Na marginesie Opowieści Sylwestrowej (6)

ja tyłem, ew awatar.JPG

 

 

 

Kochani, wiem, że czytacie to co wypisuję. Dzięki za maile w których swoje podobne wspominki wrzucacie. Miło, że mamy tak samo. Czas wszystko wybiela, uszlachetnia nawet, a wydarzenia z przeszłości, jeśli zostają w pamięci , oglądane  z dalekiej nieomal kosmicznej perspektywy są zwykle piękniejsze niż naprawdę były.

    Żyłam w wielkim pędzie, nie było czasu ale i potrzeby, by oglądać się do tyłu. Wszystko się działo tu i teraz i stale otwierało się nowe jutro. Studia, potem  stałe dokształcanie się , prace naukowe, doktorat, jakieś programy badawcze, ponad 20 kilometrowe dojeżdżanie z Żoliborza do CZD w Międzylesiu dwoma lub  trzema środkami komunikacji. Często nie dawało się wsiąść do sławetnej F , pospiesznej linii autobusowej wtedy tak nazywanej bo już z Woli jechały tłumy cuchnące czosnkiem , „ wczorajsze”.  I tak było przez  moje ostatnie 25 lat pracy. Tam już czekali pacjenci, bo dojeżdżali z daleka i pociągi wyrzucały ich na warszawskie dworce, potem ładowali się  do autobusów, z tobołami, bo trzeba było ciuchy jakieś zabrać, jedzenie , leki dla dzieci.

Dzielni rodzice małych moich pacjentów, wiele matek powinno zostać świętymi, bo często tatuś nie wytrzymywał choroby czy niepełnosprawności swoich dzieci, trudów z nimi życia, nie mógł patrzeć, że potomek  i opuszczał rodzinę. Tu pozdrawiam rodziców Czarka i Michasia Ś. Słów brakuje, by Ich nazwać. Dzielni, to za mało. Dziękuję Im za pamięć, za piękne kartki z życzeniami na wszystkie okazje, o pamięć hodowaną przez ponad 10 lat . Cóż mogę im napisać. Żadnych słów pocieszenia bo nadziei nie ma . Tak więc wysyłam kartkę z widoczkiem Warszawy i życzę im Siły….Tylko Siły…

Tak więc żyłam  sprawami pacjentów  ich życiem , myśleniem o nich.

Równolegle  toczyło się moje . Rodzina, czworo dzieci, dom czy wreszcie czas kradziony na teatry, kina, czasem książki beletrystyczne i jakieś podróże. Gdy myślę o tamtych  czasach, to wydaje mi się, że oglądam życie innej kobiety, która to dźwigała i dała radę.

   Teraz pełen luz emerycki, czasem opieka nad wnukami, spokojny ogląd dookolnego świata i pora zaglądania do przeszłości. Tak mi przyszło, dane mi było dożyć tego wieku i Wam kochane Wnuki tak przyjdzie, kiedyś, za dziesiątki lat….życzę Wam tego, bo to fajny okres w życiu. Spełnienie , spokojne oczekiwanie na koniec życia. Ale wspomnienia ratują przed myśleniem o końcu, przed lękiem. Tak więc pielęgnujmy wspomnienia, niech w nas żyją, rozkwitają nawet. To bezpieczne… i dlatego piszę sobie i Wam , snuję te opowieści z przeszłości o kolorach uczuć….takie pisanie pomaga ….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *