Leszku Drogi !
Wybacz, że ten Twój wspaniały tekst „ leżakował „ przez ponad miesiąc w moim laptopie.
Ale może czekał, by właśnie teraz przeczytał go Hirek ? Ma ostatnio chyba więcej wolnego czasu – i wierzę, że tu zajrzy , jak również Koledzy – bo Twoja opowieść miejscami zabawna ale też głęboko refleksyjna jest i nam wszystkim bliska . Wszak łączą nas wspólne studia od 1965 roku, a potem już tylko prawdziwa, wielokrotnie brutalna ale i piękna Medycyna…..
Za sprawą Leszka wróćmy na chwilę do dawnego czasu. Jak zwykle pisze On bardzo intymnie, bez osłonek podaje nam prawdę o swoim wnętrzu – pokazuje swoje Człowieczeństwo – wątpliwości, rozterki , oczekiwania, przemyślenia…. Może przefiltrowane przez minione lata – a może już w Nim obecne od zarania ???.
Czy za Jego sprawą zajrzymy do swoich serc, dusz i sumień ? Nie wiem czy Inni, ale ja tak ….
Jak zwykle przepraszam Autora poniższego tekstu za dodane ” buźki ” – nie mogę się powstrzymać by się do Ciebie nie uśmiechnąć, Leszku ….
Egzaminy
EGZAMIN WSTĘPNY na medycynę opisywałem we wspomnieniach o Teresce Gawrońskiej – M. ( jest to 10 wpis tego blogowego pamiętnika Leszka – przyp. Z.K. )
Biologia a medycyna – mój temat – dlaczego można i nie można doświadczeń na zwierzętach przenosić na ludzi, czym się różnią…..
Biologia, chemia, rosyjski, na piątkę….
…. ale za fizykę czwórka i dlatego byłem dopiero! 21 na liście przyjętych . 🙂
Śp. ANDRZEJ HYŻY miał 120 punktów !!! .
Imponował mi i dlatego na drugim roku razem z Nim zaczęliśmy równolegle studiować chemię w Collegium Chemicum.
Wszak byłem kiedyś wojewódzkim laureatem chemicznej olimpiady …
Szybko się zniechęciłem do tych dodatkowych studiów – później Andrzej – też. ( nie jestem pewna, czy to było zniechęcenie, czy chroniczny brak czasu na studiach medycznych – przyp. Z. K. )
Zresztą już wtedy ogromny na mnie wpływ miała przyjaźń z Kajtkiem Pietrykowskim.
To On mnie zaraził Filharmonią, potem też studiami psychologii, nurkowaniem, żeglarstwem. Kursy prowadził późniejszy Docent Marek Orkiszewski ( bardzo zdolny chirurg dziecięcy o niewyparzonej gębie…). Dlatego byliśmy po trzecim roku na obozie studenckim dla nurków nad Jeziorem Narie. Schodziliśmy zaledwie na 8 metrów, ale polowania z kuszą na szczupaki i węgorze w nocy… to było TO !!!
Tam mieszkałem w jednym namiocie z medykiem 5 roku z Wrocławia. Deszcz, zimno, sami w namiocie bo się nic nie działo i gra w trzy zapałki. Jak przy hazardzie. Grałem dopóki nie przegrałem całej forsy. Powiedział mi prawdę która została na całe życie i się przydała nie raz :
Jeśli grasz to musisz wiedzieć kiedy przestać.
Potem w czasie praktyki studenckiej w Glasgow po czwartym roku od jednorękiego bandyty wygrałem chyba ze sto funtów – zaczynając od własnych dziesięciu kieszonkowego za praktykę. Oczywiście jak to hazardzista wszystko przegrałem – ale tej mojej dziesiątki już nie postawiłem. Dzięki za lekcje z obozu dla płetwonurków ! . A za tą dziesiątkę kupiłem dwa lekkie śpiwory, które służyły chyba ze 20 lat i prezenty dla siostry i Mamy.. 🙂
Wówczas też odwiedziłem Hospicjum Świętego Krzysztofa na Laurie Street w Londynie gdzie terminalnie chorzy pacjenci wystawiali Hamleta. Desdemonę grała pacjentka umierająca na raka. Nie zapomnę Jej szczęścia. Całe życie marzyła, żeby tę rolę zagrać i po przedstawieniu mówiła że to najszczęśliwszy dzień Jej życia …
WARTO WALCZYĆ DO KOŃCA, BO NIE WIADOMO CO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ NAWET W OSTATNIEJ CHWILI.
Pacjenci terminalnie chorzy dostawali marihuanę, haszysz, morfinę by umierać szczęśliwymi i bez bólu. Nigdy nie mogłem i nie mogę nadal pogodzić się z zakazami tych leków dla cierpiących terminalnie.
Potem zaangażowałem się w ruch Hospicyjny pod kierunkiem Profesora Łuczaka z Poznania i dr Walden-Gałuszko z Gdańska. Zresztą to może być często naturalny koniec choroby nowotworowej a pacjent jest moim pacjentem do końca swego życia ….
Później – w Lipnie, zorganizowałem opiekę terminalną na swoim oddziale przy pomocy i pod kierunkiem dr Zbyszka Kaczmarka z Włocławka ….
[ Ale tematem na dziś Leszku miały być egzaminy, więc wracaj od tamtych wspomnień, które zresztą też były jakąś formą egzaminów – choć egzaminów z życia – wracaj do czasów studenckich, wspólnych i niezapomnianych ]
EGZAMINY NA STUDIACH :
Biologia.
Zlekceważyłem.
Co, ja – piątkowy uczeń z liceum nie będę wiedział?
Nie przyłożyłem się i pierwsza trójka, którą potem – zresztą na własne życzenie poprawiłem u ówczesnego DOCENTA GERWELA na piątkę.
To był też skutek kompleksu nie bycia rodowitym poznaniakiem !
Jedyna trójka na dyplomie była z Farmakologii u Profesora Chodery – z mojej winy. Chciałem podać jeden miligram digoksyny – o zgrozo!!!. Należała się ta zła ocena , ale przez to nie było czerwonego dyplomu. 🙂
Anatomia.
Aula na Polnej. Profesor Kołaczkowski, „Aurea Scapula”. Można zdawać na sali przy wszystkich . Zapisałem się.
Gdy mnie wywołał – zapytał – gdy jeszcze byłem na górze – jakimi mięśniami kieruje nerw jedenasty. Schodząc – wzruszałem ramionami. PROFESOR KOŁACZKOWSKI: ” A to kolega nie wie…”. Nie, ja tylko pokazałem Panu profesorowi którymi mięśniami”. Sala w śmiech. Potem poszło jak z płatka. Dostałem brawa, ale jakoś nie uwierzyłem w siebie.
Miałem kompleks wobec „tubylców – poznaniaków”. Dlatego zbliżyłem się do Kajtka Petrykowskiego i Andrzeja Hyżego. Dyskusje wspólne o Lemie, droga na pieszo po Koncertach Poznańskich w Collegium MInus do Gospody Targowej na Grunwaldzie z dyskusją o „Dzienniku znalezionym w wannie”, Lema, którego i tak do końca nie zrozumiałem.
Histologia
Kochany PROFESOR KIERSZ!
Wielbiciel Wielkiego Brachet’a, którego czytałem przed studiami.
Piątkę dostałem bo trochę niedosłyszał. Po wspaniałej i dobrej dyskusji – na koniec chciał sprawdzić moją znajomość norm poziomu glukozy we krwi. Pustka w głowie, ale z rozpędu – niewyraźnie, ale z pewnością siebie – wystrzeliłem: ” … dziesiąt miligram procent Panie Profesorze”.
– …Dobrze 🙂
Jedną z nielicznych czwórek dostałem z chirurgii. To było jak wyzwanie.
CHIRURGIĘ MOŻNA KOCHAĆ ALE BEZ WZAJEMNOŚCI.
Tak zresztą układało się dalsze życie.
Przyjemność w dawaniu bez oczekiwania na nagrodę ….
I wspaniała nauka PROFESORA KOTARBINSKIEGO z „Traktatu o życiu godziwym” z rolą „opiekuna spolegliwego” na którym można polegać…
Wszystkie zdjęcia Leszka Milanowskiego ( legitymacyjne, z Córkami i Wnukiem ) z internetu












