Mama jest jeszcze bardzo mała, ma niewiele ponad 10 lat. W moim wyobrażeniu jest stale za mała na samodzielne życie. A jednak….Uczęszcza do 5 klasy szkoły podstawowej w Białej która wtedy jest samodzielnym miastem położonym obok Bielska.
Mieszka w tym mieście, w ciemnym kącie wspólnej izby z rodziną niemiecką .
Którejś nocy, budzi się nagle, bo czuje, że ktoś szura obok jej legowiska. I widzi swoją gospodynię, właścicielkę mieszkania, która po ciemku wyjmuje z leżącego obok siennika worka ziemniaki . Ten worek przywiózł ojciec Stefki, Michał. A przedtem w pocie czoła uprawiał kamienistą górską ziemię . Ziemniaki są podstawą pożywienia tego wiejskiego dziecka. Zalękniona niebieskooka dziewczynka leży cichutko, nie reaguje, pewnie się boi poruszyć. Potem długo płacze, płacze do rana . A może nie płacze, może już wypłakała łzy i tylko twardnieje jej serce.
Gdy nadchodzi sobota, jak zwykle wędruje do domu, do Godziszki. Boi się opowiedzieć ojcu o tym, że gospodyni ją okrada. Może się lęka, że ojciec zabierze ją do domu i umrą jej nadzieje na edukację . W końcu mówi o tym matce, albo starszej siostrze. Wreszcie ta informacja dociera do ojca.
Ten natychmiast reaguje, jest oburzony i jedzie do Białej, rozmawia z gospodynią i postanawia zabrać córkę na kwaterę do innych, może lepszych ludzi….
