
Zdjęcie z netu. Widok z satelity na Bug, cofkę i nasze działki pod lasem…
Przybyliśmy nad brzeg Bugu 37 lat temu i od razu się zakochaliśmy w tym miejscu. Trudno było się nie zakochać.
Już droga na działkę była wydarzeniem. Przeżywaliśmy bowiem trzy zjawiskowe odsłony. Powodowały one, że Warszawa wydawała się odległa, coraz bardziej nierealna, wszystkie problemy nikły, a otwierała się wolność. Piękną odsłonę pierwszą zwiastował niewielki Nieporęt, bo za nim rozpościerały się rozległe wody Bugonarwi, czyli tzw. Zalew Zegrzyński, z żaglówkami, ptactwem i porażającym błękitem, potem była szeroka Narew za Serockiem, z maleńkimi łódeczkami i nieruchomymi wędkarzami wyłaniającymi się z mgły z niteczką szosy na wysokim brzegu i wreszcie ostry zjazd w dół w paszcze i objęcia szumnych lasów za którymi czekał już na nas Bug.
To był dla nas inny świat, bajkowy i jakby nierzeczywisty. Nasze dzieci wyrwane z blokowiska od razu szalały, kąpały się w odsznurowanym starorzeczu Bugu zwanym cofką. Potulnie nakładały stare tenisówki, by ostre muszle zatopione w piasku nie poraniły stóp, i pływały wzdłuż szuwarów, bo tylko tam był wąski pasek gdzie dno można było jeszcze wyczuć, a dalej czyhała głębia przepastna. I my pływaliśmy , nie lękając się , no cóż młodość nasza była niefrasobliwa. Nie to co teraz, czas kąpieli już za nami i nawet wielkie upały nie kusiły chęcią zanurzenia się w rzece.
Teraz już sama tam chodzę i Bug oglądam. Wartko płynie, pomimo suszy trwającej od lata, przyniósł sobie łachy piaszczyste, które powoli stają się wyspami i jest to istny raj dla ptactwa.
I patrzę w dal, i widzę tamte czasy moje rodzinne, słodkie i ludzi którzy może tak jak ja teraz stoją na brzegu i wspominają . Może białoruskie babcie, czy ukraińskie, czy polskie, takie jak ja myślą o tym ile wody upłynęło, jak się zmieniły, i czy drugi brzeg już blisko. A może tak nie myślą, może tylko stoją w zachwycie ..
A nasz wspólny Bug płynie i płynie….






