Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel ( 9 ).

Zaciszny Barek z Magicznym Szerokokątnym Lustrem ….na ścianie podkładki do szklanek z piwem, zbierane także przez nas, na wspólnych licznych wyjazdach….wszystko jest dziełem Pana Profesora i już odeszło w przeszłość….jak wszystko w życiu…..zdj. własne Z.K.

I jesteśmy w domku Pana Profesora. Jak zwykle popołudniami .

Bo jak pewnie wspominałam, Pan Profesor  ściśle przestrzegał planu dnia, który sobie ułożył. A więc poranna praca w ogródku, potem śniadanie, potem nasza wspólna południowa kawa we własnoręcznie skonstruowanej magicznej   Altance o równie magicznej nazwie Azyl. Gawędzimy, słuchamy opowieści Profesora, jego dykteryjek sypanych jak z rękawa, czy tekstów Wiecha, których mnóstwo zna na pamięć. To od Niego przejęłam zachwyt Wiechem, bo kiedyś wydawał mi się nudny a może w ogóle nie czytałam, nie pomnę.

Rozchodzimy się nasyceni tym spotkaniem i działamy …

późnym popołudniem a właściwie przed wieczorem ponownie zdążamy w kierunku rzeki, gdzie czeka nas Pan Profesor i wspólne miłe chwile czekają. I jesteśmy w domku Pana Profesora …Więc najpierw opisany już wieczór muzyczny, potem telewizyjny seans, jakaś nalewka, naparstek zaledwie, bo tak lubimy. Wyleguję się na tzw. narożniku, panowie w fotelach zatopieni w wiadomościach telewizyjnych. Jest tak, że powtarzam sobie- chwilo trwaj….wracamy do naszego domku, zaledwie kilkadziesiąt kroków….Profesor zostaje u siebie, kolację już zjadł, zawsze była wczesna.

I tak mijają nasze wspólne niezapomniane dni, kiedy to żyć się chce, bo to pełnia życia i jego piękny smak….a dookoła las nam szumi swą odwieczną pieśń i żaby śpiewają w Bugu , tylko Bug milczy zasłuchany

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *