Któregoś dnia moja śródborowska rodzinka zaproponowała kolejną wycieczkę. Naturalnie się zgodziłam, bo dużo wiedzą i zawsze coś ciekawego pokażą. Tym razem było podobnie. Mazowiecki Park Krajobrazowy nie tylko jest piękny i urozmaicony, bujny, z wiekowymi sosnami o przedziwnych kształtach , wydmami , bagnami, oczkami wodnymi i meandrującymi strumykami, ale też ukrywa wiele tajemnic. To wymarzony teren do spacerów i poznawania świata.
Tym razem powędrowaliśmy ze stacji kolejowej Śródborów przez sosnowe bory prześwietlane słońcem i dalej brzegiem rezerwatu „ Pogorzelski Mszar” , przekroczyliśmy meandrującą Pogorzelską Strugę docierając na Czerwoną Drogę , obejrzawszy po drodze schrony i wylądowaliśmy w ośrodku edukacyjno- muzealnym „Baza Torfy”
I po tej wycieczce przed laty, jako Łuka napisałam w nieistniejącym portalu MM Gorzów (o którym już ode mnie słyszeliście) o Czerwonej Drodze ….miejscu dla mnie najbardziej magicznym


Na poboczu Czerwonej Drogi znalazłam fragment muru , innych nie było. Czy faktycznie z Warszawy? Jeśli tak, to czy z 1940 roku czy z 1944?
Jest taka droga w podwarszawskim lesie – Czerwona Droga .
Ukryta w lasach otwockich . Piękna groźna i tragiczna. Czerwona od cegły domów zniszczonej Warszawy i od krwi mordowanego świata .
Pociąg wolno opuszcza Warszawę. Zostawiam to miasto , którego miało nie być . Wzniesione na ruinach. Żywe, tętniące , oszpecone złą i przypadkową architekturą. Ale jest piękne , trochę moje .
Jadę na wschód .Jeszcze Wisła niesforna leniwa i wielka. Potem kolejne stare stacje kolejowe. I sosny ogromne , brzozy wiekowe.
Wypatruję ocalałych nielicznych już drewnianych domów . Wszystkie są w niepowtarzalnym bo pomieszanym stylu nazwanym przez Gałczyńskiego świdermajer. To Andriolli takie zaplanował, biorąc najciekawsze wg niego elementy architektury szwajcarskiej, schronisk alpejskich i podmoskiewskich dacz.
Za Otwockiem Śródborów.
Tutaj wysiadam. Idę w głąb Mazowieckiego Parku Narodowego. Jestem sama z moimi myślami. Wiem, że niedługo pokaże się niezwykła Czerwona Droga. Już jest. Bardziej czerwona niż na zdjęciach. Siadam na brzegu tej drogi.
Wyjmuję przewodnik i czytam.
Droga prowadzi do części tzw. Przedmościa Warszawskiego ( Bruckenkopf Warschau). Jeszcze można obejrzeć pozostałości fortyfikacji . Tak, tak widziałam….
Ich historia sięga wczesnych lat wieku XIX. Myśl utworzenia linii obronnej Warszawy powstała w głowach Rosjan.
W roku 1823 rozpoczęli i do 1915 roku prowadzili budowę Warszawskiego Obszaru Warownego. Początkowo w widłach Wisły i Narwi wzniesiono twierdze Modlin, Warszawa, Zegrze a następnie, ok. 1890 r. zdecydowano tworzyć linię fortów i umocnień polowych na wschód od Warszawy .
W sierpniu 1915 roku Niemcy zajęli ten rejon i nadal fortyfikowali do 1918 roku , przygotowując się do obrony Warszawy ze wschodu. Niemieckie dowództwo wróciło do rosyjskiej koncepcji ufortyfikowania wschodniego przedpola stolicy w oparciu o naturalne przeszkody terenowe, lokalne wzniesienia i dolinki zabagnionych . Zamiast ciężkich fortów zdecydowano wznieść liczne niewielkie schrony oraz silnie rozbudowane pozycje polowe. Wybudowaną nowoczesną linię obronną nazwano Bruckenkopf Warschau ( Przedmoście Warszawskie .)
Potem nastała Polska, nasza, cudem odrodzona. W 1919 polskie dowództwo zezwalało o na rozbiórkę umocnień niemieckich.
Jednak w 1920 r. wobec zbliżającej się armii bolszewickiej przystąpiono do prowizorycznej odbudowy.
W dniach 13-17. VIII 1920 roku ufortyfikowanego odcinka „Wiązowna” bronili przed bolszewikami żołnierze 15 DP gen. Władysława Junga. Dawne linie umocnień niemieckich pokrywały się z 2 linią obrony Warszawy wyznaczoną 5.08.1920 roku przez gen Franciszka Latinika. Odegrały znaczną rolę w czasie Bitwy Warszawskiej . Umocnienia te powstrzymały napór Armii Czerwonej, chociaż w rejonie Radzymina zostały przełamane. Obroniony został fort w Beniaminowie a z linii schronów pod Wiązowną atakowała w kierunku wschodnim polska 15 DP.
W 1921 roku , w Rydze podpisano traktat pokojowy z Rosją i przystąpiono do ostatecznej rozbiórki umocnień.
W czasie II wojny światowej, w latach 1940-41 niemieckie wojska ponownie przystąpiły do odbudowy Przedmościa Warszawskiego na gruzach umocnień z I wojny światowej.
Jesienią 1940 roku przygotowywano drogi dojazdowe , budowano rowy strzeleckie , zapory przeciwczołgowe i p/piechocie oraz wzmacniano schrony żelbetowe. Do pracy zmuszano okoliczną ludność, a szczególnie Żydów.
W maju 1941 roku wstrzymano budowę, koncentrując się na przygotowaniu ataku na ZSRR.
Dopiero w VI i VII 1944 saperzy , jednostki wartownicze i spędzeni cywile pospiesznie przygotowywali Przedmoście do obrony. Szczególnie uwzględniano obronę linii kolejowej Warszawa- Lublin, po której jako ruchoma bateria kursował pociąg pancerny.
Cegłą z gruzów Warszawy utwardzano stare trakty Gliniane- Karczew, Okoły- Otwock Wielki. Do dziś pozostałości tych dróg w Lasach Otwockich nazywane są „ ceglankami” lub Czerwonymi Drogami.
Do czasu nadejścia Rosjan Niemcy nie zdążyli przygotować całej linii do obrony.
W końcu lipca 1944 roku wojska wchodzące w skład 1 Frontu Białoruskiego właśnie tutaj przełamały linię frontu .
Podczas walk o południową część Przedmościa Warszawskiego dostał się do niewoli gen Frank. Załamało się prawe skrzydło 9 Armii Niemieckiej. Stracili pociąg pancerny…
Obecnie pozostały, najlepiej zachowane fragmenty umocnień w rejonie Dąbrowickiej Góry, na szczycie której znajduje się ciężki schron obserwacyjny typu 120a( Regelbau 120 a). Ma wymiary 14×11,5 m.. Jest jednym z najcięższych obiektów wybudowanych przez Niemców na Przedmościu Warszawskim. Grubość jego ścian stropów wzmocnionych belkami stalowymi wynosi 2 m. …
Zamykam książkę. Dużo tej historii. No cóż mamy to nieszczęście mieszkać na szlakach które odwiecznie przemierzały różne wojska. Czy tego chcieliśmy czy raczej nie, byliśmy deptani…

Czerwona Droga jak krzyż…..
Jest cisza. Nadal siedzę przy Czerwonej Drodze.
I słychać szum. Nie wybudzam się z zadumy.
Bo widzę ludzi w mundurach, słowa rosyjskie, niemieckie i polskie. Mnożą się obrazy , daty, historia przepływa obok.
A przede mną Czerwona Droga .
Z wilgotnej dusznej mgły wyłaniają się furmanki.
Całe rzeki wolno płynących furmanek.
Czarne poskręcane włosy , ostre długie nosy i oczy furmanów z zapamiętanym obrazem płonącej Warszawy. I ludzi podobnych z łopatami na wozach też widzę.
Jadą wolno.
Na wozach mają swoje serca złamane klęską, poniżeniem i cegły czerwone . Cegły starej nieistniejącej Warszawy i ludzkie wśród nich szczątki.
Ich świat się kończy.
