List od Jacka. ” Strach”

I ostatni już odcinek historii z Chopperem, naczelnym australijskim gangsterem. Opowiada syn mojego brata  Zenona- Jacek Łukaszewicz. Dla tych, którzy nie czytali poprzednich odcinków wyjaśniam, że Jacek jest moim bratankiem, operatorem i reżyserem z Sydney i miał zrobić kolejny film…..

 

Album5książekXhopperRead.JPG

Album 5 książek Choppera. Zdjęcie z netu…

 

“ Strach “

 

Wpadłem na pomysł, aby jeden z epizodów filmy był na temat filozofii tatuaży itd.

Ostatni dzień zdjęć, już nic nie miałem do stracenia. Siedziałem w hotelu z

Choppem i po raz wtóry słuchałem tych samych opowieści.

– słuchaj Mark….częścią tego dokumentu będą tatuaże, więc muszę sfilmować

twoje….

Mark spojrzał na mnie, zapalił skręta.

– nie..

– czego się boisz?….tatuaże to ty, bez nich byłbyś półchoperem

tylko…kogo się boisz?….

– ja się nikogo nie boje…..

– to ściągaj koszule…

Skręciłem jego tors.

– ściągaj spodnie…

Całe nogi w tatuażach. Został w majtkach.

– ściągaj majtki….

– ściągać to ty sobie możesz, smarku….jak zobaczę siebie na filmie w

gaciach, to cię zabiję….

Na koniec miałem Choppa w gaciach.

Przyjechałem do studia nazajutrz. Jakimś pogrzebem powiało. Zaglądam do

montażowni – żywego ducha. Wchodzę do Lisy.

– kto umarł?….

Wyciągnęła kopertę z szuflady. Nigdy nie była skora do płacenia w takim

tempie. Wyjąłem kasety.

– tu masz ostatnie materiały….gdzie montażysta?…

– na razie wstrzymaliśmy produkcję….

– jak to, przecież to materiał na wczoraj….to złoto nie

materiał….słuchaj, ja zacznę montować…

– to nie o to chodzi…..

– a o co, o co chodzi?…

– chodzi o to, ze wczoraj przyleciała żona Choppa aby z nim pogadać. Po

pięciu minutach przyszedł do mnie Chop i powiedział, że żadnego filmu nie

będzie. Nie mieliśmy wyjścia. Zapłacił za nasze koszta i oddaliśmy mu cały

materiał….

– ….gdzie są kopie?…

– …nie ma….

– co znaczy nie ma?…

-….nie zrobiliśmy….

– ….podpisał zgodę?…..

– …nie podpisał….

Przez chwilę miałem wizję wydłubania jej oczu i naszczania w to tępe

bezmózgowie.

– oddaliście surówkę całą?….

Jacyś ludzie zaczęli się przewijać. Pochyliłem się nad nią i wyszeptałem.

– ….miałaś najlepszy materiał na hit pod każdym względem…..harowałem

jak wół….kretyna z siebie robiłem…wysłuchiwałem i tolerowałem jakieś

wyzwiska ćwierćinteligentów….robiłem to dla filmu, a nie dla jakiejś

twojej kasy….ten psychopata mało mnie nie zabił….

– ….on cię szanuje…..

– ….mam w dupie szacunek…..no i chuj….nie ma filmu….i ty jesteś

producentka?….ty jesteś tylko córcia swojego tatusia, ale bez jego

jaj….

-…Jacek, nie było innej możliwości….

– …bo co, baliście się, czego, kurwa, kogo?….

– …widzisz jak przyleciała żona Choppa, to on się przestraszył….”

 

 

List od Jacka. “ Uncle Chop Chop “

ChopperOpowiada.jpg

Z netu….Chopper….czołowy australijski gangster artysta i filantrop….

 

Jacek Łukaszewicz , mój bratanek kontynuuje swoją opowieść o ich spotkaniach i planach filmowych….

 

 

“ Uncle Chop Chop

 

Z ulgą skończyłem kolacje z Lisą.

Wczołgałem się do łazienki.

Wrzuciłem

obsrane gacie do pralki i wziąłem długą wannę pod prysznicem.

Zasnąłem. Śniło mi się, że grałem w ruletkę z Chopperem i zesrałem się ze

strachu.

– nie lubię tego chuja….

Chopper zaciągnął się cygarem, patrząc na okładkę filmu pod swoim tytułem.

Siedzieliśmy na dachu hotelu Intercontinental jakieś cztery dni po ruletce.

Zaśmiałem się…

– przecież to ty, Mark….

– jaki ja?….jaki ja?….nie widzisz kurwa, że ten chuj ma inny tatuaż niż

ja?….

– to przenośnia….metafora….

– ty mi nie pierdol…..reżyser i aktor mieszkali u mnie w domu, aktor w

rolę się wczuwał, czy coś takiego…później dali mi pół bańki za

konsultacje….

– no, to jesteśmy bogaci….

– tak, kurwa, ale tą kasę rząd chciał ukraść….

– no i co zrobiłeś?….

Chopper pociągnął whiskey i zaciągnął się papierosem.

-….oddałem….

– jak to oddałeś?….

– oddałem na szpital dziecięcy w Melbourne….

– pół banki?….

– no…i kilka miesięcy później była wielka gala dla sponsorów

szpitala….

– no, to byłeś vipem….główny sponsor, Judym, Patch Adams, filantrop: Mark

Brandon “Chopper” Read….

– ….nie dostałem zaproszenia…..dyrektor szpitala przeprosił, ale

wspomniał, że mężczyzna bez uszu z moją przeszłością nie bardzo komponuje

się….

– no i co?….

– ,,,,gówno….dzieci mnie polubiły…..teraz biegają za mną po ulicach i

przez ten pierdolony film wołają za mną: wujek Chop Chop, uncle chop

chop….

Zaśmiałem sie.

– …to nie jest śmieszne….ale rząd centa nie zarobił….”

 

List od Jacka Łukaszewicza. ” 60 Minut na Godzinę”

ChopperOkładkaAlbumuWywiadZSzaleńcem.jpg

Chopper z netu. Zdjęcie okładki z albumu „Wywiad z szaleńcem”

Kolejny odcinek opowieści bratanka o spotkaniu z najsłynniejszym australijskim gangsterem ale też showmanem i …filantropem Chopperem. 

Mała informacja dla tych, którzy zajrzeli tu po raz pierwszy- syn mojego nieżyjącego już brata- Zenona, Jacek Łukaszewicz, ukończył wydział operatorski i reżyserski w Sydney i mieszka tam stale za wyjątkiem krótkich wypadów do Polski i gdzieś w świat daleki…..

 

“ 60 Minut na Godzinę

 Chopper umarł w zeszłym roku na raka żołądka, czy jelit –  czy coś takiego.

Kilka tygodni przed jego śmiercią byłem w Melbourne i odwiedziłem go u

niego w domu w Collingwood. Wynędzniały był,  rosnące wzdęcie ponad

brzuchem deformowało jego tatuaże. Był w wielkim bólu, ale tak naprawdę to

irytowało go to, że coś tam w sobie nosi, czego nie może zwalczyć.

– gdybym mógł to gówno zabić, to wpakowałbym sobie cały magazynek w

brzuch….

– boli cię….

– to ból dla dzieci…..

Żona Choppa nalała dwie pełne szklanki, zabrała butelkę i wyszła.

Chopper wychylił łyczkiem,  wyjął piersiówkę i zalał nią szklanę, po czym zapalił

skręta.

– lekarz mi powiedział, że nie mogę pić i palić…..bo to szkodzi….pytam

go ile mi czasu zostało?…. zamyślił się i powiedział, że cztery tygodnie

przy chemio i radio terapii, albo trzy tygodnie bez….

Wychylił szklankę, dmuchnął we mnie dymem ze skręta i nalał sobie kolejkę.

Zapaliłem papierosa.

– nie żałujesz naszego filmu?….

– teraz tak, ale wtedy wiesz jak było…za tydzień mam spowiedź w „60

Minutes”…mój ostatni występ przed śmiercią….obejrzyj Jacek….poszczasz

się ze śmiechu….

– postanowiłeś wszystko powiedzieć?….

– wszystko powiedziałem tylko tobie, ty gnojku…nie gniewaj się….im

powiem to, co chcą usłyszeć….napijmy się….

Mark powiedział mi wszystko.

To był skomplikowany projekt.

   Po pierwszym tygodniu Chop mnie zaakceptował, w drugim tygodniu zapomniał o kamerze i całym złomie. W trzecim i czwartym tygodniu opowiedział mi wszystko.

Wszytko znała tylko jego żona.

Wypiliśmy skocza.

– nie gniewam się….znam cię na tyle, że jestem już nieczuły dla

wygody….

– skąd wiedziałeś, że lubię Pink Floyd?….

– twoje zdrowie, uncle chop chop….

– gdybym mógł się ruszyć, to bym ci przypierdolił za tego wujka….

– pamiętasz nasza ruletę?…

– no….spodobałeś mi się, bo miałeś jaja….

-….tak, ale obsrane….

– wiem, poczułem zapach curry, którą zjedliśmy przed rozmową….

– to czemu się zgodziłeś na film?….

– bo ty się zesrałeś bez mrugnięcia oka….a dla mnie to są jaja….

– ….jesteś sadysta….

– nigdy nie zabiłem nikogo, kto by na to nie zasłużył….dobrze wiesz…..

Upiliśmy się jak te mopsy, po czym razem z jego żoną położyliśmy Choppa do

wyra i to był ostatni raz kiedy go widziałem żywego.

Tydzień po jego śmierci wyemitowano specjalne jedno godzinne 60 Minutes.

Oczy Choppa na ekranie spowiadające się z morderstw nigdy nie udowodnionych, wpatrzone we wszystko rozumiejącą królową 60 Minutes, przypomniały mi rosyjską ruletkę.

Zeszczałem się ze śmiechu…..”

 

 

List od Jacka. ” Ruletka”

Chopper.jpg

Zdjęcie z netu. Chopper, największy australijski gangster…

 

Mój bratanek, Jacek Łukaszewicz opowiada o spotkaniu z Chopperem- oto cd.

 

“ Ruletka .

 

Kończyłem śniadanie z Lisą.

– dobra, masz wszystko, ale jak się nie spodobasz Chopperowi, to

wypadasz….

– zobaczymy…

Nie wiedziałem jak go ugryźć na początek. Na pierwszy wywiad wybrałem starą

cegielnię. W takich miejscach chłopcy grali w rosyjska ruletkę.

Chopper nie lubił cyrku, wiec poszedłem sam z kamerą, światłem i dźwiękiem. Wcześniej

kupiłem w sklepie pistolet, zabawkę, taki bębenkowiec. Ustawiłem „złom”,

pojawił się Chopper. Usiadł przy stole, wyciągnął piwo, whiskey i skręta

wielkości cygara.

– piwo?…

– może jak skończymy, w pracy nie piję….

– whiskey?….

– nie, no mocnych trunków w ogóle nie pijam….

– no to piwo….

Rzucił we mnie puszką. Dobre, zimne. Chopper wypił whiskey, zapalił skręta

i dmuchnął we mnie.

– no, to słucham….co cię interesuje?….co chcesz wiedzieć?….

Spojrzałem na jego mordę i pomyślałem, że te moje pytania nieprzespanej

nocy są gówno warte, bo nic mi nie powie. Popiłem papierosa piwem,

wyciągnąłem zabawkę i położyłem bębenkowca na stole.  Zerknął – jakiś

dziwny błysk. Chopper z zabawką w ręku, to dla niego kolejne pięć lat.

– co to jest?…

– to jest pistolet na kapiszony…..

– widzę…

– chcę zagrać z tobą….

Ten błysk, to było odbicie mojego światła w srebrnym uśmiechu Choppera. Po

butelce whiskey, kilku piwach, trzech cygarach i sześciu kapiszonach

wiedziałem wszystko o rosyjskiej ruletce.

– ….ale skąd wiedziałeś, kiedy odejść od stołu?….

Chopper oślepił mnie swoim uśmiechem.

– wyłącz to gówno, synku….

Wyłączyłem kamerę, światła, ale zostawiłem dźwięk. Chopper łyknął kolejną

whiskey i był już trochę wstawiony, ale dopiero wtedy był sobą. Wyjął

pistolet i położył na stole. Z drugiej kieszeni wyjął jedną kulę i postawił

obok bębenkowca.

– no, to teraz możemy zagrać….

Spojrzałem na jego oczy bazyliszka.

– nie…no słuchaj….ja nie potrafię….

– zaraz cię nauczę, synku…nie bój się, to nie boli….

Po czym włożył kulę do bębenka, zakręcił i zamknął. Położył rewolwer na

stole.

– kto kręci?….

– słuchaj, Mark, już wszystko wiem….zostawmy to….

– gówno wiesz…boisz się synku….gówniarzu pierdolony…chcesz kręcić

coś, czego nie rozumiesz…..mam nadpiłowany rewolwer….zawsze wiem, kiedy

kula jest w lufie…teraz też wiem….

Zakręcił. Lufa gdzieś obok. Zakręcił raz jeszcze. Padło na niego. Przyłożył

rewolwer do skroni. Po chwili uśmiechu położył broń na stole.

– …ale są wyjątki….

Wziął rewolwer i przystawił mi do czoła. Chwyciłem poręcze krzesła do bólu.

 

– ….jest kurwa pierdolona kula w lufie, czy nie jest?….mów,

szczeniaku….jest, czy nie jest?….

To niemożliwe, pomyślałem.

– …jest, czy nie?…

– …nie….nie ma kuli w lufie…..

Chopper przyłożył sobie bron do skroni i pociągnął za spust.

– ….no, to teraz możemy pogadać….słucham?….

– …na dziś wystarczy….muszę porozmawiać z Lisą….

Zadzwoniłem do Lisy.. Telefon zajęty. Dzwoni Lisa.

– cześć Jacek, no, będę za pięć minut…..idziemy na kolacje…..

Minutę później pojechaliśmy do jakiejś knajpy.

– no i jak?….słyszałam, że zdjęcia dobre….

– jakie kurwa zdjęcia?….słuchaj, ja nie będę tego robił….dzisiaj prawie

się posrałem….

– tu jest plan, kontrakt, bilety, kasa na wydatki itd.….

– Lisa, weź kogoś innego….

– co ty, popierdoliło cię?….dzwonił Chopper i powiedział, że jeśli ty nie

będziesz tego robił, to nie będzie dokumentu….powiedział, że nie srasz ze

strachu….

….

 

List od Jacka Łukaszewicza… Tatuaże

Jakoś zaprzestałam wrzucania tu listów od Jacka. Chciałam wziąć oddech. Może jednak nie miałam racji, bo pewnie już wszyscy zapomnieli kim dla mnie jest Jacek. Otóż jest synem  mojego nieżyjącego brata, Zenona. Mieszka w Australii gdzie ukończył studia operatorskie i reżyserskie. Kiedyś udało nam się nawiązać kontakt ( o czym pisałam) i otrzymałam od Niego listy z tekścikami, które dla mnie są jak perełki…..oto jeden z ostatnich

 

ChopperGangsterTatuaże.jpg

zdjęcie z netu. To znany w Australii ale i na świecie gangster, o którym mowa w tekście poniżej….

 

 

 

“ Tatuaż 

 Nie rozumiem potrzeby posiadania tatuaża.

Tatuaże kojarzą mi się z jakimś brudnym zapachem, a ciało kobiece powinno pachnieć czystością jakąś tam.  

Mój wujek Antek miał kilka tatuaży na przedramieniu, wyblakły niebieski tusz i cienie twarzy we mgle. Jakoś mi się podobało, ale wujek Antek był  Janosik z miniaturką, a teraz są miniaturki pod przykrywką Janosika. Jest w tym jakaś sztuka, ale nie rozumiałem przesłania.

      Obudził mnie telefon – Lisa – producentka. Jej rodzina posiada jeden z najstarszych teatrów w Sydney. Wystawiają różne rzeczy, nawet te, które nie mają nic wspólnego ze sztuką, ale zawsze robią kasę.

Właśnie zorganizowali turnee pt. Wild Colonial Cycos. Dwóch gości na scenie. Jeden, to były rugbista, Jacko,  który miał szansę na zrobienie kariery w Hollywood, ale był kretynem i drugi to Chopper, czyli Mark Brandon Read – największy postrach świata przestępczego w Melbourne w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Większość czasu spędził w więzieniach, cały wytatuowany, obciął sobie uszy, morderca, stręczyciel, w miarę inteligentny z prymitywnym poczuciem humoru. Uwielbiany przez wszystkich, urósł do rangi charyzmatycznego szowmana, który ku uciesze widowni, przez godzinę opowiada epizody ze swojej przeszłości.

Ziewnąłem telefonem.

– cześć Lisa….

– Jacek, cześć, co teraz robisz, masz chwile, przyjadę po ciebie, będę za pięć minut…

Zanim zdążyłem coś powiedzieć, usłyszałem samochód Lisy na zewnątrz. Taki świetny garbus z lat 60tych. Weszła Lisa.

– nie gotowy?….

– co się stało?….

– chodź, zapraszam na śniadanie….

Śniadanie Lisa zamówiła.

– masz coś przeciwko kryminalistom?…

– to zależy co masz na myśli….

– no w ogóle, czy masz jakieś opory moralne aby na przykład pracować z nimi…..

– ….chcesz zrobić dokument o Chopperze……

– skąd wiesz?….

– bo dziś macie premierę i wyrwałaś mnie z wyra….

– ….no widzisz….zdjęcia cztery tygodnie od dzisiaj wieczór….

–  za dwa tygodnie mam kilka reklam…..

– zapłacę ile zechcesz….

Perspektywa zrobienia filmu o Chopperze zapachniało Martinem Scorsese. Zadzwoniłem do reklam.

– …..niestety, ważne sprawy rodzinne…..tak, oczywiście….przyślę swojego operatora….no to pa…

Spojrzałem na Lisę i już wiedziałem, że to jej ojciec – ojciec chrzestny rodziny – finansuje ten kryminał. Dla Billa pracowałem, kiedy Lisa bawiła się w piaskownicy. 

– ….dobra zrobię to, tylko widzisz, ale ja niewiele o nim wiem….tylko to co wszyscy….

Lisa była świetnie wyszkolona przez ojca. Wyjęła kasetę i jakieś rękopisy.

– tu jest materiał wyjściowy dla ciebie….rozmowa z Chopperem wczoraj w naszej knajpie i jakieś listy prywatne….

– wiem, cała kafeja to jeden wielki ukryty mikrofon….

– no właśnie….musisz to przesłuchać i przeczytać do wieczora….co potrzebujesz?….

– asystenta, dźwiękowca, asystentkę i security….

– to juz masz….co potrzebujesz?….

– ….słuchaj musisz mi załatwić wszystkie wejścia wszędzie….muszę mieć dostęp do Choppera 24/7…..muszę po prostu przez miesiąc z nim mieszkać…..potrzebuję jakieś dwa koła gotówki w małych banknotach i po pięć biletów na każdy show podczas turnee…..

– on się nie zgodzi….poza tym nie lubi ludzi z akcentem….znam twój styl….on ci przypierdoli, a na to Bill nie pozwoli….

– masz długopis?….

– mam….

– no to pisz….

I podałem Lisie kilka nazwisk operatorów. 

– każdy z nich zrobi jak będziesz chciała….

Spojrzała na mnie bezradnie.

– muszę zadzwonić do Billa….

– on już podjął decyzje…nie budź go…

– …dobra…masz wszystko, co chcesz…załatwię z Chopperem, ale jak mu się nie spodobasz, to wypadasz….

– ….on się we mnie zakocha….

 

No i wieczorem zaczęliśmy produkcję. Teatr pęka w szwach. Na zewnątrz potężny billboard. Na pierwszym tle Chopper nagi od pasa w górę ze splecionymi rękami i za nim w tle kretyn Jacko. Węszę jak pies z kamera na rozgrzewkę. Podczas przerwy autografy i spotkania z bohaterami w ich garderobach. Wejść mogli ci uprzywilejowani, którzy wydali przynajmniej 200 bucksów na jakieś gówna i stoją w kolejce. Oczywiście miałem wejście wszędzie. Podchodzi do mnie jakaś panienka różnych obyczajów z plastyczną chirurgią włącznie. 

– słuchaj….ty, weź mnie na zaplecze do Choppa i Jacko….nie mam kasy na plakaty itd, a Choppa kocham….

– mogę cię zaprosić do nich, ale mam urwanie głowy….widzisz…musze kręcić…..

– …zrobię co będziesz chciał…..

Spojrzałem na jej sutki truskawkowe pod koszulką.

– no to chodź….

Poszła za mną jak baranek. Wyszliśmy na zewnątrz. Tłumy, dym z papierosów, piwo. 

– słuchaj potrzebuję krótki wywiad…coś powiedz od siebie, dlaczego tu jesteś itd….

– dobra….gdzie mam stanąc?….

– pod tym Choppem….stań w takiej pozie jak on za tobą….skrzyżuj ręce…tak będziesz stała podczas wywiadu, a teraz zdejmij koszulkę….

– tu, teraz?….

I ku radości zgromadzonych gapiów, panienka zdjęła koszulkę, przyjęła odpowiednią pozę i zaprowadziłem ją na zaplecze. Rzuciła się na Choppa i poprosiła o autografy. Zdjęła koszulkę. Chopp na jej lewej piersi, Jacko na prawej grubym flamastrem się podpisali. Panienka wychodzi. Biegnę za nią.

– gdzie idziesz?….

– do tatuażowni….chcę mieć Choppa i Jacko na zawsze….”

 

 

 

O czym mi opowiesz budlejo

 

O czym mi opowiesz budlejo

SAM_4685.JPG

 

budleja.JPG

 

 

 

Nadal kwitnie  w michałowickim ogródku. Budleja Dawida. Pogadajmy więc o poranku…

Nie widziałaś, że kiedy wykopywałaś maleńkie pędy bzu w Gulczewie przy drodze obok domku sąsiada zaczaiłam się , przytuliłam do bzu i oto jestem

I przybyłaś do Michałowic, niespodzianie z bzem

Zakradłaś się

Ale teraz cieszysz oko

Miękkim czułym dotykiem pieścisz dłoń

Lubię Ciebie

Dobrze mi tu, miejsca dużo, wygrzewam się w słońcu

Żyć nie umierać

Zaskoczona jesteś moją obecnością, prawda?

Ale figlik spłatałam

Mam zamiar stale cieszyć Twoje oko

I pieścić dłoń, gdy obejmujesz

Kwiaty wydam najpiękniejsze

Już wydałaś w zeszłym roku, pewnie zapomniałaś

O niczym nie zapominam

Cieszę się, że dawno dawno temu przywiózł ciebie z Chin pewien Francuz

I dobrze zrobił. Bo nie przepadam za Chińczykami

Za mało rozmowni

Tu mi dobrze

Miło, że tak mówisz

Mogę Ci opowiedzieć o poprzednim człowieku, który mnie posadził w Gulczewie

Opowiedz

Też go dobrze pamiętam

Przysiadał pod krzewami, na obrzeżu działki z papierosem w zębach i oglądał swoje włości

Pracowity był bardzo

Rekompensował swoją wieloletnią nieobecność

Bo budował elektrownię atomową w Smoleńsku

Nazywał się Józef Chołody

Tak

Polubiłam jego chudą żylastą postać

Pamiętasz, jak w pierwsze Twoje imieniny przyniósł naręcze łubinów?

Kiedyś chciał ci pomóc piłować cherlawe drzewka, odmówiłaś i sobie poszłaś

Honorowa byłaś, czy co?

Nie wiem dlaczego tak się zachowałam

Trochę żałuję

Gdy pojawił się na stałe w Gulczewie zaprosił Granię i Ciebie by pokazać domek

Poszłyście

Podglądałam zza okna

Ciekawska jestem

Wiem

Pokazał domek , posadził przy stole postawił szklanki i nalał wódę czy coś innego

równie wieloprocentowego

Pełna szklanka tego była

Tak  w Rosji się pije

Nabrał nawyków stamtąd

Umoczyłyście usta ledwie

Serdeczny szczery

Kiedyś pod Twój domek, tam z tyłu, gdzie jego działka dochodziła zaczął wyrzucać zaschłe pędy roślin

Gniewałaś się  o to, że kompost sobie zrobił obok ciebie

Chociaż nic nie powiedziałaś

Byłaś oburzona

Słyszałam jak gderałaś

Ale następnego roku,

Gdy już umarł, prawda?

Tak

Wtedy do mnie przyszedł

Bo zobaczyłam zieloność na tej kupie kompostowej

Świeżą

Kwietną

Ofiarował Ci zza grobu kwiaty

Prawda?

Tak

 

Wszystko widziałam

I pamiętam

I mamy o czym rozmawiać

Wspominać

Tamte czasy

I tamtych ludzi których już nie ma

To ważne …

 

P7150173.JPG

Tydzień ze Stanisławem Srokowskim ( 6 ).

 Tydzień ze Stanisławem Srokowskim ( 6 )

SrokowskiNienawiśćOkladka.jpg

Autor i okładka książki o której pisałam. Zdj z netu

 

 

Po przeczytaniu „ Nienawiści” Stanisława Srokowskiego,  przeżyciu i ochłonięciu od zawartych tam potworności ,  tak  napisałam do autora.  Pewnie zbyt lirycznie, ale już mnie znacie, inaczej nie umiem.

 

Szanowny Panie Stanisławie.

Ośmielam się tak napisać, bo jest mi Pan szczególnie bliski.

Jestem siostrą Zenona Łukaszewicza, którego króciutką opinię o książce „Repatrianci” zamieścił Pan w przedmowie do „Nienawiści.”

I to mnie ośmieliło do napisania listu.

Urodziłam się w 1947 roku w Gorzowie Wlkp.

Brat odszedł do lepszego świata w 2011 roku i nie mam już szans rozmowy.

Jednak utkwiło w mej pamięci z jakim zachwytem mówił o „Repatriantach”, o Pana stylu, sposobie narracji, i tej ulotnej właściwie niezdefiniowanej  urodzie pióra. Przysłał mi tę książkę, z którą się nie rozstaję. 

Kuzynką naszej babci była Maria Rodziewiczówna, tata miał w sobie tę wschodnią wileńską rzewność i może dlatego jestem wrażliwa na takie jak Pana pisanie . Niezwykłe i magiczne.  Fakty straszliwe można byłoby przedstawić dosadnie, prosto, a u Pana równie ważna jak ciało jest wszechobecna dusza.

Pokazuje Pan wydarzenia postrzegane oczami 8 letniego dziecka unikając infantylności…

Pozdrawiam najserdeczniej

Zofia Konopielko z d. Łukaszewicz

 

I następnego dnia, pewnie jak przystało na pisarza dbającego o czytelnika, a może dotknęłam jakiejś czułej struny, nie wiem,  dostałam taką odpowiedź.

 

Kłaniam się, Pani Zofio,

 

 Zenon Łukaszewicz odegrał w moim

życiu pisarskim poważną rolę, niezwykle

ceniłem Jego wrażliwość i dociekliwość

umysłową, a także takt i kulturę osobistą.

Nie wiedziałem o Jego śmierci,

to smutna wiadomość.

 

Miło mi, że Pani pamięta o mnie,

takie głosy dodają sił w tym trudnym

i pogmatwanym  świecie.

 

Serdecznie Panią pozdrawiam

i życzę dużo dobrego,

Stanisław Srokowski

 

Na ten list jeszcze nie odpisałam, bo może już wystarczy tej korespondencji. A może jednak napiszę, że myślę o Panu i życzę by Pana walka o ujawnienie prawdy tamtych lat była walką wygraną.

Prawda zawsze wypłynie , tylko kiedy? Itd. Itp. Jeszcze pomyślę nad treścią listu…..

A może poczekam na ” Wołyń” film wg tekstów autora. …nie wiem….pożyjemy, zobaczymy…

 

 

 ZenonPoetaObok1960.jpg

Mój brat, Zenon Łukaszewicz..zdj z późnej młodości

 

 

Tydzień ze Stanisławem Srokowskim. ( 5 )

Wołyń_3.JPG

Ukrzyżowany. Chrystus bez ramion. Fragment pomnika rzezi wołyńskiej w Warszawie.

 

Tydzień ze Stanisławem Srokowskim ( 5 )

 

Jestem zupełnym laikiem w temacie, który tu podjęłam. Problem jest bardzo skomplikowany, bo dotyczy prawdy.

Jednak usiłuję go zgłębić, może mi wybaczą ludzie, którzy mają inne zdanie. Czytam więc Srokowskiego, naszą prasę  tzw. prawicową i inną, niby bardziej obiektywną. Istna magma. Fakty są jednoznaczne. W czasie II wojny światowej na dawnych polskich terenach Ukraińcy bestialsko zamordowali 100 tys. , a niektórzy podają, że 200 tysięcy swoich sąsiadów Polaków. W odwecie Polacy zabili kilkanaście tysięcy Ukraińców. Ale co zrobić z tą wiedzą?

Kolejne  nasze władze zamiatały problem pod przysłowiowy dywan, udawały, że tego nie było.

Wyrasta już  kolejne pokolenie Polaków, które nigdy nie słyszało o tym ludobójstwie.

Teraz coś drgnęło. PiSowcy chcą mówić, kościół mediuje, może przewidując skutki, usiłuje wyhamować pisze, że teraz są już nowe pokolenia Ukraińców, którzy nie odpowiadają za grzechy dziadów.  

Ze strony Ukrainy padają słowa, przepraszam. Ale być może oficjalne uznanie ludobójstwa wiązałoby  się  z jakimiś roszczeniami, więc pewnie się tego nie doczekamy. Nie wiem. Zawiłe są ścieżki tzw. dyplomacji.

 Jesteśmy w ciepłych układach z Ukrainą, ale nie sposób nie zauważać, że wielbi ona naszych dawnych oprawców , którzy dla nich są  bohaterami narodowymi. Czczą ich i wszędzie stawiają im pomniki.  Złożoność ocen. Dwie strony medalu.

Czyżby nagle wszystko się zmieniło? Czyżby nienawiść do naszego kraju tam wymarła?

Chcę w to wierzyć.

Jest mi tym łatwiej, bo wspominam Ukrainki, które niedawno opiekowały się moimi schorowanymi i wiekowymi Rodzicami. Były to bardzo dobre kobiety. Bardziej  troskliwe i czułe niż też opłacane poprzednio polskie pielęgniarki, które w dodatku w niczym nie pomagały. Przy moim zawodowym zapędzeniu pojawienie się pani Natalii i Olgi w naszym domu jakby otworzyło nową erę , pozwoliło mi żyć normalnie po latach udręki…..Bo pogodzenie pracy zawodowej w CZD, szpitalu odległym od naszego Żoliborza o ponad 25 km i stałej opieki nad Rodzicami połączonej z wielki  niepokojem przekraczało możliwości zwykłego człowieka. Gdy jeszcze mieszkał z nami Marcin, to on przejmował nocną opiekę. Ale pozostawał cały dzień pracy a potem dla mnie pozostawały też noce. Ale nie o tym miałam pisać, jak zwykle odbiegłam od tematu. Wracam więc.

Nasze nowe przyjaciółki z Ukrainy często wspominały słowa swoich rodziców: „oj, mawiają nasi rodzice, najlepiej było u nas gdy należeliśmy do Polski”. O tym co wydarzyło się potem było  milczenie. Nigdy nie padały z mojej strony pytania, więc nie było odpowiedzi. A trudno żeby same opowiadały. Przecież te panie z Ukrainy, które z nami całkiem niedawno mieszkały  musiały gdzieś słyszeć o tym co się działo podczas II wojny  światowej. O rzezi wołyńskiej …A może faktycznie nie wiedziały, wszak problem dotyczył ich rodziców czy dziadów, którzy milczeli . My też o Jedwabnem dowiedzieliśmy się niedawno.

Wierzę, że Ukraińcy zmienili myślenie o tym, że od wieków Polska ich niewoliła i pewnie dopiero powojenne życie pod butem sowieckim ,  narzucona rujnująca gospodarka i  nędza ich życia pokazała jak może być. I stąd słowa , ponownie cytuję –„ najlepiej było u nas, gdy należeliśmy do Polski”….

Niezależnie od rozważań nad tym, czy Ukraińcy zmienili wrogi do nas stosunek, czy nie, o TAMTYM , co się wydarzyło, nie wolno zapominać!  …

I tu ukłon w stronę pana Stanisława Srokowskiego, za to, że nie ustaje w działaniach by zachować pamięć. Choćby dla uszanowania tych wymordowanych…

To dzięki jego działalności nie tylko literackiej, temat nie umiera. Na podstawie jego powieści opartych na własnych, dziecięcych wprawdzie, przeżyciach z tamtego okresu jak i opowieściach tych, którzy przeżyli cudem, powstaje film o którym na wstępie. Może ten

„ Wołyń” spowoduje przełom.

Ale czy wtedy nie otworzy się przysłowiowa puszka Pandory i nie daj Boże, czy nie powstanie w naszym narodzie wrogość do sąsiadów zza wschodniej granicy. Wszak Zły nie śpi, mamy narodowców i tysiące Ukraińców sumiennie pracujących w Polsce.

Byle nie pojawiła się w nas chęć odwetu…

Lepiej o tym nie myśleć, bo sny będą niespokojne…

 

1024px-Wołyń_2.JPG

Maleńka uliczka Gdańska na warszawskim Marymoncie (Żoliborzu). Na skwerze Wołyńskim pomnik rzezi….

zdjęcia z Wikipedii.

 

Tydzień ze Stanisławem Srokowskim ( 4 )

 

Wybaczcie, że dalej dziergam ten temat.

A dookoła tyle się dzieje. Upał lata trwa, żar się leje z nieba, Euro 2016, Brexit i codzienność zatopiona w strugach potu. Swoją drogą ciekawe, że z wiekiem przyszło do mnie  to kapanie z czoła brwi i nosa . Gdy byłam młoda i piękna jeno pachy bywały wilgotne, a teraz twarz jak po ulewie. Odpowiedzi nigdzie nie znalazłam. Pewnie skóra ścieńczała pergaminowo itp…A niech tam, jest jak jest…ogólnie jest dobrze, bo żyjemy a może będzie kiedyś jeszcze lepiej….

Ale już będzie poważnie, wracam od podstawowego tematu.

 

StSrokowskia jegoPortalu.jpg

 

Stanisław Srokowski. Zdjęcie ze strony tego pisarza. Magnetyzm …Nie zapytałam, czy mogę je tu zamieścić, ale na pewno się nie obrazi…

 

      Oto próbka niezwykłego pióra Stanisława  Srokowskiego, o którym poprzednie tu wpisy, określonego przez mojego brata realizmem magicznym….

„- Czy Bóg to widzi? Szepnęła kobieta…a kilku innych zerknęło w okno, jakby sprawdzając, czy Bóg patrzy z powietrza przez szybę.

Ale nie patrzył…..

A ja miałem szeroko rozwarte oczy i zrobiłem się płaski jak deska.

A w desce mocno biło serce…”

 

„ Mój ukraiński przyjaciel Sławko któregoś dnia powiedział, że nie wolno się ze mną bawić, bo jestem Lach. Nie wiedziałem co to znaczy Lach, ale on się nadął, jakby nadmuchał, jak purchawka…oczy wyszły na wierzch i obcym głosem raptem do mnie: – Ty Lach i ne budu z toboju hraty.

-Sławko, co ty?- pisnąłem….tyle wiosen i lat przeganialiśmy po polach…”

 

„ ale już powietrze gęstniało, już ludzie mijali się w inny sposób niż dawnej…..czuło się, jakby światło zgasło, a w duszach mrok zapadł….”

 

„Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą” –

 

„A dusza ma wielkie oczy i długą pamięć”

 

Tydzień ze Stanisławem Srokowskim ( 3 )

ZamordowaniPolacyLipnikiWikipedia.jpg

Zamordowani Polacy. w Lipnikach.

 

Dmytro_Klachkivsky.jpg

Dmytro Klyachkivsky, pułkownik UPA, główny kierujący rzezią …a twarz  zda się niewinna…trudno uwierzyć…

oba zdj. z Wikipedii

 

 

Stanisław  Srokowski, autor m.in. „ Nienawiści” , walczący o ujawnienie prawdy,  tak pisze:

 

„….Gdy przyszła  II wojna światowa na ziemie, gdzie się urodziłem, na te wschodnie rubieże Polski, gdzie obecnie Ukraina.  „ …nie miałem jeszcze ośmiu lat i chłonąłem świat wszystkimi zmysłami….

…Siedziałem na zapiecku skurczony i wystraszony- słuchałem. Wyobraźnia dziecka w tym wieku jest szczególnie wyostrzona i czujna……

…Wyrastałem w klimacie przerażenia i zbrodni.

 

I ten klimat musiał się odbić na moim życiu i w moich książkach….

 

      Przez długi czas nie można było pisać całej prawdy o tych mordach. ….

 

…a jak zabrałem się już do pisania kresowych, jak je krytycy nazywali, eposów, wkroczyła polityka i zaczęła je ciąć cenzura.

 Dlatego nie udało mi się wówczas zamieścić w tych książkach obrazów, które musiałem zostawić „ na później”.

Najwcześniejszą książkę w której pojawiają  się echa zbrodni, a do których zbierałem materiał w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, był zbiór opowiadań psychologiczno-społecznych pt. „Walka kogutów”, opublikowany w 1981 roku. …

…pierwszy z cyklu kresowych eposów „Duchy dzieciństwa” ( ponad trzy lata czekania na druk) opublikowałem dopiero w 1985 roku, a drugi „Repatrianci”, dopiero w 1988, sześć lat po napisaniu i po wielu perypetiach z aparatem partyjnym….

…książką zainteresowały się władze partyjne, w tym osobiście generał Wojciech Jaruzelski….a ówczesny ambasador ZSRR spytał, czy w Polsce zostanie wydana antyradziecka powieść „Repatrianci” niejakiego Srokowskiego…po wielu perturbacjach i rezygnacji z tytułu „Wypędzeni” na „Repatrianci” wreszcie powieść się ukazała.

Krytycy i czytelnicy przyjęli ją entuzjastycznie.. „:

 

I tu autor wplótł   fragment recenzji mojego brata :

 

 „ Utrzymana w konwencji realizmu magicznego powieść Stanisława Srokowskiego pt.  „Repatrianci”- zauważał Zenon Łukaszewicz- jest bodajże jedynym w naszej literaturze tak doskonałym artystycznie obrazem wędrówki Polaków z dawnych wschodnich rubieży…”.

 

Do wydania książek o ukraińskich mordach brat nie doczekał….

 

Nie wiem, gdzie Zenon zamieścił tę recenzję , ale poczułam że mój brat żyje w tych słowach.

Znalazłam w necie adres mailowy pisarza i postanowiłam napisać.

 

    Ale przedtem przeczytałam tę powieść….