Zatrzymani przed wejściem do Biecza przez pana Fuska.
Portret Witolda Fuska namalowany przez jego syna- Wiesława. Obraz znajduje się w zbiorach bieckim Muzeum w części Basztowej. ( zdj. z netu)
Zatrzymani przed wejściem do Biecza przez pana Fuska
Jesteśmy na początku naszej wycieczki do Biecza. Przybyliśmy tu nocnym bezkuszetkowym pociągiem , więc wygnieceni i skotłowani wysiedliśmy na dworcu. Ale sił nam przybyło, gdy radośnie powitała nas Stara Kapliczka i opowiedziała piękną biecką Legendę. Była opuszczona i nieco zaniedbana a w dodatku okolona brzydkimi halami przemysłowymi , którymi w ogóle nie warto było się interesować ani tym bardziej przejmować. Były i już. Ale Kapliczka spowodowała, że serca nam urosły tzn urosły nam skrzydła a serca stały się cieplutkie.
Wróciliśmy więc na peron, by chwilę posiedzieć przed dalszą eskapadą. Wiemy już jak dojść do miasteczka. Jest właściwie jedna droga wiodąca Obniżeniem Gorlickim pomiędzy wzgórzami Pogórza Karpackiego. To na pewno stara droga królewska, więc magiczna, owiana wiatrem historii. I tak się czujemy, prawie zaszczyceni że tu jesteśmy. I jest nam dobrze, przyjaźnie. Zresztą nie muszę tego powtarzać w nieskończoność, bo sami wiecie…
Gdy wybieramy właściwie tę jedyną znaczną ulicę w Bieczu, by się dostać do serca miasta, dziwujemy się że nazywa się dla nas dość dziwnie i obco. Gdyby nosiła ona nazwę np. Kowalskiego , Sikorskiego czy choćby Biecka, nikt by nie zwrócił na to uwagi. A my czytając, że to ulica Fuska, nie wytrzymaliśmy, wróciliśmy na peron, gdzie była ławka , wyjęliśmy przewodnik i szukaliśmy kim był ten człowiek o nietypowym nazwisku a w dodatku tak wielce uhonorowany w Bieczu. Okazało się to, co się okazało. I o tym będzie ten wpis.
Siedzimy więc na bieckim peronie, bo tylko tam ławeczka, chrupiemy kanapki z żółtym serem przełożone korniszonami i otwieramy wikipedię . Wuj gogle chętnie nam opowiada. A tu aż się roi od informacji. Otóż pan o ciekawym nazwisku- Fusek ( nosił aż trzy imiona Witold Kazimierze i Grzegorz !- ależ brzemię, mówimy ) urodził się w 1885 roku w Bieczu, zmarł w 1941 w Auschwitz. Wstępnie piszą o nim dość oschle : polski farmaceuta, regionalista, działacz narodowy i instruktor harcerski. Ale potem rozwijają wątek i dowiadujemy się co następuje. Urodził się właściwie w bieckiej aptece, którą posiadał jego tata- Wilhelm ( raczej niezbyt polskie to imię ) , który był polskim patriotą , weteranem Powstania Styczniowego . Mamusia zaś Wanda Suchecka ( tak tak powiecie, to ta co nie chciała Niemca- ale ta mamusia nie była tą Wandą) pieczętowała się herbem Poraj. Nasz już teraz bliższy znajomy młody Witold Fusek, edukację odbywał w Tarnowie, potem w Sanoku, i na Farmacji UJ w Krakowie. Okresowo praktykował u ojca by osiąść na stałe w Bieczu w 26 wiośnie życia. Tu nie tylko mieszał mikstury i sprzedawał farmaceutyczne specyfiki, ale działał. Np. współtworzył bibliotekę Czytelni Ludowej. Ale niestety wybuchła I wojna światowa, więc chcąc nie chcąc został wcielony do wojska austriackiego , gdzie ratował rannych zwożonych do szpitala polowego.
W 1918 r, podjął walkę z alkoholizmem szerzącym się wśród młodzieży. Głosił liczne referaty na ten temat. Ale musiał być jeszcze bardziej aktywny, bo wkrótce założył miesięcznik „Młodzież”oraz I Biecką Drużynę Skautową im. Zbója Biecza, brał czynny udział w zlotach skautów –w 1929 w Anglii i w 1931 w Pradze.
Równocześnie w Polsce Niepodległej został przyjęty do Wojska Polskiego jako rezerwista sanitarny.
Ale nie zahamował. Dalej działał. Społecznie w ramach Akcji Katolickiej i w Stowarzyszeniu Miłośników Biecza, był miejskim radnym.
Miał też swoją może tajemną, może nie, ale bardzo osobistą pasję. Ponoć zachwycał się lekami pochodzenia roślinnego. Wiele roślin sam hodował, jak piszą, nawet w aptece je hodował. Musiało być tam cudnie, te zielone wonie pewnie jeszcze się tam unoszą, a jeśli nawet nie, to można sobie dokładnie wyobrazić. Opracował „Zielnik roślin polskich”, utrzymując bliskie kontakty ze znanymi botanikami Władysławem Szaferem i Adamem Wodziczko.( tak, tak znamy te nazwiska- np. Klucz do oznaczania roślin- jak fajnie sobie przypomnieć biologię, dawno zapomnianą- powiedział ktoś z naszej grupy, która właśnie siedzi na peronie w Bieczu i studiuje te materiały).
Tak tak, moi Drodzy, ale to nie wszystko o Fusku. Jeszcze tu piszą, że w 1939 roku w 350 rocznicę śmierci Marcina Kromera ( pamiętamy, że ten człowiek orkiestra urodził się w Bieczu a zmarł w Lidzbarku Warmińskim- ktoś dopowiada), wydał książkę „ Biecz i dawna Ziemia Biecka na tle legend, bajek, przesądów i zwyczajów” . Oj, nie wiedziałam dlaczego Fuks tak mnie przyciągnął. A tu jest klucz! Legendy! O których czytałam i jedną już wrzuciłam. Dodatkowo czytam, że księga ta została ponownie wydana w 1998 roku. Litości! Może ktoś pomoże ją zdobyć, bo pewnie sama już nie zdążę w natłoku tematów i spraw różnorakich. I teraz do mnie dotarło, dlaczego jako ta rybeńka złapałam się na haczyk i tak dobrze mi poszło, że Was uwięziłam w tym temacie na dłużej. O rety, nie tylko apteka, ziółeńka wonne, ale też legendy mnie wciągnęły. Kocham pana, panie Fusek!
Ale wróćmy jeszcze do biografii Fuksa. Otóż działał w Stronnictwie Narodowym w Gorlicach, a było to w 1934 roku. Za co w listopadzie 1938 roku był więziony ( co prawda tylko przez kilka dni) w bieckim areszcie.
We wrześniu 1939 sam zgłosił się do wojska, po czem ze szpitalem polowym przemaszerował do Brzeżan, unikając aresztowania przez sowietów, którzy jak wiadomo z Niemcami zamykali Polskę w kleszcze i miażdżyli. Tym razem mu się udało Ale zawsze niespokojny i niepokorny od razu razem z rodziną zaangażował się w ruch oporu. Razem z miejscową inteligencją ( chylę czoła) tworzył Narodową Organizację Wojskową na swoim terenie, gromadził broń i kolportował prasę podziemną. Jakby tego było mało, w piwnicy swojego domu zorganizował z Józefem Kostrzewskim nasłuch radiowy a wychwytywane komunikaty przekazywał w podziemnym obiegu.
Jednakowoż jak zwykle bywało w społeczeństwie znalazły się szuje. Zawsze się takowe znajdują ( niestety). Ktoś go zadenuncjował, wskutek czego został aresztowany w lipcu 1940 roku. Ale pewnie nie udowodniono mu winy, bo został wypuszczony. Wolnością nie cieszył się długo. Dalej działał, ale pewnie już go namierzyli i szybko to odkryli, bo po niespełna roku, w maju 1941 ponownie został więźniem. Na dodatek zatrzymano także jego żonę ( Stefanię z d. Oczkowską ) , córkę Halinę ( mieli 4 dzieci, dwoje zmarło i żyła ona oraz syn Wiesław o równie ciekawej biografii jak dziad i ojciec- ale nie zanudzam, kto chce niech o nim poczyta- jedno jest charakterystyczne, że poza wieloraką aktywnością również malował ) i aresztowano też cały personel apteki. Wszyscy zostali przewiezieni do Tarnowa a stamtąd do Auschwitz. Otrzymał numer 18 699 . Długo tam nie żył, bo zmiotła go, jak opowiadali współtowarzysze, biegunka głodowa.
Tak tak. Kochani moi. Nie dziwmy się tej obco nam brzmiącej nazwie bieckiej ulicy, która wiedzie do serca miasta. Teraz wszystko jasne, prawda? Dużo wiemy , dowiedzieliśmy się i właśnie ruszymy do miasteczka. A będzie nam towarzyszył On, Witold Fusek, Człowiek Niezwykły, polski farmaceuta, regionalista, działacz narodowy i instruktor harcerski i hodowca ziół….
Może , a raczej jest pewne , że opowie nam jeszcze niejedną biecką legendę….
No więc kochany panie Fusek, ruszamy…..tylko proszę nie zbierać ziółek przydrożnych, bo nigdy nie dotrzemy do celu….