Na medycznej ścieżce. Pediatria…

Staż na pediatrii był miły, mimo , że leżały tutaj chore dzieci.

W tamtych czasach nie było możliwe, by w oddziale równocześnie przebywali ich rodzice. Objawy choroby były nasilane przez dramat rozłąki. Ale byli to bardzo dzielni pacjenci i pozornie dość szybko przystosowywali się do narzuconych warunków. Jednak jaka była cena i późniejsze konsekwencje rozdzielenia z rodzicami, rozpoczęto się zastanawiać znacznie później. Dzisiaj już nie można sobie wyobrazić, by akceptować zwyczaje tamtych czasów.

Właściwością organizmów dziecięcych był burzliwy przebieg choroby.  Na każdą infekcję reagowały całym organizmem.  Zwykle równocześnie występowały objawy ze strony układu oddechowego, pokarmowego, moczowego. Nawet zwykły katar mógł powodować biegunkę.

Do oddziału przyjmowano takie dzieci , których stan kliniczny wymagał leczenia płynami i lekami podawanymi dożylnie, co nie było możliwe w warunkach domowych.

Po zastosowaniu właściwego leczenia  maluchy szybko wracały do pełni sił i naturalnego żywiołowego zachowania.  

Polubiłam pediatrię. 

Pacjent pediatryczny jest prawdziwy. Nie udaje, nie symuluje, nie dyssymuluje. Nieomal wszystkie objawy widać jak na dłoni a gdy troszkę lepiej się poczuje jest jak zwykle radosny.

Dopiero później spotkałam dzieci przewlekle chore. Ale to już inny problem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *