Pożegnalny obiad.
Ale w końcu odrywam się od wrzucania tych różnych faktów historycznych związanych z Uniejowem , uniejowskim zamkiem i moich wędrówek w przeszłość.
Już czas na przyziemne, prozaiczne czynności. Burczy w żołądku z głodu a i usta spragnione, bo słońce praży.
Siadam więc na zamkowym restauracyjnym tarasie, w słońcu, ale pod wielkim parasolem przeciwsłonecznym i powoli staje się rozkosznie.
Zamawiam wodę mineralna z obowiązkową cytryną i leniwie studiuję kartę dań. Wynajduję to, co będzie mi odpowiadało. Jest to półmisek z grillowanymi rybami. Dobry to był wybór, gdyż wkrótce wjeżdża to danie, smakowicie wyglądające , z obłokiem delikatnego zapachu rybki i morskiej bryzy zmieszanej z zapachem zielonej Warty.
Na wielkim półmisku rozłożono kilkanaście porcyjek różnych ryb i to danie obiadowe jest zbyt obfite jak dla jednej osoby, więc zapraszam kogoś bliskiego i pałaszujemy, aż nam się uszy trzęsą.
Po chwili odrywamy głowy znad talerzy bo tak cudnie śpiewają ptaki, w dali pokrzykują pawie, szumią korony wielkich wiekowych drzew.
Po prostu żyć, nie umierać się chce, w takich ulotnych, złapanych na chwilkę tylko momentach….
