Powrót do Japonii.

640px-Japan_on_the_globe_(claimed)_(Japan_centered).svg.png

Z Wikipedii

 

SAM_9180.JPG

Na lotnisku we Frankfurcie. Japoński personel i napis na tablicy odprawy Nagoya- szkoda, że zdjęcie marne….

 

Przez kilka minionych  dni przebywałam w Japonii. Oczywiście nie w realu, ale tak jakby.  A wszystko za sprawą ciekawej, ładnie napisanej i łatwej w czytaniu książki Joanny Bator pt. „ Japoński wachlarz. Powrót” i pani bibliotekarki, która mi tę książkę podsunęła. Chwała Paniom Bibliotekarkom-  pewnie nie są w pełni świadome, ile wnoszą do życia ludzi podając im odpowiednią książkę w odpowiednim czasie. Dziękuję im wszystkim a szczególnie paniom z Michałowic!

Oj wpadłam w japoński ton kwiecistych grzeczności, ukłonów, wielosłowia uroczego znad tych dalekich wysp na Pacyfiku.

Bo w tej książce , napisanej po dwukrotnym pobycie , pracy i mieszkaniu w Japonii, książce nie zawsze docenianej przez krytyków odnalazłam echa mojej dawnej zaledwie 7 dniowej podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wzmocnionej nadal trwającą znajomością z polskim profesorem Stefanem Kostykiem – wykładowcą uniwersytetu w Nagoyi jego piękną żoną Japonką i trzema synami .

A zaczęło się tak. Znalazłyśmy się z koleżanką K. G. w samolocie pełnym  jednakowych dla nas , ładnych , poważnych , spokojnych, nie rozgadanych i tajemniczych twarzy Japończyków. My  podążałyśmy  na kongres nefrologiczny. Ponieważ siedziałyśmy w pewnej odległości, przemieszczałam   się do K. , stałam przy jej fotelu i gadałyśmy.

Nagle z poprzedniego rzędu wychyliła się kudłata czarna głowa która się odezwała – o, słyszę język polski. Popatrzyłam zadziwiona, bo wydawało się, że poza nami są tylko Japończycy w tym samolocie.

Zapytałam tego pana o nieco egzotycznej urodzie- a skąd pan zna język polski. Usłyszałam odpowiedź, bo jestem Polakiem ale mieszkam w Japonii.

Pan chciał nadal rozmawiać,  ale budził w nas niejaki lęki, nieufność , kim on jest i czy warto się bratać, na co miał wyraźną ochotę, więc nie podjęłyśmy dalszej z nim konwersacji.

Problem rozwiązały  panie stewardessy, które ogłosiły, że właśnie będzie noc i mamy pójść spać, by już na miejscu nie odczuć dramatycznie różnicy czasu. Nocy nijakiej za oknem nie było widać, ale pokonując odległość w tym czasową do tego dalekiego kraju, gubiliśmy noc. Więc wróciłam pokornie na swoje miejsce, zasłonięto okna, zgaszono światło i kazano spać . Grzecznie  wykonałyśmy polecenie.

A przedtem miły młody sąsiad Japończyk  oznajmił z radością, że mamy szczęście, gdyż właśnie zakwitają w jego kraju wiśnie. Jakoś nie przygotowałam się odpowiednio do tej podróży, pochłonięta pracą zawodową, rodzinką miłą i przygotowywaniem pracy, którą miałyśmy przedstawić na owym kongresie. Tak więc nawet nie wiedziałam, że w Japonii właśnie zakwitły wiśnie, tym większa była niespodzianka i udzielona od sąsiada radość.  Potem jeszcze , gdy podawano kolację – tak tak, w tamtych latach w samolocie podawano posiłki, zaproponował bym wybrała danie japońskie. Tak uczyniłam i z pewna rezerwą sięgnęłam po mikropakuneczek , małą torebkę, w której jak się  okazało było prawdziwe sushi. Nigdy przedtem tego nie jadłam i właściwie nie słyszałam, pewnie też się nie interesowałam takimi problemami. Od tego czasu minęło ponad 15 lat i nawet dziecko w Polsce wie co to za potrawa. Samolotowy sąsiad objaśnił, że jest to surowa ryba z ryżem  zawinięta w płaski długi liść wodorostu i jest pyszna. Zachęcona w tak miły sposób, spałaszowałam ów liść z lepką treścią. Nawet  okazało się to smaczne. Podziękowałam chłopakowi, który wracał do domu po jakiejś uczelnianej praktyce w Europie.

Potem jak wspomniałam zapadliśmy w sen….cdn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *