Losy moich Rodziców. Czasy gorzowskie ( 1 ).

 

 

G.ŁadneWejscieKosGd.jpg

 

 

Tak wyglądało przed pięciu laty wejście do mojego pierwszego domu. Obok brama prowadząca na podwórko.  Po prawej zielony nasz dawny balkon i okna nad bramą z dużego pokoju i pokoju Zenona.

 

G.bramaKosGd.JPG

 

 

Jakże tajemnicze było owe metalowe zagłębienia, a właściwie dwa równoległe w bramie. Należało po nim przejść tak, by stopa nie trafiła na beton. Wówczas to był dobry dzień. Ot, takie dziecięce bardzo poważne zabawy :). Ta jeszcze poniemiecka instalacja zachowała się chyba przez 100 lat ( nie wiem, kiedy dom ten wybudowano),  stwierdziłam ze zdumieniem, odwiedzając Gorzów po 40 latach…

To są zdjęcia własne. Ale mam jeszcze piękniejsze, od goni, gorzowskiej bliskiej mi Osoby. Jeśli się zgodzi, to kiedyś też je tutaj zamieszczę.

 

 

Losy moich Rodziców. Czasy gorzowskie ( 1 )

 

Po kilku miesiącach Rodzice otrzymali ładniejsze mieszkanie, przy tej samej ul. Kosynierów Gdyńskich ale  pod nr 106.

Mieściło się na pierwszym piętrze jednej z okazałych kamienic, wybudowanych w jednym stylu i ułożonych w dwa szeregi.  Jeden rząd z trzema osobnymi klatkami schodowymi otwierał się na ulicę i podwórko, drugi na podwórko i cudny park.

Nasze mieszkanie mieściło się nad otwartą bramą wejściową z maleńkiej uliczki na teren podwórka, co powodowało, że było bardzo trudne do ogrzania. Panowały wówczas piece kaflowe, więc codzienne rozpalanie w paleniskach może nie było zajęciem trudnym, ale pochłaniało dużo czasu i zanim zrobiło się ciepło, dygotałam pod kołdrą.  Zdarzało się , że w kuchni zamarzała woda. Ale gdy tylko nastawała wiosna, duże okna wpuszczały mnóstwo światła i pokoje się rozjaśniały.

Było usytuowane na pierwszym piętrze, wchodziło się wygodną klatką schodową. Wejście od ulicy miało nad drzwiami ładne owalne, nieomal secesyjnie wyglądające okienko, które do tej pory można podziwiać. Wejście od podwórka było zwyczajne, ale za nim otwierał się mój dziecięcy zaczarowany podwórkowy świat, o którym już wiele opowiadałam. A w bramie zachowały się cudne metalowe płaskawe zagłębienia w betonie, które prowadziły pewnie koła jakiegoś wozu lub powozu.

Długi dość wąski mroczny korytarz łączył trzy duże pokoje wyłożone jeszcze poniemiecką tapetą , łazienkę i kuchnię.

Dobrze pamiętam to mieszkanie, mimo, że przybyłam do niego bezpośrednio ze szpitala gorzowskiego przy ul. Warszawskiej, gdzie ujrzałam światło dzienne po raz pierwszy. I mieszkaliśmy tam przez ok. 10 kolejnych lat.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *