I tak mijały dni tygodnie miesiące i lata mojej pracy w przychodni. Poznawałam różnych ludzi, ich zwyczaje, problemy, warunki w jakich mieszkali.
I właściwie pozostałabym w tym miejscu pracy gdyby nie stały, wewnętrzny imperatyw by zdobyć specjalizację.
Nie było to takie konieczne, gdyż pracowały ze mną lekarki, które nie miały żadnej specjalizacji, a całkiem dobrze sobie radziły.
Pewnie potem zmuszono je do zdobywania właściwych papierów.
Ale w warunkach pracy w przychodni nie było to proste. Oddelegowanie do szpitala na tzw staże specjalizacyjne nie odpowiadało kierownikowi przychodni, gdyż ubywało rąk do pracy. A robienie specjalizacji w ramach własnego czasu, bez dodatkowego wynagrodzenia wymagało wielu wyrzeczeń.
I jak już kiedyś pisałam na moją prośbę o takie warunki specjalizacji z pediatrii władze Zespołu Opieki Zdrowotnej nie wyraziły zgody.
Dlatego też kupowałam czasopismo pt. Służba Zdrowia i czytałam zamieszczane tam oferty pracy.
Któregoś dnia znalazłam notkę, że Szpital im. Dzieci Warszawy ogłasza konkurs na młodszego asystenta. Zabiło mi serce.
Już wcześniej gdy pracowałam przez chwilę w przychodni pediatrycznej, słyszałam od pediatrów , że jest to dobry szpital, sympatyczny zespół . Jednym słowem same superlatywy.
Dlatego, gdy znalazłam tę ofertę, poszłam tam jak w dym.
