Pewnie zauważyliście, Kochani, że przesuwam w czasie ostatnie części Opowieści Sylwestrowej , oddalam , meandruję. Pewnie w podświadomości chciałabym by były jak najdłużej otwarte. Boję się, że gdy opowiem do końca, zamknę , odłożę na półkę wspomnień , ta opowieść przesunie się w cień i wszyscy o niej zapomną…..ale wtedy wystarczy popatrzeć na zimowe gwiaździste niebo i wróci moje Wielkie zauroczenie…zawsze wraca …


Patek ( 3,5) w kratkowanej białogranatowej koszuli…śpiewa…
Tymczasem wtłacza się to co tu i teraz. Więc opisuję co tu i teraz.
Dzisiejsza sobota była pełna emocji, że czasu brakło na opisanie tego, co się działo wcześniej.
Właśnie wróciłam z demonstracji KOD.
Tak, moi drodzy, wybrałam się by poczuć puls Polski, mój puls.
Bo to co wokół się dzieje i w nowej TVP jest pokazywane budzi we mnie wielkie zadziwienie, odrazę i ogromny niepokój. Ba, nawet strach. I by ten strach na chwilę zdjąć z ramion , byłam tam, na Krakowskim Przedmieściu. Nie krzyczałam z tłumem, jak kiedyś E., bo głos mam za mało donośny, ale serce wyrywało się z piersi. Znajomość z E. , już bardzo bliska zaistniała dzięki temu co tu wypisuję. Byłam z Tobą dzisiaj moja kochana E. , w Twoim i moim dawnym Poznaniu, pod Uniwersytetem . A potem dalej szłyśmy ramię w ramię. By ocalić….I tak minęła sobota, mroźna, migotliwa bo rozsłoneczniona i rozpaliła nadzieję….
Gdzieś w tle zostało to, o czym chciałam napisać wcześniej . Wracam więc do minionych dni. Dni babci i dziadka, na szczęście skomasowanych w jeden, czwartkowy. Wydarzenia przedszkolno szkolne zawsze miłe są nam bardzo, gromada młodych zachwyca witalnością a poza tym dopiero tam widać, jak rosną nasze wnuki, dzieci się starzeją, ale my stale jesteśmy młodzi. Wiecznie młodzi bo nasycani werwą potomków…
Rano , przed przedszkolną uroczystością, wylądowałam na Woli, gdzie mieszkają dzieci. Jak zwykle dotarłam przedwcześnie, bo tak mam i miałam czas na rozmyślania o tym miejscu. To myślenie zawsze do mnie przychodzi, gdy przemierzam ulice tej dzielnicy. Całe poważniedorosłe życie spędziliśmy na Żoliborzu i tam został sentyment, wzruszenia ale Wola zawsze mnie porażała i poraża. To tu najbardziej odczuwam duchy przeszłości. Nie wiem, czy wracają z krematoryjnych dymów, czy tęsknią za kiedyś swoim Kercelakiem, gdzie teraz nowe osiedla a przedtem getto…. Nie, nie opowiadaj dalej Łuka ( mój dawny Nick) mówię do siebie. Postanawiam kochani teraz o tym nie pisać, może kiedyś opowiem co czuję będąc na Woli….
Spaceruję więc pod tym przedszkolem Patka na Woli, smętnie rozmyślam o tym co kiedyś ale szybko wracam do żywych, bo oto już tłumek dziadków tłoczy się przed wejściem. Więc przyspieszam kroku, zostawiam widoczne z dala mury cmentarza żydowskiego i ulicę Gęsią gdzie słynne więzienie było i atakuję wejście razem z innymi.
Jeszcze kilka kroków i już jestem w epicentrum kłębiącej się dzieciarni.
I ich tańczenia i śpiewania i wypatrywania wnuka , raczej tylko wnuka bo inne dzieci pobieżnie, a potem laurkowania i poczęstunkowania. Jest pięknie! Jeszcze zdjęcie i koniec…
Po południu powtórka z rozrywki, ale poważniejszej, bo szkolnej. Witon jest już doświadczonym pierwszoklasistą, czuje się tam jak ryba w wodzie. I my z nim podobnie. I jasełka, gdzie on , najbardziej wypatrywany przez nas, oczywiście, królem jest. A potem jeszcze śpiewy zadedykowane dziadkom. Jest super. Atmosfera czysta, jasna i bardzo bardzo miła! Oczywiście laurkowanie, poczęstnukowanie takoż było.
I wróciliśmy nasyceni wnukami i dumą, że są i radością, że są tacy fajni….
A michałowicki domek czekał i się doczekał. I też poweselał…..

Witon, król środkowy

Laurka od Patka, rysunek w środku. A Witona już oficjalne, drukowane…


Jednak musiałam wrzucić tu dzisiejszy wieczorny księżyc….dobranoc….
