” Letni tryptyk czyli wspomnienie z Letniej”

Pod  tutejszym wpisem sprzed kilku dni  zatytułowanym  „Rozmowa” wielu moich przyjaciół zamieściło swoje opinie , zwykle wspierające, które dodały mi sił i spowodowały, że  odzyskałam radość życia. Dzięki Kochani.

W jednym z komentarzy Grażyna tak  napisała: „ dlaczego sam mądrala nie pisze…”

Wtedy się odezwał Sylm, mój Rozmówca. Pewnie nie wytrzymał, albo dopiero zajrzał do blogu.

I oto wczoraj  znalazłam taki oto Jego komentarz:

„Te rozmowy to ze mną. Codzienne, w słońcu i na mrozie. A kiedyś „mądrala” też napisał. Coś o jakimś letnim. Podobno tekst się jakimś cudem uchował. Może Zosineczka zamieści. Pozdrawiam blogerkę i jej wiernych czytelników.
Sylm”

„Te rozmowy to ze mną. Codzienne, w słońcu i na mrozie. A kiedyś „mądrala” też napisał. Coś o jakimś letnim. Podobno tekst się jakimś cudem uchował. Może Zosineczka zamieści. Pozdrawiam blogerkę i jej wiernych czytelników.

Sylm”

Odpisuję więc tutaj :

Zosineczka dziękuje za pozdrowienia i za chwilę  zamieści  to, co uratowała przed zagładą.

Pewnie Sylmie ( mój znakomity i bardzo mi bliski kolego z LO) chciałeś udowodnić, że nie tylko jesteś „ mądralą” ale masz całkiem dobre pióro. Wielka szkoda, że nie dajesz się namówić do dalszego pisania. Ale cóż, podobnie jak poglądów, czy odczuć narzucić komuś  pisania się nie da. Po prostu nie i już…..

 

Ale po kolei.       

   W  2008 a może 2009 roku dowiedziałam się, że istnieje portal MM- moje miasto- Gorzów. Odezwały się dawne sentymenty do miasta w którym się urodziłam i dojrzewałam. Najpierw ostrożnie tam zaglądałam, by się zorientować o czym ludzie piszą. Okazało się, że jest fajnie, czasami przytulnie, czasami bojowo. Można było zamieszczać różne teksty, niekoniecznie  związane z Gorzowem. Po prostu każdy pisał jak chciał i co chciał ( oczywiście w ramach przyzwoitości i pod kontrolą profesjonalnych redaktorów). Powstawała miła historia ludzkich zainteresować umiejętności „ literackich”, etc. Tym chętniej przystąpiłam  do grupy piszącej i komentującej.        

    W pewnym momencie na naszym gwiaździstym MM kowym firmamencie pojawiał się nowy obiekt. Od razu wzbudził wielkie zainteresowanie czytelników i komentatorów oraz nadzieje, że będzie pisał dalej. Ale nie miał ochoty. No cóż, znane są w historii literatury osoby, które błysnęły tylko jedną powieścią, a potem zamilkły. Jak np. E.J. Bronte  i jej „Wichrowe wzgórza”….:)

 

Niestety po pewnym czasie zmieniono nazwę i formułę portalu . Stał się zwykłym, jakich wiele, portalem informacyjnym i dla nas już nie było tam miejsca.

O planowanej zmianie uczciwie nas poinformowano , można było się powtórnie zalogować. Ale i tak większość naszych „ artykułów” uleciała w niebyt.

Udało mi się skopiować kilka ciekawszych, i dzięki temu przedłużyłam im życie, chociaż ukryte w moim komputerze.

I pozostali mi przyjaciele z tamtych czasów, wartość nad wartościami. …

 

To tyle tytułem wstępu.

 

A teraz przyszła pora na  uratowany od zagłady tekst Sylma, wspomnianej  MM kowej gwiazdy…Zapraszam więc do czytania….

 Letnia.JPG

Gorzów,nasza Letnia trwa….zdjęcie własne z 2008 roku

 

 

 

6.10.2009 MM G.

 

„ Letni tryptyk czyli wspomnienie z Letniej

 

 

Czerwiec 1968.

 

Słoneczny dzień. Siedzę w Letniej i czekam. Na Nią. Zwykle umawialiśmy się w Nowej, dziś chciała w Letniej. Nie zastanawiam się dlaczego.

 

Już widzę jak nadchodzi. Śliczna w jasnej sukience. Pewnie moja. Trzy miesiące wcześniej, w Wielkanoc wszystko jej powiedziałem. Nie usłyszałem „nie”.

 

Już jest. Powitanie, siadamy. Brzydki stolik pospawany z stalowych prętów z mozaikowym blatem, równie ohydne krzesełko. Co tam, ważne, że już jest, że przyszła. Przed nami trzy miesiące wakacji. Będzie dobrze.

 

Cóż to? Na palcu złoty krążek. Obrączka. Skąd? Dlaczego nie powiedziała, że to już niedługo?

Jeszcze próbujemy rozmawiać. Głupie pytania, głupie odpowiedzi. Bez sensu. Nie ma już ŁU., jest KONO.

Wychodzimy. Każde z nas idzie w innym kierunku, do swojego życia. Na długo.

 

1968–2008.

 

Przez wiele lat nie wchodzę do Letniej. Jest jak bolący ząb, którego dotyka się językiem, żeby przekonać się czy jeszcze boli. Spoglądam przez szyby, czy na lewo od wejścia stoi jeszcze ten stolik, świadek tamtego zdarzenia sprzed lat.

Długo stał. Czasy się zmieniały, a on trwał. Wreszcie zniknął. Wtedy wszedłem i zamówiłem wódkę.

 

Czerwiec 2008.

 

Stoimy przed wejściem do Letniej. Przyjechała po latach do Gorzowa .Już nie pasuje do nas określenie „ludzie w średnim wieku”. Ten etap za nami. Letnia to punkt, z którego przed 40 laty wyruszyliśmy do dorosłego życia. Koło się zamknęło.

 

Jest wczesne popołudnie. Ponury deszczowy dzień. Na tarasie gwarno. Piwo leje się strumieniami. Małozębne pani uwodzą podobnych do nich panów. Uwiedziony stawia piwo, kupuje papierosy.

 

Chcę wejść do środka, na lewo tam, gdzie był tamten stolik, którego już nie ma. Nie chce.. Pewnie, Letnia to nie La Bocca. „

 

 

I jeszcze mój ulubiony  komentarz, jeden z wielu  :

Dobre bo osobiste, opowiedzianą historię każdy może przełożyć emocjonalnie na własne doświadczenia „sercowe” a wiadomo nic nie przejmuję jak coś co się samemu doświadczyło. Prawdopodobnie każdy ma taki swój stolik i swoją „Letnią”. Będąc praktycznie od zawsze mieszkańcem Gorzowa (z kilkuletnią przerwą) mam dużo miejsc, które powodują u mnie szczególne emocje i mieszanki odczuć, człowiek to nie tylko ciało, nie tylko teraźniejszość, to strasznie zawiła mieszanka wspomnień i różnych uczuć – o tym przypomina nam autor. Idąc przez miasto spoglądam, tu była kiedyś moja szkoła, tu całymi popołudniami kapaliśmy z kolegami piłkę, a tu z mamą nauczycielka szedłem na lody po pochodzie 1-wszo majowym. To już nie te miejsca, ale wspomnienia jakże żywe.

Pozdrawiam,
Muminek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *