Tydzień ze Stanisławem Srokowskim. ( 1 )

Stanislaw_Srokowski.jpg

Stanisław Srokowski, Zdjęcie z Wikipedii

 

repatrianciOkładka.jpg

Zdjęcie okładki z netu…

 

Tydzień ze Stanisławem Srokowskim.

 

Ostatnio w tym blogu zrobiło się jaśniej, tematy  mileńkie mi wpadły.

Weekend był piękny, więc nie chciałam zasmucać Kogoś, kto tu zajrzy.

Ale od pewnego czasu czeka inny temat.

Dzisiaj zdecydowała Pani Natura, by go ujawnić, bo wstała lewą nogą i przyniosła   bardzo szary i deszczem zakryty  poranek.

No cóż zaczynamy, bo w tym kierunku pociąga mnie nić sentymentu. Dlaczego? Będzie o tym za chwilę.

 

To niezwykłe, gdy wraca do nas przeszłość, zda się trochę zapomniana, poukładana. I nagle staje przed nami stale świeża.

Zdarzyło się niedawno.

Wszystko połączone.

Informacja w mediach o powstawaniu filmu  Smarzowskiego „ Wołyń’ wg opowiadań Stanisława Srokowskiego i jego październikowej premierze oraz propozycja Pań z michałowickiej biblioteki, które przed tygodniem  podały mi książkę tegoż Autora zatytułowaną  „ Nienawiść”.  

Wzięłam ją do ręki i otwierałam  z dawną tkliwością i pewnym namaszczeniem.

Bo już  kiedyś poznałam  tego pisarza. Oczywiście nie  osobiście, ale spotkaliśmy się pośrednio dzięki  jego poprzedniej książce zatytułowanej  „Repatrianci”.

 Przed wielu laty, kiedy to jeszcze żył mój brat Zenon ( 1934-2011) opowiadał mi o niej z tkliwością i o Autorze mówił , że pisze pięknie, inaczej niż wszyscy…

Może ta książka  dlatego tak mu była  bliska ,  bo Jego losy i losy pisarza były podobne.

Obydwaj urodzeni na Kresach ( tylko brat gdzie teraz Białoruś a Srokowski gdzie Ukraina) a ich wczesna młodość została  podzielona na przedwojenną szczęśliwość i wojenną traumę. Gdy wybuchła II wojna światowa obaj mieli po 5 lat.

W czasie kolejnych 6 lat  wojna ofiarowała im dzieciństwo z  przeżyciami, które w kinach określa się jako  „ dozwolone od 18 lat”.

Przedwcześnie dojrzali, z rodzicami poharatanymi, musieli opuścić swoje gniazdo, bo w ich krainie dzieciństwa umarła Polska.

Przeżyli wypędzenie, wielotygodniową jazdę bydlęcymi wagonami by zacząć   nowe życie w  miastach, teraz Polskich, ale wypełnionych duchami zaludniających je jeszcze niedawno  Niemców.

    Zenon najpierw opowiadał mi o „Repatriantach” Stanisława Srokowskiego a potem przysłał tę książkę..

Gdy biorę  ją do ręki, odnoszę wrażenie że spotykam się  nieżyjącym już  bratem i wspólnie z nimi, tamtymi chłopakami przeżywam to, czego oni doświadczyli w czasach kiedy mnie jeszcze nie było na świecie. 

Dla powojennego pokolenia, do którego ja należę, opowieści o minionych latach to jakby wędrowanie korzeniami w głąb przeszłości , zakotwiczenie w tamtym i jednocześnie siła dla znoszenia codzienności.

Bo oni w tamtych czasach musieli być mocni,  nie mieli wyboru……    

I przez ten pryzmat, przez spojrzenie mojego Brata postać wspomnianego pisarza stała mi się bliska…

A gdy dodatku okazało się, że Zenon gdzieś zamieścił recenzję tej książki, o czym nie wiedziałam, temat ten zatoczył krąg w którego centrum właśnie  się znalazłam..

ale o tym wspomnę później…

 

 

 

P6050097.JPG

  Moi Bracia. Rok 1944, wileńszczyzna, Smorgonie. Wacuś po prawej ur. w lutym 1940 roku, zmarł w sierpniu 1944- niedługo po zrobieniu tego zdjęcia….po lewej Zenon…  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *