Pierwsze spotkanie z plastikiem.

P6050065.JPG

Taka wtedy byłam, chyba pulpetowata a przedtem znany w przedszkolu niejadek…

 

 

Było to we wczesnych latach 50 ubiegłego wieku. W gorzowskiej podstawówce przy ul. Estkowskiego ( teraz mieści się tam AWF) prężnie działo harcerstwo oraz organizacja tzw. zuchów.  Oczywiście jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to tzw. czerwone harcerstwo, dopiero po latach Mama mnie uświadomiła. Wówczas to nie było ważne, nijakich haseł politycznych nie słyszałam, a chciałam tylko być w grupie, którą uwielbiałam. Tak więc w I klasie zapisałam się do zuchów. Należało skompletować odpowiedni ubiór. Więc poszłyśmy z mamą do sklepu, gdzie z wielką dumą i zachwytem mierzyłam szary zgrzebny fartuch zapinany na wiele metalowych wypukłych guzików z lilijką  oraz szeroki sztywny skórzany pas. Byłam oczarowana zapinką tego paska, gdyż cudownie wchodziły do siebie dwa krańcowe elementy, bez konieczności dziurkowanego dopasowywania. Wszystko leżało wg mnie znakomicie. Clou programu była trójkątna chusta, chyba dwukolorowa, której barwy nie pomnę i spinająca dwa końce pierścieniowata plastikowa nakładka z lilijką na froncie.     Właściwie to było najcudniejsze, ta tulejka. Miała cudny jasnozielony przezroczysty kolor. Czasami nakładałam ją na palec wyobrażając sobie, że jest najpiękniejszym bo plastikowym pierścieniem. W tamtych czasach plastik zachwycał. Do tej pory czuję na opuszkach palców ten ciepły aksamitny niezwykły wtedy dotyk. O, jak się zmieniły czasy, kiedy teraz plastik nas osacza, przygłusza i odstręcza. Nastąpił powrót do naturalnych tworzyw. I koło historii się zamyka.

Ale ja mam w sobie tamto wspomnienie. Niezatarte, stale świeże i bardzo miłe…..Czas wtedy się zatrzymał ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *