Zauroczenie Kaliną Jędrusik.

SAM_8929.JPGKalina Jędrusik i Stanisław Dygat- fotografia zdjęcia z książki Magdy Dygat pt. ” Rozstania” Wydawnictwo Literackie,2001

 

 

 

Ta opowieść wywodzi się z nagłego przypomnienia spowodowanego przypadkowym ( jak zwykle zresztą) wydobyciem z bibliotecznej półki książki „ Rozstania” Magdy Dygat, jedynej córki pisarza z pierwszą żoną, zdolną , kiedyś znaną aktorką Wandą Nawrocką. Chociaż nie przepadam za biografiami, ale tę wypożyczyłam. Niewielka objętościowo, z  klimatycznymi zdjęciami rodzinnymi i krótkimi opowieściami o życiu ojca, obu jego żon, czasach, gdy wszyscy- matka z nowym mężem, ojciec z młodą żona oraz dziecko zajmowali jedno niewielkie mieszkanie. Dziewczyna rosła w przedziwnej atmosferze domu  ludzi stale wolnych jak ptaki, beztroskich  i nietuzinkowych. Znajdujemy tam ciekawą korespondencję rodzinną  i ze znanymi ludźmi (m.in. Hłasko, Miłosz, Brandys, Polański, Wajda). Książka Magdy Dygat jest chyba próbą ostatecznego rozliczenia, uporządkowania wydarzeń swojego dzieciństwa, a przede wszystkim zrozumienia dlaczego tak było?

     Czytam więc i odwija się w mojej głowie film z lat młodości. Najpierw więc o tym, że znany pisarz- Stanisław Dygat i młodsza do niego o 17 lat Kalina Jędrusik stanowili małżeństwo, które w drugiej połowie XX wieku zajmowało wiele miejsca w plotkach warszawskich. I myśmy tym żyli, bo byli ludźmi niezwykłymi. Można sobie wyobrazić co by się działo, gdyby to wszystko działo się  teraz. Pewnie tabloidy zalałyby nas informacjami, zdjęciami, aż do obrzydliwego przesytu. Kalina  Jędrusik była aktorką  dla niektórych kontrowersyjnej urody i odmiennego , niespotykanego do tej pory w Polsce stylu. Mieszczuchy uważały, że emanowała bezwstydnym seksapilem, choć  przyznawały, że talent miała potężny. Panowie wpatrywali się ekrany telewizorów oczekując kiedy wreszcie Kabaret Starszych Panów się pojawi a z nim oczywiście gwiazda naczelna, wyuzdana, z dużym krzyżykiem leżącym pomiędzy dwiema półkulami okazałego nieomal odsłoniętego biustu. I chociaż panie pruderyjnie i zawistnie na to samo patrzyły, jednak ulegały magii jej zachrypniętego dziecięcego głosu, prawie szeptu. No cóż, jedyną taką aktorką była. Przyznawaliśmy, że wielką . Jak można się domyślić na podstawie  tego, jak napisałam o Kalinie Jędrusik, miałam te same ambiwalentne odczucia jak większość kobiet. Teraz, po latach gdy już zostały tylko stare z nią filmy i piosenki z  Kabaretu  Starszych Panów, wspominam tamte czasy z rozczuleniem i uwielbiam oglądać i słuchać jak śpiewa i zachowuje się Kalina Jędrusik…

    Tamten okres ociepla wspomnienie które powoduje, że  Kalina a przez nią i Dygat są mi bliscy. A to za sprawą pewnego spotkania . Mieszkaliśmy na Żoliborzu, nieopodal ul. Krasińskiego ( gdzie teraz grób ks. Popiełuszki) jest maleńka, poprzeczna do wymienionej, ulica Kochowskiego. Zaglądałam tam często, bo sklep z art. gospodarstwa domowego był na jednym rogu, z tkaninami na przeciwległym a obok  mięsny. I któregoś dnia , gdy kupowałam jakieś płyny do mycia naczyń, nagle , z wielkim rozmachem otworzyły się drzwi sklepu i coś za mną zaszumiało . Odwróciłam się i stanęłam nieomal oko w oko z najprawdziwszą żywą Kaliną. Popatrzyła na mnie wielkimi obojętnymi oczami i poszła w głąb sklepu. Poczułam dreszcz od jej spojrzenia. Było magnetyczne, wsysające. A ja zdmuchnięta jakby, oszołomiona, całkowicie zagarnięta w jej krąg oddziaływania stałam gapowato. Ona zawłaszczyła wszystkich i całą przestrzeń sklepu. Tak, czytając wspomnienia jej pasierbicy mogę potwierdzić to, że Kalina miała w sobie jakąś zniewalającą otoczenie siłę. I nic dziwnego, że jak pisze Pani Magda Dygat, gdy macocha pokazywała swoją małą stopę z krótkimi paluchami mówiąc, że jest najpiękniejsza na świecie- wszyscy wierzyli. I w cień odchodziły inne autentycznie piękne smukłe  stopy. W czasie gdy ją zobaczyłam, była  niską ale za to obszerną kobietą, miała na głowie kapelusz z dużym rondem i długą zamaszystą spódnicę. Nie zwracając uwagi na potulną kolejkę, już od drzwi chrypiąc i sapiąc o coś pytała ekspedientkę. Sapała, tak, wyraźnie miała duszność. Żal przyszedł do mnie, że już chora i podziw i zachwyt, że los mi zesłał tę mieszkankę starej , ukrytej za szczelnym murem willi, która znajdowała się przy ul . Kochowskiego, nieopodal sklepów. Potem wielokrotnie widywałam ją na ulicy, gdy posuwistym krokiem zawłaszczała  cały chodnik a ludzie ustępowali jej miejsca. Nie pomnę jakie to były lata, czy jeszcze żył jej mąż, Stanisław Dygat ( zmarł w 1978 r.), a może już nie . Starszy od niej , po przebytym w dość młodym wieku zawale serce,  pożegnany z tego powodu z seksem- o czym sam pisał, musiał być pogodzony z tym, że jest właściwie jak ojciec swojej żony. Jego pisze córka , Kalina jemu się żaliła, że została porzucona przez kolejnego kochanka, nie ukrywała przygód łóżkowych, które zresztą odbywały się ich domu. Wiele znamienitych osób opisuje spotkania w tym domu, ich urok intelektualny i nie tylko…Co czuł pisarz, bardzo wrażliwy człowiek ? Bohaterami jednego z jego opowiadań – „ Męka zaślepienia” jest pewne małżeństwo. Gdy mąż  wielokrotnie widuje żonę z mężczyzną w sytuacjach sugerujących ich bliskość,  przyjmuje jej tłumaczenia, byle jakie. Wierzy bo chce wierzyć, że jest niewinna …

    Gdy teraz czytam to, co pisze córka pisarza o swoim życiu, o nienawidzącej  jej macosze, wśród zimnych faktów czuję ciepło zrozumienia. Kalina była nieszczęśliwa. Wiecznie spragniona  miłości, akceptacji jako superkobiety. Niespełniona jako matka, gdyż jedyne urodzone dziecię zmarło tuż po porodzie a ona przeszła poważną operację, która wykluczała posiadanie potomka spędzała czas u boku mężczyzny , który ją kreował, wspierał, ale nie mógł dać tego wszystkiego czego oczekiwała. Nie spełniał, bo nie mógł. Była nienasycona. Gdyby nie Dygat, pewnie cierpiałaby na modną teraz wśród gwiazd depresję. A jednak cierpiała. Świadczą o tym jej listy wysyłane do pasierbicy po śmierci Dygata, pełne żalu, smuty , błagania o wsparcie duchowe. Nie wiem jak naprawdę wyglądało jej życie, gdy nagle odszedł samotnie w żoliborskiej willi przy ul. Kochowskiego a ona żyła jeszcze 13 lat. Podobno całkowicie oddała się kościołowi.

    I to tyle wspomnień, które uruchomiła wybrana właściwie przypadkowo z półki bibliotecznej książka Magdy Dygat pt. „Rozstania”. To nie tylko jej rozliczenie z własnym życiem, ale też barwny opis epoki i doli niezwykłych ludzi. Ciekawe jak ją odbierają ci,  którzy nigdy nie poznali magnetycznego spojrzenia Kaliny. Ja jestem nieobiektywna, bo poznałam i uległam….

 

 

SAM_8927.JPG

 Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat. Fotografia zdjęcia zamieszczonego we wspomnianej  książce Magdy Dygat

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *