Moje na zawsze Beskidy.

 

Godziszka, wieś, w której urodziła się moja Mama- Stefania Łukaszewicz z d. Jakubiec….ul. Południowa od naszej chałupki……zdj. własne

Jak zwykle stoję na obrzeżach Kotliny Żywieckiej i podziwiam, podziwiam, podziwiam  , wdychając zapachy górskie i klimatów deszczowych, które nastały po niebywałej w tym roku suszy,  oczy nasycam widokami, które nie tylko piękne bardzo, ale też bliskie…to tutaj urodziła się moja Mama…

…i wracam do mojego dzieciństwa dziwiąc się jakie to proste. I nie przeszkadza mi lustro do którego nie zaglądam przewidując co pokaże oraz nogi coraz częściej obolałe i jestem małą dziewczynką z warkoczykami. Może to infantylne co piszę- ale w moim wieku wszystko jest dopuszczalne.

I są lata 50 ubiegłego wieku, właśnie dotarłam z rodzicami z naszego Gorzowa do Łodygowic. Uwielbiałam jazdę pociągami, pomimo tego , że było tłoczno i podróż trwała wiele godzin   z przesiadkami w Krzyżu a potem Bielsku. Zasypiałam od razu gdy ruszał pociąg a to na ławie wagonowej a to na tobołach ulokowanych na korytarzu, gdy miejsc w przedziale nie było. I prosiłam tylko, by mnie obudzono gdy będzie widać góry.

Tak się działo, Tato pilnował i gdy przez sen usłyszałam” już góry”- zrywałam się rześka i szczęśliwa na równe nogi, dopadałam okna i wgapiałam w zachwycie w przesuwający się leniwie widok.

 A tam właśnie z mgły wyłaniały się najprawdziwsze wyniosłe lesiste garbusy , moje Beskidy….

 

One Reply to “Moje na zawsze Beskidy.”

  1. Też pochodzę z tych okolic – urodzony w Wadowicach, ochrzczony w Anrychowie. Pierwsze co w ogóle z życia pamiętam, to Jaworze-Nałęże, gdzie pracowali moi rodzice-lekarze z tzw. nakazu pracy. Jako bardzo małe dziecko zachwycałem się najbardziej ogrodem w tamtejszym Sanatorium Pulmonologicznym dla Dzieci w Jaworzu-Nałężu. Otóż w ogrodzie przy tymże Sanatorium były rury wodociągowe z bardzo wysoko założonymi kranami. Jak się mocno wspinałem to udawało mi odkręcać te krany – i to były fantastyczne momenty, bo lała się z nich woda! Cóż to była za radość otwierać i zamykać te bardzo wysoko położone krany. I teraz napiszę o tym, czego się spodziewacie. Po ćwierćwieczu od tego mojego beztroskiego, radosnego dzieciństwa odnalazłem tenże ogród w którym nadal były te same krany z wodą – ale tak nisko położone, że musiałem się nachylać aby je otworzyć. Cóż za diametralnie różna perspektywa: małego dziecka i mężczyzny o wysokości ciała 182 cm. Ale moja miłość do tamtejszej okolicy, do Beskidów, trwa nadal, bo rację ma Zosia, że to czarująca okolica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *