Lot nad własnym ziemskim losem ( 6)
Wojenne dzieciństwo.
Od matki dowiedziałem się, że ojca aresztowali Niemcy i następnie osadzili go w obozie koncentracyjnym Oranienburg- Sachsenhausen k. Berlina. Był tam przez czas całej wojny. Rodzice korespondowali ze sobą i wierzyli, że się jeszcze spotkają. Matka wysyłała jemu paczki żywnościowe, przede wszystkim z przetopionym tłuszczem nafaszerowanym listkami wędliny i cebulą. Ojciec zdołał przeżyć, gdyż okazał się potrzebny Niemcom jako technik przy budowie toru kolejowego wewnątrz obozu.
Przyglądałem się z podziwem staraniom matki, pomagałem jej w poprawianiu zeszytów, które stosami znosiła do domu. Ponadto włóczyłem się po miasteczku, zaglądałem do cerkwi i obserwowałem ceremonie religijne w otoczeniu bizantyjskich ozdób. Z kolegami zwiedzaliśmy ruiny budowli, w której ćwiczono kiedyś niedźwiedzie, zaglądaliśmy do pobliskiego cmentarza, z niego schodziliśmy piaszczystą skarpą nad płytką, leniwie płynącą rzeczkę.
Co najbardziej zapamiętałem z tych wojennych smorgońskich lat? Nie zgadniecie. Otóż pewnego dnia matka wróciła do domu z teczką bardzo wypchaną. Były tam pyszne cukierki zwane krówkami, które udało się matce gdzieś nabyć.
