Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 22 )

Termin ślubu zbliżał się wielkimi krokami.

Któregoś dnia moja mama zaprosiła Stefę.

 Nasza sąsiadka była krawcową, więc zdecydowano, że uszyje suknię ślubną.

Skromną, ale elegancką.

Kiedyś przywiozłem z Wilna odpowiedni,  zamówiony przez moją mamę materiał.

Była to lekko lśniąca satyna, biała, taka jak serce i ciało mojej wybranej- myślałem z czułością.

Wiem, że rodzice przygotowywali przyjęcie ślubne, które miało się odbyć w naszym domu. Miejsca było dużo, ponadto duży ogród, który w czerwcu był piękny soczysty i wonny mógł śmiało spełniać rolę najwytworniejszej Sali balowej.

W Kościele nie było problemów, ślubu miał udzielić zaprzyjaźniony z nami, a szczególnie ze Stefą , z którą pracował w szkole – ksiądz Żuk.

Wszystko więc było przygotowane, za wyjątkiem jednego, najważniejszego – odpowiedzi z domu rodzinnego Stefy.

Godziszka milczała…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *