Żydom leczenia chrześcijan i odwrotnie- w  szpitalach żydowskich nie wolno było leczyć chrześcijan ani chorych Żydów umieszczać w innych szpitalach warszawskich.

     Od początku okupacji władze niemieckie przydzieliły do szpitala komisarza, lekarza Schrempfa, który zachowywał się brutalnie, grożąc miejscowym lekarzom pistoletem. Następnym komisarzem został lekarz z Inowrocławia, dr Wacław Korzenny. Był on bardziej ludzki, pomagał w trudnych sytuacjach, w zdobywaniu żywności, leków dla dzieci, szczepionek dla pracowników, w przedłużaniu pracy, zdobywaniu „ lewych „ dokumentów.

    Zimą 1939/40 r. pojawiły się pierwsze przypadki tyfusu plamistego. Wskutek nędzy, głodu i ciasnoty po upływie krótkiego czasu wybuchła epidemia. Profesor Ludwik Hirszfeld pisał w tym czasie: „ Szaleje dur plamisty. Epidemia porywa swe ofiary nieoczekiwanie. Wytwarza specjalny nastrój paniki. Duru plamistego boją się i Niemcy”. Już w lutym 1940 r. pojawiają się zachorowania na dur brzuszny, zwłaszcza wśród dzieci żydowskich, wyniszczonych głodem. Pisze dalej prof. Hirszfeld: „ Tysiące żebraków, cisną się wszędzie, niesamowite sceny, przypominające Indie. Matka karmi wyschłą piersią niemowlę, a przy niej trupek starszego dziecka. Albo umierający, albo udający umierającego, rozciągnięty na całą szerokość trotuaru….twarz wykrzywiona bólem, spuchnięta z głodu, nieraz odmrożone kończyny”. Warszawa dobrze pamięta ten okres z napisami na ulicach i domach: „ Teren skażony. Wejście wzbronione”…..>>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *