Na medycznej ścieżce. Siły witalne mogą czynić cuda.

 Do interny, którą zdawałam w październiku 1970 roku  czasami  uczyłam się z Teresą Mroczek. Albo w jej mieszkaniu na Sadybie albo w naszym nowym jeszcze pustym mieszkaniu.

Teresa dobiła do naszego roku studenckiego po rocznym pobycie w szpitalach. Nie obyło się bez różnorodnych ciekawych powikłań o których opowiadała ze śmiechem. Ma niesamowitą pogodną naturę, co pozwala jej przetrwać straszliwe kataklizmy. Wstępnie rozpoznano u niej obustronny przerost nadnerczy .  W tamtych czasach możliwości diagnostyczne były niewielkie i endokrynologia była właściwie w powijakach. Była jedną z pierwszych pacjentek kliniki w Szpitalu bielańskim, gdzie rozpoczęto rozpoznawać tę  chorobę a następnie jedną z pierwszych pacjentek z takim rozpoznaniem, które operował prof. Nielubowicz. Dopiero po wielu latach zorientowano się , że pierwotną przyczyną był gruczolak przysadki, którą usunięto jej z dostępu przez nos, co było w Polsce operacją pionierską. Muszę przypomnieć, że w końcu lat 70 ubiegłego wieku nikt nie słyszał o tomografii komputerowej ani rezonansie magnetycznym.

Teresa przez całe życie musiała spożywać hormony i przysadki i nadnerczy. Tabletki te czasami nie zawierały w ogóle leku. Manifestowało się to m.in. spadkami ciśnienia tętniczego, wstrząsem i szeregiem straszliwych objawów. Teresa była żywym testerem leków Polfy, gdyż po jej objawach orientowano się, że z lekami coś nie jest w porządku. Rozpoczynano badania i okazywało się, że faktycznie serie leków są nieczynne.

W czasie, gdy się razem uczyłyśmy, wielokrotnie obserwowałam, że Teresa nagle zapadała się, traciłam z nią kontakt i wówczas gwałtownie ją potrząsając przypominałam, że pewnie zapomniała zabrać leki. Gdy zdołała połknąć swoje pigułki , po chwili wszystko wracało do normy.

Nie wychodzę z podziwu i radości, że pomimo tych wszystkich problemów, w roku 1981 urodziła syna. Opiekujący się nią profesorowie, bardzo pragnęli , żeby miała dziecko. Długo nie zachodziła w ciążę, ale Mirek przy każdym spotkaniu, mówił, że trzyma za nią kciuki. Byłam zniesmaczona jego brakiem delikatności, ale gdy po latach udało się, Teresa się zaśmiewała, że zaszła w ciąże przez kciuki Mirka. Chłopiec jest wspaniały, a Teresa z mężem i wielkimi plecakami wędrują po świecie.  Nadal pracuje, wybrała specjalność diagnostyki laboratoryjnej i jest specem w ocenie szpiku. Dzięki jej badaniom, rozpoznawane są różne schorzenia , w tym białaczka oraz możliwe jest monitorowanie efektów leczenia.

Kiedyś . przed wielu laty rozmawiałam z naszą wspólną koleżanką Heleną i wyrażałam niepokój o zdrowie Teresy. I wówczas Helena powiedziała znamienne słowa. Ty się martw o siebie, a nie o Teresę….

Teresa jest dowodem, jak wielka jest moc siły witalnej i pozytywnego myślenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *