Opowieści Taty
Pracowałem w Wilnie a moja rodzina pozostawała w Rakowie.
Synek rósł, nie mogłem obserwować jak się rozwija i nie łapałem z nim kontaktu.
Żona poświęcała się pracy zawodowej- była nauczycielką i szkoła była jej całym światem. Ale na co dzień była smutna.
Może rozmyślała nad swoim losem.
Od wczesnego dzieciństwa była samotna, gdyż mając 10 lat, opuściła rodzinną beskidzką wieś – Godziszkę, by w Białej kontynuować naukę. Tam mieszkała u obcych ludzi , spotykała się z rodziną jedynie w nieliczne wolne dni.
Gdy ukończyła seminarium nauczycielskie losy ją rzuciły na Wileńszczyznę, krainą odległą i geograficznie i kulturowo. Musiała się zaadaptować, zresztą tutejsi ludzie byli życzliwi i serdeczni , więc pewnie nie było to takie trudne. Jednak tak wiele ich różniło od mieszkańców gór.
Moi rodzice ją polubili, doceniali jej mądrość , wiedzę i poważny sposób traktowania obowiązków.
Była urodziwa, wśród tutejszych dziewczyn wyróżniała się innym typem urody, miała na twarzy i w oczach zapisany górski wiatr, świeże wonne powietrze. Była niezwykła.
Zakochałem się po uszy i oczarowanie trwało.
