Przerywnik.

Ten tekst napisałam trzy dni temu, ale dzisiaj dopiero wrzucam, bo jakoś wczoraj nie było okazji. Tamto wspomnienie miłe sercu ale jestem tu i teraz. I codzienność chociaż monotonna, też ładna przez swoją zwyczajność. Tak więc zapraszam w tę moją codzienność.  Potem wrócę do  tamtego tematu by go zamknąć, zapewniam…..

SAM_3011.JPG Trzej Królowie w 2016 roku przynieśli takie niebo, uwielbiam takie

 

Czytam dzisiejszą  Wyborczą, którą sobie przyniosłam z michałowickiego sklepiku . Każda tam wyprawa to los na loterii, albo dowieźli albo nie dowieźli. Dlatego muszę tam zapuszczać swoje kroki, co nie jest po drodze do centrum tego „city”, gdzie już w jednym kiosku na pewno dowieźli. Więc drepczę w tym ogromniastym minus szesnastostopniowym mrozie opatulona jak na Syberię, smrodu dymów wydobywających się z wielu kominów staram się nie wdychać, co przy fizjologii człowieka mającego płuca nie jest zadaniem łatwym, ale za to słońce świeci cudnie, świat pobielony mrozem też ładny. Jednym słowem żyć nie umierać. Nawet kosy dość licznie się pokazują, mieszka ich tu dużo jak widać, przysiadają na ogrodzeniach albo trawie pobielonej, łypią oczkiem błyszczącym w aksamitnej czerni piór, soczyście żółtym dzióbkiem kuszą i jak ja też wyraźnie cieszą się słońcem. Tylko oczka moje już nie takie bystrzutkie jak kiedyś, infekcją powleczone, ale widzą dookolny świat, I jest dobrze.

 Tak więc po tym ok. kilometra liczącym kółeczku docieram do wymienionego na wstępie sklepiku , wchodzę w kłębach pary do  dość mrocznego wnętrza z nikłym ciepełkiem , bo pan właściciel przesadnie nie ogrzewa i dobrze. Zerkam na półkę łowieckim okiem i widzę. Jest Wyborcza. Udało się. Dowieźli. Upolowana. Jeszcze jakieś drobne zakupy, bo wszak jutro święto Trzech Króli i wszyscy świętują, znowu, bez pamięci i radośnie. Przedszkolaki już przedszkolakują, ale uczniowie jeszcze na łasce lub niełasce rodziców w domu siedzą. Bo ferie Bożonarodzeniowe i Noworoczne  długie jaki diabli. Kto to wymyślił? Niejaki Kropiwnicki będący kiedyś prezydentem Łodzi poddał myśl, a politycy ochoczo temat kupili. I oto mamy nieustanne grudniowostyczniowe święta. Boże Narodzenie, Nowy Rok , kalendarz łaskawie dodał weekend i to jutrzejsze święto na dodatek nadchodzi. Może należy się cieszyć, że nowe władze mamy, bo jest szansa na kolejne dni wolne od pracy i nauki-  Miesięcznice Smoleńskie. To dopiero będzie raj!

     Jeszcze po przyszkolnym placu zabaw, który całkiem niedawno powstał na pustym chwastowym polu dzięki funduszom unijnym ( tak tak dzięki) wydreptuję drugie kółeczko potem dziergam trzecie do apteki i tak zostawiając za sobą iście koronkowy ślad wracam na ul. Szarą gdzie już majaczy w tle  nasz domek przysadzisty, chałupiasty, zgniłozielonodachowy, słodki i zgrabiałymi palcami otwieram furtkę .

    I oto jestem. Tutaj rozkosz, bo ciepło miło, słonecznie. Pachnie chleb, który wypiekam co ranka. Maszynę odpowiednią kupiłam niedawno. Średniodroga Tefala, ładna, nie szpeci kątka kuchennego bo czarno srebrzysta i w dodatku super. Jest. Wsypuje i wlewa się składniki a ona wykonuje pracę od A do Z.  Początkowo wydaje supermlaszczące dźwięki, gdy miesza ciasto. Delektuję się tym odgłosem, bo nie cierpiałam ugniatania ciasta. A teraz mam maszynę i świeżutki chlebek. Myślę wtedy o Tacie goni, który był pierwszym piekarzem po II wojnie światowej przyjechawszy z Inowrocławia do Gorzowa. Jeszcze brakuje mi ziaren czarnuszki, by zapach dzieciństwa poczuć. Ale muszę poszukać w Warszawie, na pewno gdzieś znajdę. Poza tym kanapa czeka okulary i gazeta. I czytanie rozpoczynam. I cóż widzę w dodatku do Wyborczej Nauka dla każdego. Coś fajnego tam znajduję i z przyjemnością sobie czytam….I tak pełznie mój dzień z szybkością wprost proporcjonalną do wieku. Zatrzymać taki czas….

 

SAM_3002.JPG

 

SAM_3003.JPGWczesnostyczniowy 2016 roku świat za naszym michałowickim oknem….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *